4

Nadchodzi MyRent – od teraz nie musisz kupować, możesz po prostu pożyczyć

Od lat zastanawiamy się jak realnie możemy wpływać na środowisko. Sprawa jest prostsza niż się wydaje. Im mniej potrzebujemy tym mniej śmieci generujemy. Oczywiście nie chodzi o życie w ascezie, ale czasami może lepiej po prostu coś pożyczyć zamiast kupować? Pomoże Ci w tym aplikacja MyRent

Czy zdarzyło Ci się, że zabrakło Ci jakiegoś specjalistycznego narzędzia lub brakło kilku krzeseł przed dużą imprezą? Z reguły są to jednorazowe akcje, po których sprzęt staje się zupełnie zbędny i często zalega nam w domu. Kupić? Szkoda kasy i miejsca. Pożyczyć od znajomych? Nie zawsze mają. Właśnie ze względu na taką potrzebę ma odpowiadać aplikacja MyRent, która startuje już 29 maja.

Czym jest MyRent?

MyRent, który rusza niedługo w Krakowie to aplikacja, która oryginalnie została utworzona w Singapurze. Jej polska wersja została odpowiednio dostosowana do potrzeb naszego lokalnego rynku. Oczywiście całość powstała przy współpracy z oryginalnymi twórcami. Tak więc mamy tu piękny przykład międzynardowej współpracy!

Idea aplikacji jest bardzo prosta. Masz coś co leży w domu i korzystasz z tego sporadycznie? Wystawiasz to do wypożyczenia za niewielką opłatą. A może szukasz czegoś i wiesz, że jest to potrzeba jednorazowa? Wchodzisz na MyRent i wypożyczasz, korzystasz, a potem zwracasz. Koszty mniejsze, problem mniejszy i nic Ci potem nie zajmuje miejsca w domu.

MyRent - ekonomia dzielenia się

Twórcy będą zarabiać podobnie jak inne tego typu serwisy i aplikacje, czyli na prowizjach od transakcji. Jednak Bartłomiej Moroń, odpowiada za rozwój MyRent w Polsce, zwraca uwagę na pewną ważną rzecz:

„Na pewno przez jakiś czas nie będziemy pobierać prowizji – wszyscy mamy ciężką sytuację w związku z kryzysem. Później planujemy pobierać prowizje od transakcji wypożyczenia”.

Sam model przypomina ten znany z Airbnb, oznacza to, że koszt transakcji przeniesiony zostanie na pożyczającego. Czy to problem? Realnie w wielu przypadkach koszt i tak będzie nieporównywalnie mniejszy niż gdybyśmy chcieli przedmiot zakupić więc problemu z tym raczej nikt nie powinien mieć.

Czy to ma prawo zadziałać?

Zdecydowanie tak. Aplikacja ma się bardzo dobrze w Singapurze. Oczywiście można powiedzieć, że inny rynek, inna kultura, ale jakby na to nie patrzeć to ekonomia oparta o dzielenie się nie jest nam nad Wisłą obca i raczej dobrze się u nas przyjęła. Oczywiście wszystko zależy od wzajemnego zaufania i kultury, ale myślę, że i tu nie będzie problemu.

Sukces samej aplikacji zależy w dużej mierze od społeczności zbudowanej wokół całego projektu. Jeśli nie będzie dużej ilości osób zainteresowanych wystawianiem przedmiotów to ciężko będzie znaleźć to co akurat potrzebujemy. Z tego względu twórcy MyRent chcą podejść do tematu metodycznie:

„Na początek, pomimo, że aplikacja jest stabilna i silnik jest mocno przetestowany już w samym Singapurze zaczynamy od Krakowa. Chcielibyśmy zbudować liczną społeczność, a jeżeli skupimy się na jednym mieście na początek, to będziemy w stanie zapewnić jak najlepszy support”

Komunikat jest jasny: „stawiamy na jakość, a jak całość przyjmie się lokalnie to idziemy w Polskę”. Mimo wszystko wygląda na to, że przed ekipą MyRent stoi niemałe wyzwanie. Mają wiele przeszkód przed sobą i ruszają w trudnym okresie. Nie każdy będzie chciał wypożyczać przedmioty od obcych i nie każdy będzie chciał się dzielić swoim dobytkiem ze względu na zagrożenie koronawirusem. Nie mniej jednak gorąco kibicuję. W dobie kryzysu ważne jest, aby nowe projekty ruszały, aby było widać, że nie wszystko jest stracone.