55

Natemat projektu Lisa, czyli jak to wygląda od środka

Wczoraj miałem przyjemność uczestniczyć w dość kameralnym spotkaniu (przy pączkach) z ekipą prowadzącą Natemat.pl, czyli serwis roboczo nazywany projektem Tomasza Lisa. Spotkanie odbyło się w Warszawie na Koszykowej, gdzie mieści się, jak się okazało, dość skromna siedziba redakcji. Ze strony Natemat obecny był Tomasz Lis, Tomasz Machała, Jakub Zieliński i Adam Plona. Tak więc grono, […]

Wczoraj miałem przyjemność uczestniczyć w dość kameralnym spotkaniu (przy pączkach) z ekipą prowadzącą Natemat.pl, czyli serwis roboczo nazywany projektem Tomasza Lisa. Spotkanie odbyło się w Warszawie na Koszykowej, gdzie mieści się, jak się okazało, dość skromna siedziba redakcji. Ze strony Natemat obecny był Tomasz Lis, Tomasz Machała, Jakub Zieliński i Adam Plona. Tak więc grono, które jest w stanie o projekcie opowiedzieć dokładnie wszystko i to z każdej strony.

Rozmawialiśmy dobrze ponad godzinę, dlatego nie będę streszczał wam każdego pytania i każdej odpowiedzi. Przejdę do najważniejszych rzeczy związanych z projektem. To, że rusza w przyszłą środę już wiecie, ponieważ poszły oficjalne zaproszenia na konferencje prasową.

Różne na temat

Jak się okazuje Natemat wcale nie chce być serwisem tylko o polityce. Tomasz Lis sam zauważył (i słusznie), że polityka w mediach coraz gorzej się sprzedaje. Coraz mniej ludzi chce o niej słuchać/czytać, oglądać w TV czy też brać udział w aktywnej dyskusji. Tak więc w Natemat znajdziemy przede wszystkim gospodarkę, sport, politykę oraz lifestyle. Czego brakuje? Oczywiście technologii – nie wiem jak mogli ten temat pominąć! (żarcik).

W tej chwili w redakcji pracuje już ponad 20 osób, którzy w trybie 24/6 od poniedziałku do soboty będą pracować nad tym, aby dostarczać czytelnikom dobre i ciekawe teksty. Będąc już przy treściach warto tutaj powiedzieć o koncepcji serwisu – nie chcą ścigać się na newsy z portalami. Chcą raczej opowiadać dalszą część historii, o której czytelnik przeczytał gdzieś indziej. Chcą pogłębiać temat i tym przyciągnąć czytelników. Zamiast powielać informację o tym co się stało będą pisać również dlaczego, co było powodem danego zdarzenia, co się stało później itp.

Treści własne to jednak tylko część tego co zobaczymy na Natemat, ponieważ serwis będzie też platformą blogową, na której znani ludzie sportu, polityki i celebryci będą opisywać własne wydarzenia, doświadczenia i przemyślenia. Teksty te będą także publikowane na stronie głównej serwisu, czasem jako integralna część wydania a czasem jako komentarz. Informacje podawane na Natemat mają też być uzupełniane przez komentarze z social media itp.

Zajadając się pączkiem dopytywałem się, czy tak naprawdę wierzą w to, że na opiniach da się zbudować duże czytelnictwo, patrząc na nadal (choć może to pozorne) silną pozycję portali, które karmią internautów głównie newsami i lekkimi treściami. Na to pytanie nie ma oczywiście jednoznacznej odpowiedzi – „ekipa Lisa” twierdzi, że ma szansę i widzi pewną lukę w dotychczasowym układzie sił w internecie. Miejsca, gdzie można przeczytać ciekawy felieton, reportaż, opinię i to od różnych ludzi zarówno jeśli chodzi o poglądy polityczne jak również o zainteresowania, pasje itp.

Jak to wygląda?

Zanim napiszę dlaczego bardzo bym chciał aby się udało oraz o moich wątpliwościach, słowo o tym, jak Natemat.pl wygląda. Nie widzieliśmy wprawdzie loga serwisu, ale reszta, z tego co twierdził zespół była już gotowa. Niestety nie mogłem wykonać żadnych zdjęć, ponieważ premiera serwisu planowana jest dopiero na przyszłą środę. Jednak pół żartem oznajmiłem, że w takim razie go narysuję i nikt nie miał z tym problemu.

Także przy okazji prostego programu do tworzenia layoutów sporządziłem wam szkielet pokazujący układ treści na Natemat.pl. Nie daję oczywiście gwarancji, że tak właśnie będzie on wyglądał w dniu premiery (ponieważ z tego co wiem, szyty pod projekt CMS jest bardzo elastyczny).

Przykład układu treści – oczywiście to tylko górny fragment strony

To co widzimy (układ) w żaden sposób nie przypomina portalu. Nie ma sekcji tematycznych, nie ma listy newsów ani też elementów odpowiedzialnych za zwiększoną liczbę odsłon czy wizyt. Konstrukcja przypomina raczej bloga czy prosty serwis informacyjny, gdzie główna jego cześć to stream z informacjami. Na Natemat główna strona to tylko treść, brak miejsca na banery czy dodatkowe elementy nawigacyjne. Zaskakująca prostota. Stylistyką natomiast portal zbliżony jest do połączenia portalu TVN24 i tego co robi na swoich blogach blomedia. Choć tak naprawdę na sucho stylistykę trudno się opisuje i każdy może mieć po obejrzeniu serwisu zupełnie inne skojarzenia.

Akapit ostatni

Projekt Tomków ma zarabiać nie na reklamach ale na ekskluzywnych akcjach i dużych partnerach. Od początku nie narzekają na zainteresowanie, ponoć jest lepiej niż dobrze, łącznie z tym, że pojawili się już na horyzoncie inwestorzy, którzy chcieliby wesprzeć projekt. Zakładając, że jest to czysta niczym nie ubarwiona prawda (a dobry PR na starcie pomaga) to rokowania są dobre. Jednak sam „poród” to nie wszystko. Później dziecko rośnie i dojrzewa i wtedy może okazać się, że ci którzy na początku inwestowali w prestiż wrócą do starych nawyków – Excela i liczenia klików. Wtedy zacznie się walka o budżety i Natemat chcąc nie chcąc stanie się uczestnikiem wyścigów, w których o zwycięstwo będzie bardzo trudno.

Czy tak się stanie tego nie wiadomo, można oczywiście prorokować i na pewno łatwiej jest w tej sytuacji być pesymistą, ale chyba każdy z nas chciałby aby tego typu projekty były sukcesem.

Start

W środę przekonamy się jak gorący będzie start Natemat.pl. Już teraz widać, że emocje są duże. Niektórzy zdążyli już ocenić serwis po samej zaślepce. Ciekawy jestem jak nowy byt w internecie przyjmą portale? – jeśli news o uruchomieniu pojawi się na czołówkach, to utrzymanie strony online może być sporym wyzwaniem. Jeśli natomiast portale upchną go w tłumie innych, mniej znaczących i mniej widocznych informacji będzie to też dość wymowne.