197

5 irytujących zachowań kierowców przez które ręce opadają. Mam nadzieję, że Wy tak nie robicie

Kierowanie samochodem to dla wielu z nas czynność zupełnie naturalna i często nie zastanawiamy się nad tym jak wielka ciąży na nas odpowiedzialność w trakcie jej wykonywania. Na wyobraźnię niech podziała Wam jednak informacja, że samochód z autoklasy C waży około 1300 kilogramów. Im wyższy segment, tym większy może być jego ciężar. Prędkość natomiast powoduje, że prowadzimy swego rodzaju pocisk, który w niebezpiecznej sytuacji może po prostu zabić.

Mając świadomość tego, że prowadzenie auta sprowadza na nas pewną odpowiedzialność – za siebie, za pasażerów oraz za innych użytkowników infrastruktury drogowej, powinniśmy sobie zakodować, że pewnych rzeczy na drodze się nie robi. Co gorsza, niektórzy kierowcy nie zdają sobie sprawy z tego, jak niebezpieczne są niektóre manewry i wykonują je całkowicie bezrefleksyjnie. Inne zaś stanowią dowód na niechlujstwo bądź brak doświadczenia w prowadzeniu pojazdów.

Będę nudny, ale na pierwszym miejscu bym umieścił wyprzedzanie na przejściu dla pieszych

Droga o dwóch (lub więcej) pasach ruchu w jednym kierunku – dla jednych to wręcz zaproszenie do nieco szybszej jazdy (mimo ograniczeń, w miastach to z reguły 50 km/h (teren zabudowany) lub nieco więcej, jeżeli znaki ograniczenia twierdzą inaczej). Na tego typu odcinkach często znajdziemy skrzyżowania oraz przejścia dla pieszych, na których ruch sterowany jest za pomocą sygnalizacji świetlnej. Jeżeli mamy światło zielone, poruszamy się lewym pasem i wyprzedzamy pojazdy (nawet na przejściu), mandat nam nie grozi, manewr został przeprowadzony prawidłowo. Tak stanowią przepisy.

Co jednak w sytuacji, gdy przejście dla pieszych nie jest opatrzone sygnalizacją świetlną? Powiem Wam szczerze, że czasami boję się „przepuszczać” niezmotoryzowanych uczestników ruchu na takich odcinkach, bo zdaję sobie sprawę z tego, że inny kierowca, któremu się spieszy może nadjechać sąsiednim pasem i takie przejście „przeciąć” nie zwracając uwagi na ludzi znajdujących się tuż przed nim. Jaki może być tego efekt? Sami zobaczcie:

Przykład z Rosji – ale w Polsce to również się zdarza. Piesza także nie zachowała się absolutnie bezpiecznie, przebiegła wręcz przez przejście i niedostatecznie oceniła możliwość przejścia dalej. Ale to nas chroni blacha, mamy większą masę jako „team” kierowca + auto. Pamiętajmy o tym.

Hamowanie… klaksonem

Hamowanie awaryjne zakłada wbicie hamulca „do końca” a w aucie bez ABS zastosować technikę „pulsacyjną”. Teorii zachowania się w trakcie niebezpiecznej sytuacji nie będziemy zbytnio rozwlekać, ale cały czas nie rozumiem po co niektórzy kierowcy wykonują tzw. „hamowanie klaksonem”. Serio?

Na wielu filmach nadsyłanych przez internautów widać jak kierowcy często zamiast skupić się na wyprowadzeniu auta z niebezpiecznej sytuacji (ręce na kierownicy, hamulec), skupiają się na otrąbieniu delikwenta. Użycie klaksonu może przesądzić o brakujących „centymetrach” w trakcie awaryjnego zatrzymania pojazdu. Z pewnością musimy oderwać przynajmniej jedną rękę (w niektórych autach klakson jest zręcznie wbudowany w kierownicę tak, że można go nacisnąć jednym palcem nie odrywając rąk od „kółka”, ale to nie stanowi zaproszenia do „hamowania klaksonem”), a uwierzcie mi, przy nagłym hamowaniu przydają się obydwie.

Zielona strzałka to nie zielone światło

Ja rozumiem, że prawie żaden kierowca nie stosuje się do tego przepisu, mogę jeszcze przymknąć oko na tych, którzy mając do czynienia z warunkowym skrętem (czyli zieloną strzałką) przyhamowują przed sygnalizatorem, ale nadal tocząc się (ok. 3-5 km/h) i upewniwszy się, że nie potrącą pieszego przemieszą się dalej. Ale za nic nie mogę zrozumieć tych kierujących, którzy na widok zielonej strzałki uzurpują sobie prawo do przekroczenia sygnalizacji ze sporą prędkością i zatrzymują się dopiero wtedy, gdy np. dojeżdżają do trójkątów podporządkowania, a z lewej strony nadjeżdżają inne pojazdy.

bledy kierowcow

Bardzo często skrzyżowania z sygnalizatorem pozwalającym na skręt warunkowy są opatrzone przejściami dla pieszych – kierowca za pomocą zielonej strzałki jest informowany o tym, że może nastąpić kolizja z innym uczestnikiem ruchu i nakłada ona na niego jeden, ważny obowiązek. Kierujący musi zatrzymać się przed sygnalizatorem i upewnić się, że może kontynuować jazdę – „zielona strzałka” funkcjonuje podobnie jak „znak STOP”. Sam zostałem otrąbiony za pełne zatrzymanie się przed zieloną strzałką przez kierowcę – według niego zrobiłem to całkowicie niepotrzebnie i zatamowałem tym samym ruch. Już pal licho z tym, że kilka sekund później „zielona strzałka” zniknęła, a dla pasa do prawoskrętu zaświeciło się światło zielone…

Widzę zielone – przyspieszam i…

„Muszę nagle zahamować, bo nie zmieściłem się w okienku przepustowości ustalanej przez sygnalizację świetlną.” Jadąc ze zbyt wysoką prędkością w takich warunkach narażamy się na awaryjne hamowanie, a i możemy spowodować zagrożenie dla innych uczestników ruchu. Widząc „zielone” na skrzyżowaniu znajdującym się dajmy na to 200 metrów przed nami wcale nie należy przyspieszyć, żeby „zdążyć”. Pośpiech jest z reguły złym doradcą.

Dobrą praktyką (i ja to stosuję zawsze) jest zredukowanie prędkości przed skrzyżowaniem z sygnalizacją aktualnie pozwalającą na wjazd po to, aby zabezpieczyć się przed nagłym hamowaniem:

  • Widząc oddalone od nas np. o 200 m skrzyżowanie z sygnalizacją świetlną pozwalającą nam na wjazd obserwujemy zachowanie kierowców znajdujących się aktualnie „na czerwonym”, zwracamy uwagę na możliwe punkty kolizyjne
  • Redukujemy prędkość o 10-15 km/h (zrzucenie biegu niżej, lekkie dogazowanie lub puszczenie pedału gazu całkowicie wystarczy
  • Dojeżdżając do skrzyżowania monitorujemy stan sygnalizacji, zwracamy uwagę na uczestników ruchu na pasach z zakazem wjazdu za sygnalizator
  • Niższy bieg w połączeniu z użyciem hamulca w trakcie zmiany stanu sygnalizacji świetlnej pozwoli nam zatrzymać się wcześniej i bezpieczniej – również dla pojazdów za nami

Wielkiej filozofii w tym nie ma. Hamowanie silnikiem przed takim skrzyżowaniem może nam uratować skórę, pozwoli zaoszczędzić paliwo i układ hamulcowy, który w trakcie sytuacji awaryjnej może zwyczajnie oberwać.

Wjazd na skrzyżowanie bez możliwości jego opuszczenia

Takim zachowaniem co prawda raczej nie sprowadzimy na siebie lub kogokolwiek innego bezpośredniego niebezpieczeństwa, ale z pewnością będzie do świadczyć o naszym niechlujstwie za kierownicą. Jeżeli widzisz, że zrobił się korek, na skrzyżowanie wjedziesz, ale go nie opuścisz i zatamujesz tym samym ruch dla innych stron – zwyczajnie tego nie rób. Nie przejmuj się, że Januszowi za Tobą lub Zbyszkowi się spieszy i miga długimi lub trąbi. Pociesz się tym, że prawo jazdy zdawał najpewniej 30-40 lat temu, „zna się najlepiej” i nic z tym nie zrobisz.

kierowców

Natomiast, jeżeli wjedziesz w ten sposób na skrzyżowanie, narazisz się tym samym nie tylko na klaksony i „długie”, ale i mandat w wysokości 300 złotych i 2 punkty karne.

To oczywiście nie wszystkie złe zachowania kierowców. Opowiedzcie nam o nich w komentarzach

W komentarzach wpiszcie swoje typy niebezpiecznych / bezmyślnych manewrów wykonywanych przez kierowców. Mogliśmy jeszcze napisać o „szeryfach”, wyprzedzaniu w miejscach niedozwolonych i o fanatykach zamkniętego licznika lub pałowania diesla „do odcinki” (przy okazji robiąc niezłą zadymę z tyłu). Szerokości i przyczepności!