3

Netflix trafił w dziesiątkę, choć celował w coś innego. „Plemiona Europy” – recenzja przedpremierowa

"Plemiona Europy" zabierają nas w tajemniczą przyszłość, w której Stary Kontynent staje się miejscem walki o wpływy i władzę. Jaką rolę w tym wszystkim może odegrać trójka nastoletniego rodzeństwa? Oto przedpremierowa recenzja 1. sezonu serialu.

Netflix uwielbia dogadzać widzom i robi to na wiele charakterystycznych dla siebie sposobów. Należy do nich także korzystanie ze sprawdzonych i lubianych formatów oraz poleganie na zebranym doświadczeniu. Efektem takich działań jest tworzenie seriali i filmów, które mają zapełnić lukę po ostatniej ulubionej produkcji. Jeśli Netflix odnotowuje wzrost zainteresowania gatunkiem sci-fi z nastoletnimi bohaterami w rolach głównych, to można być pewnym, że w niedalekiej przyszłości otrzymamy kolejne podobne seriale. Wszyscy pamiętamy „Dark” oraz późniejszy „The Rain”. Niedawno debiutowała „Równonoc”, a teraz nadszedł czas na „Plemiona Europy”.

„Plemiona Europy”, czyli Stary Kontynent po 2070 roku

Punktem wyjścia do tej historii jest tajemnicza katastrofa, która doprowadziła do upadku cywilizacji w Europie. Na Starym Kontynencie rozegrała się tragedia, której skutki odczuwalne są w najdalszych zakamarkach, ale akcja serialu skupia się na kilku konkretnych nacjach, przepraszam, plemionach. Każde z nich, po utracie dobrodziejstw technologii, obrało własną ścieżkę – niektórzy żyją zgodnie z naturą i zamieszkują lasy, inni starają się przywrócić stary ład i porządek pozostając w opustoszałych i podniszczonych miastach. Rywalizacja o jak największe wpływy na jak najobszerniejszym obszarze pozostała jednak w genach wielu osób na szczytach władzy, dlatego pokój nie utrzyma się zbyt długo. Tym bardziej, że wystarczy im jeden przedmiot, który może zapewnić wszystko, czego pragną.

Główni bohaterowie „Plemion Europy”

W centrum tych wydarzeń jest trójka rodzeństwa w różnym wieku, o różnych przekonaniach i oczekiwaniach. Każde z nich ma swoje cele do osiągnięcia i chyba nikogo nie zaskoczy fakt, że wszyscy zostają rozdzieleni już na początku historii. Na swój sposób Kiano (Emilio Sakraya), Liv (Henriette Confurius) i Elja (David Ali Rashed) będą wpływać na losy całej Europy, a my będziemy im przy tym towarzyszyć.

Muszę przyznać, że podobieństwo serialu do innej lubianej przeze mnie produkcji jest wręcz uderzające. „Revolution” może nie zgromadził w Polsce sporej widowni, ale na pewno co poniektórzy z Was doskonale wiedzą o czym mówię. Utrata elektryczności, plemiona opierające swoją codzienność o pierwotne zasady oraz instynkty, a także magiczny przedmiot, to dobrze znane mi elementy i właściwie wykorzystane sprawdzają się po raz kolejny. Co istotne, „Plemiona Europy” nie są zauważalnie tanim serialem – twórcy byli doskonale świadomi tego, że nieodpowiednie finansowanie może położyć cały projekt.

Dlatego większość scenerii wygląda co najmniej dobrze, a niektóre wypadają wręcz zaskakująco świetnie. Analogicznie sprawa wygląda w kontekście efektów specjalnych, które mogę śmiało ocenić na wystarczające lub bardzo dobre. Sama fabuła może niektórych jednak odrobinę rozczarować, ponieważ mamy do czynienia z wieloma stereotypowymi i schematycznymi rozwiązaniami, dlatego rozwój historii nie każdego zadowoli.

Miły seans, miła historia, liczę na więcej

Będę jednak z Wami zupełnie szczery, gdy napiszę, że dokładnie takiego serialu się spodziewałem. „Rebolution” również nie było wygrywającymi Złote Globy tytułem, ale opowiadana przez ten serial historia tworzyła wokół siebie miłą aurę, która sprzyjała seansowi. Dzięki temu można przymknąć oko na niektóre głupotki i po prostu śledzić kolejne wydarzenia na ekranie. Nie są one zbyt zawiłe, ale scenarzyście i showrunnerowi – Philip Koch – udało się przygotować kilka niespodzianek i zwrotów akcji. Realizacyjnie i aktorskie jest po prostu dobrze i nic nie kłuje w oczy na tyle, byśmy nie mieli ochoty wracać do kolejnego odcinka.

To ma być następca DARK. Rozmawiamy twórcami i obsadą „Plemion Europy” Netfliksa

„Plemiona Europy” mają potencjał na kilkusezonową opowieść i jeśli fabuła zostanie właściwie poprowadzona, to wycieczka w nietypową przyszłość po 2070 roku będzie naszą wspólną przygodą przez najbliższe lata. Wstęp do niej jest całkiem obiecujący i emocjonujący, ale chciałbym, żeby jedno było jasne – nie jest to produkcja pokroju „Dark” czy „Stranger Things”. W takiej formule, jaką przyjęto, „Plemiona Europy” są miłą niespodzianką.

„Plemiona Euyropy” – 1. sezon zadebiutuje na Netflix 19 lutego.