27

Największy wynalazek XXI wieku

Jakie zmiany w technologiach wywarły na Was największy wpływ? – zapytał niedawno Grzegorz Marczak, oferując przy tym nagrody za najciekawszą wypowiedź. W konkursie brać udziału nie mogłem, ale z chęcią odpowiem na to pytanie w osobistym, subiektywnym felietonie. Nie mam bowiem żadnego problemu ze wskazaniem największego wynalazku XXI wieku. Technologia otacza nas na każdym korku. […]

Jakie zmiany w technologiach wywarły na Was największy wpływ? – zapytał niedawno Grzegorz Marczak, oferując przy tym nagrody za najciekawszą wypowiedź. W konkursie brać udziału nie mogłem, ale z chęcią odpowiem na to pytanie w osobistym, subiektywnym felietonie. Nie mam bowiem żadnego problemu ze wskazaniem największego wynalazku XXI wieku.

Technologia otacza nas na każdym korku. Samochody, które same parkują, elektroniczne lustra pokazujące, jak wyglądalibyśmy w danym fatałaszku czy fantazyjnej fryzurze, zegarki analizujące fazy naszego snu, tablety, „wszystko mające” smartfony czy miniaturowe kamery HD.

Wszystko to jest fajne, wszystko ma szereg fantastycznych zastosowań i jest… wciąż cudownie awaryjne. Ze statkami kosmicznymi włącznie. Inną bolączką pozostają źródła zasilania. Gdyby postęp w ulepszaniu baterii był tak dynamiczny, jak w rozbudowie technologii komputerowych, na akumulatorku od zegarka samochody jeździłyby przez miesiąc – bez paliwa… Niestety, tak nie jest. Choć dzierżę w rękach wyjątek. Cenię go jednak za wszystko, a bateria jest tu tylko dodatkiem.

Największym wynalazkiem, jaki powstał w tym stuleciu i trafił pod strzechy, jest szary, niepozorny gadżet, który noszę w kieszeni na co dzień. Nie wydaje dźwięków, nie ma zegarka, nie można z niego zadzwonić, nie serwuje kawy, nie mierzy spalonych kalorii, nie nawiguje po mieście, nie wyświetla filmów HD, nie robi zdjęć, nie wyprowadza psa na spacer. Pozwala mi za to teleportować się mentalnie w każde możliwe miejsce…

To czytnik książek elektronicznych Kindle (nie, nie wziąłem za to pieniędzy od Amazona i nie pracuję tam!). Jestem posiadaczem wersji nr 4 bez ekranu dotykowego i bez głośnika. Ot, mały, 7-calowy calowy ekran, czarny tekst na białym tle. Szpanu nie ma, sprzęt nie świeci niebieskimi diodami i nie gra „Gangnam Style”. Gdzie więc tkwi jego wielkość?

Doceni ją zapewne tylko bibliofil, ale ufam, że nie jest to gatunek całkiem wymarły. Po raz pierwszy w życiu mogę mieć pod ręką, w kieszeni, własną bibliotekę opiewającą na tysiące pozycji. Dwa lata temu byłem nad Morzem Jońskim i pół walizki zajęły mi książki. Innym razem kupiłem wspaniałą „Księgę wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa” i okazało się, że z uwagi na gabaryty po prostu nie da się tego czytać, a już na pewno nie w podróży.

Mimo to przed czytnikiem się wzbraniałem. Barbarzyństwo! – krzyczałem! Gdzie tu szelest przewracanych stron, gdzie zapach farby drukarskiej? W odpowiedzi jeden z „kindle’owców” rzekł: „włóż sobie starą gazetę w buty i kup puszeczkę farby. Będziesz miał i szelest, i zapach!”

Trudno się z tym nie zgodzić. Nie kupujemy książki dla okładki, ale nie nabywamy jej też dla zapachu czy doznań audialnych. Ważna jest treść, która przeniesie nas w odległą przeszłość lub przyszłość, która pozwoli nam zrozumieć teraźniejszość czy przeżywać fantastyczne przygody w innych światach.

Za czytnik zapłaciłem 400 złotych. Czy to była dobra inwestycja? I owszem! Obliczyłem, że już mi się zwrócił, biorąc pod uwagę zarówno opisywaną przeze mnie niedawno akcję BookRage, jak i liczbę książek dostępnych w sieci za darmo. Nie ukrywam, że ściągam też pozycje quasi-pirackie, na co prawo polskie na dziś pozwala. W jakim sensie quasi-pirackie? Otóż mój papierowy księgozbiór liczy grubo ponad tysiąc pozycji i nie mam go już gdzie trzymać, więc rozparcelowany jest po domach członków rodziny. Za książki te zapłaciłem – zdecydowaną większość nabyłem w księgarniach. Niestety wiele tych pozycji to publikacje zapomniane, które nigdy nie doczekały się digitalizacji. Oficjalnie…

Nieoficjalnie nieznane mi do dziś grupy pasjonatów skanują stare książki, używają systemów OCR (Optical Character Recognition) i tak przetworzone pozycje wrzucają w sieć. Na ile to legalne, nie wiem. Skoro jednak mając oryginalną płytę CD mam prawo zrobić jej kopię na własny użytek, to logiczne jest, że mogę mieć cyfrowe wersje książek, które kupiłem w wersji papierowej.

Oczywiście nie jest to takie proste, bowiem skład wersji cyfrowej też podlega prawom autorskim. Nie mówię tu jednak o podbieraniu wydawnictwom oficjalnych cyfrowych pozycji, ale o książkach, które cyfryzowane są przez pasjonatów, bowiem domy wydawnicze się na taką możliwość wypięły. W ten sposób udało mi się pozyskać naprawdę wiele pozycji zapomnianej polskiej fantastyki. O lekturach uwolnionych już nawet nie wspomnę… A jeśli dodać, że mój czytnik, przy codziennym użytkowaniu, ładuję może raz w miesiącu…

Największym wynalazkiem XXI wieku jest dla mnie Kindle. Bez dwóch zdań. Dzięki niemu wszystkie moje książki mam zawsze pod ręką, nie klnę już, gdy spomiędzy stron ucieka mi papierowa zakładka i nie boję się, że powieść rozpadnie mi się w rękach, bo puści klej. Moja własna, cudowna, prywatna biblioteka pełna cyfrowych półek. Powiedzcie sami, czy to nie jest piękne?

 

PS. O Kindle’u wiele powiedział też Świat Czytników – dla tych, którzy bardziej kierują się technikaliami, niż sentymentem:

Dlaczego warto wybrać Kindle?

  • Mimo swoich możliwości, jest to jeden z najtańszych czytników dostępnych na rynku. W przypadku najprostszej wersji Kindle „Classic”, cena z przesyłką z Amazonu to ok. 430 zł (wersja WIFI bez klawiatury).
  • Sprawdzony format książek MOBI, do którego można przekonwertować te książki, które ściągniemy z internetu lub mamy na dysku. MOBI wygląda dobrze przy każdej wielkości czcionki, w przeciwieństwie do formatu EPUB nie ma też problemów z polskimi znakami.
  • Ogromna księgarnia Kindle Store z 800 000 książek. Na razie po angielsku, ale są już polskie nowalijki, choćby prenumerata Polityki albo Gazety Wyborczej czy Tygodnika Powszechnego.
  • Co tydzień w Kindle Store za darmo pojawia się kilkadziesiąt pełnowartościowych książek o tematyce popularnonaukowej, historycznej, biznesowej, poradnikowej – wystarczy śledzić promocje, albo naszą stronę. :-) Polecane książki – na osobnej stronie.
  • Już większość polskich księgarni ma książki dedykowane dla Kindle. Na przykład Virtualo, Publio (Agora), Złote Myśli albo Woblink (m.in. Znak). Powstała też nasza porównywarka cen e-booków która zawiera już kilkadziesiąt tysięcy książek.
  • W łatwy sposób możemy też przekonwertować książki z innych polskich księgarni, nawet jeśli nie są dostosowane do Kindle.
  • Najlepszy obecnie wyświetlacz na rynku, czyli e-ink Pearl i szybkie działanie urządzenia.
  • Dla książek po angielsku mamy wbudowany słownik Oxforda (ale można wgrać też angielsko-polski i niemiecko-polski) – to rewelacja dla osób uczących się języka! Jest także funkcja „text to speech”, która z książki robi audiobooka.
  • Genialna roczna gwarancja Amazona. Zepsuje się, albo sam uszkodzisz, zawsze wysyłają nowy egzemplarz. To jest rzecz, która szokuje ludzi przyzwyczajonych do kontaktu z polskimi serwisami.
  • Wbudowana przeglądarka internetowa, łącza WIFI oraz 3G i darmowy internet dla wersji 3G w Polsce oraz 100 krajach świata. Bez abonamentów, rachunków i opłat. Wakacje w Egipcie z Kindle na plaży? Oczywiście!
  • Możliwość korzystania z takich narzędzi jak Instapaper, albo Send To Kindle, które pozwalają nam czytać artykuły z internetu na papierze… elektronicznym. Serwis eGazeciarz.pl codziennie wyśle nam na Kindle aktualności z ulubionych stron.
  • Duża społeczność użytkowników: fora, blogi, możliwość różnych zmian w konfiguracji Kundelka.
  • Bateria, która wytrzymuje zwykle parę tygodni.