105

Netflix staje się kablówką, a miał być alternatywą. Sprawdza się najgorszy scenariusz

Komfort oferowany przez serwisy VOD skutecznie odbija klientów klasycznej, linearnej telewizji. Decydujemy co, gdzie i kiedy oglądamy, ale Netflix w rywalizacji ze wszystkimi dookoła zaczyna coraz bardziej przypominać twór, który miał ze wszystkimi swoimi zaletami zastąpić.

Netflix produkował seriale by się wybić

Geneza pierwszego oryginalnego serialu Netfliksa jest naprawdę ciekawa. Ted Sarandos, szef ds. treści w firmie, zamówił cały pierwszy sezon „House of Cards” bez zgody prezesa Reeda Hastings. Ten dowiedział się o tej decyzji po fakcie, jednocześnie poznając kwotę, jaką ustalono podczas rozmów – milion dolarów. Dla Sarandosa było jednak jasne, że jeśli serwis planuje wejść na rynek własnych produkcji, to musi to zrobić z przytupem, a projekt o który bili się najwięksi rynku ma na pewno spory potencjał. Jego przewidywania się sprawdziły i „House of Cards” rozsławiło Netfliksa na cały świat, a także dało początek inicjatywie, której skali chyba nikt nie był w stanie przewidzieć.

Potwierdzone premiery i nowe sezony hitów Netflix – lista filmów i seriali

Rekordowe 2018 i 2019 pod względem liczby autorskich tytułów

O tym, do jakich rozmiarów rozrośnie się machina produkcyjna Netfliksa w zaledwie pięć lat (2013-2018), świadczą twarde liczby. Na koniec 2018 roku licznik oryginalnych produkcji wyniósł aż 240. O nowych zamówieniach, projektach, realizacjach i transakcjach (zakup praw do dystrybucji) słyszeliśmy przez ostatnie kilkanaście miesięcy niemalże non stop, dlatego rezultat na koniec 2019 roku nie powinien nikogo zaskoczyć. Mimo wszystko, nie typowałbym u bukmachera, że liczba oryginalnych tytułów Netfliksa w poprzednim roku zbliży się do 400 – tak się jednak stało i katalog serwisu to dziś w dużej mierze okładki z etykietką z czerwonym „N” w rogu. A jak wiele z nich utkwiło Wam w pamięci?

[/okladka]

Wyłowienie spośród tak dużej liczby produkcji tych najlepszych i tych, które spodobają nam się najbardziej jest coraz trudniejsze. Ku końcowi mają się seriale, które świadczyły o zaangażowaniu i sile platformy, a Netflix podpisuje się już nie tylko pod seriami, ale też filmami, dokumentami oraz programami rozrywkowymi. Oczywiście nad nimi wszystkimi czuwa spora grupa ludzi na wielu rynkach, więc to nie jest tak, że początkowe i wąskie grono osób decyzyjnych musi nadążać za etapami produkcji każdego z tytułów, ale taki rozmach premier może przytłoczyć. I decydentów, i widzów.

Netflix produkuje, bo zmusili go do tego inni

W pełni rozumiem motywacje działań serwisu Reeda Hastingsa, który obrał za cel uniezależnienie się od zewnętrznych twórców, z którymi mimo wszystko od czasu do czasu nadal współpracuje. Nie jest jednak tajemnicą, że teraz każdy z twórców i nadawców niechętnie dzieli się swoimi zbiorami, a Netflix miał naprawdę niewiele czasu na zbudowanie własnego portfolio w odpowiedzi na utratę powracających do pierwotnych właścicieli licencji. Zostało to na serwisie w pewnym stopniu wymuszone, bo gdyby napływ dodatkowych treści nie został przystopowany, to podejrzewam, że tak zwane Netflix Originals byłyby nadal dodatkami, lub wręcz rodzynkami w ofercie, zamiast stanowić jej filary.

Seriale zagrożone anulowaniem na Netflix. W tym nasze ulubione tytuły

Który kraj ma najlepszego Netfliksa? Naprawdę w Polsce nie mamy na co narzekać

W konsekwencji Netflix został zepchnięty na kurs, dla którego pierwotnie miał być alternatywą. Kablówka od lat kojarzy mi się z ogromem treści, wśród których nie jest łatwo znaleźć coś dla siebie. Co więcej, taki tłok przekładał się na nijakość wielu tytułów, które powstawały głównie w celu zapełnienia ramówki. Czasami (ku zaskoczeniu włodarzy stacji) trafiały w gust widza i trwały po kilka sezonów, ale bardzo często były anulowane tuż po emisji pierwszego, drugiego lub trzeciego odcinka

Netflix rośnie, ale siła rażenia jakby słabła

Statystyki pokazują, że użytkownicy z Netfliksa są zadowoleni, bo baza klientów stale rośnie. Poza granicami USA te wzrosty są naprawdę zauważalne, a ostatnie kwartały na pewno mogły się podobać włodarzom usługi. Nie wiadomo, czy i jak długo utrzyma się ten trend, ale obserwując zestawienia najpopularniejszych tytułów w Polsce i na świecie śmiem twierdzić, że większości widzów nowy Netflix cały czas się podoba. Nie twierdzę, że nie ma(m) co oglądać, bo frajdy dostarczało mi ostatnio całkiem sporo tytułów, ale do czołówki należą obecnie kontynuowane „Stranger Things” i „Wiedźmin”, a nie widzę na horyzoncie godnych następców m. in. „House of Cards” (tylko do 5. sezonu), „Narcos”, „Ozark”, „Dark”, „Daredevila” lub „The Crown”, które definiowały pozycję Netfliksa na rynku.