40

NaTemat czy Nie Na Temat? Nie ważne

Wstrzymywałem się z solidniejszym komentarzem… na temat, ale już czas na kciuk w górę. Powody są w gruncie rzeczy dwa – NaTemat.pl nie nudzi mnie tak straszliwie, jak boleśnie przewidywalne portale i ich „klepacze kontentu”, oraz jego design jest świeżym powiewem wśród polskich serwisów informacyjnych. Co prawda, NaTemat.pl również ma swoich „klepaczy”, bo żaden serwis informacyjny […]

Wstrzymywałem się z solidniejszym komentarzem… na temat, ale już czas na kciuk w górę. Powody są w gruncie rzeczy dwa – NaTemat.pl nie nudzi mnie tak straszliwie, jak boleśnie przewidywalne portale i ich „klepacze kontentu”, oraz jego design jest świeżym powiewem wśród polskich serwisów informacyjnych.

Co prawda, NaTemat.pl również ma swoich „klepaczy”, bo żaden serwis informacyjny nie może się bez nich obejść i jak na każdym innym serwisie, piszą nudno na jedno PAPowskie kopyto. Jednakże – w przeciwieństwie do Gazety, Onetu, O2 i Interii etc.- brak (jeszcze?) obrażających inteligencję czytelnika tricków w tytułach, oraz newsów o tym któraż to z gwiazd znów zaprezentowała „wielbłądzie kopyto”. A tego nienawidzę – podwójnie – jako czytelnik i były „klepacz”, który naprodukował się szokujących tytułów i tekstów więcej niż chce pamiętać.

Brak tego rodzaju nagłówków wynika z drugiej, blogowej strony serwisu, która dostarcza treści, którą można go wypełnić, gdy nie dzieje się nic interesującego. Nie zmuszając dyżurujących redaktorów do panicznego szukania „klikalnego” newsa i podtrzymywania iluzji, że każdego dnia na świecie dzieje się więcej niż jedna rzecz która naprawdę ma jakieś przełożenie na życie przeciętnego czytelnika.

Jednak to nie wszystko. Podstawową różnicą między blogiem, a serwisem informacyjnym, jest bezpłciowość tego drugiego. Trudno jej uniknąć, ponieważ jest fundamentalna różnica między pisaniem gdy coś w duszy gra, czy gryzie w tyłek, a taśmowym przerabianiu informacji z PAPu, serwisów konkurencji i medium „matki”. Treści blogowe, często tworzone pod wpływem emocji są po prostu bardziej angażujące – tak dla czytelnika jak i autora.

Dlatego wolę już lepsze lub gorsze notki celebrytów, pseudo-celebrytów i wannabe-celebrytów, których na serwisie Lisa jak mrówków, niż portalowy tabloid w roli wypełniacza. A miedzy pseudo- a wannabe- poczytać np. Justynę Kowalczyk (której szczerze kibicuję dopiero od momentu, gdy mogłem ją przeczytać), czy najlepszego polskiego blogera zajmującego się polityką zagraniczną Piotra Wołejko.

O swoich działkach wiedzą zdecydowanie więcej niż „klepacze”, a nawet gdy w notce brak newsa, to jest – często interesujący – człowiek.

Koncepcja stojąca za NaTemat.pl, to tak naprawdę klasyczny serwis informacyjny, który nie odrzuca chamskim tabloidem, bo ma alternatywne, klikalne i często nawet ciekawe treści, którymi może wypełnić puste miejsca między naprawdę ważnymi informacjami – których naprawdę rzadko kiedy jest więcej, niż jedna dziennie. Podoba mi się to, bo choć do rewolucji obiecywanej przez Lisa jeszcze daleko, to na pewno jest to krok w dobrym kierunku.

Design

Nie wyrażałbym się tak ciepło na temat projektu Lisa, gdyby koncepcja nieco podobna do Huffington Post została ubrana w sztampowy mundurek, wzorując design na którymś z polskich serwisów newsowych, które są pozbawione jakiejkolwiek tożsamości, powielając ten sam schemat i ignorując rzeczywistość w której źródłem newsów jest Facebook, a 12-14px czcionkę wygodnie czyta się jedynie designerom, bo statystyczny 40latek zaczyna mieć już z tym problemy.

Jednak – ktokolwiek zaprojektował serwis – trafił idealnie w moje gusta wyciągając z nowych trendów w designie to co najlepsze. Dużo przestrzeni, koncentracja na kontencie, duże, czytelne czcionki orazakceptacja faktu, że przewijanie strony w dół jest bardziej naturalne niż przeklikiwanie się przez kolejne podstrony. Czytelnie, estetycznie i prosto. Dziwne jest jedynie, że to pierwszy serwis który wykazał się „jajami”, aby złamać schematy.

Szczypta soli

Niezależnie od tego, jak wygląda moja prywatna opinia na temat… NaTemat.pl, przed serwisem stoi jeszcze cała masa wyzwań. Od podtrzymania aktywności celebrytów – bo opłacani „klepacze” pisać na pewno nie przestaną, przez animację społeczności, aby tonu nie nadali jej trolle i rożnej maści polityczne oszołomy ( celowo nie wspominam, z której strony barykady ), aż po monetyzację ruchu, który jeśli koncepcja okaże się niezbyt nośna, prędzej czy później będzie pompowany sztucznie – tak jak na portalach.

O unikaniu parówek i o tym, że do niedawna na serwisie można było znaleźć jedną z pociech Lisa nie wspomnę.