65

Zastanawialiście się, jakiej muzyki będziemy słuchać za 40 lat?

odtwarzacz muzyki na androida
Czy muzyka, którą słuchamy obecnie może być tą, którą będą słuchać ludzie za 40, 60 bądź nawet 100 lat? Moim zdaniem - jak najbardziej.

Digitalizacja. Obstawiam, że jeżeli byłby ranking najczęściej używanych słów w przestrzeni publicznej, to to słowo znalazłoby się bardzo, bardzo wysoko. Nawiązując niejako do wczorajszego wpisu poświęconego Spotify, chciałbym dziś podzielić się z wami pewnym przemyśleniem związanym właśnie z cyfrową muzyką.

Czy digitalizacja pozwoli muzyce przetrwać?

Zanim zacząłem pisać, zrobiłem krótki research, w którym wyszło mi, że najstarszy album, który znam i którego słucham pochodzi z 1963 roku i chodzi tu oczywiście o „Please Please Me” zespołu The Beatles. Niby nic, ale warto zaznaczyć, że od jego publikacji do chwili obecnej minęło 57 lat. Dla szerszego kontekstu – ’63 to rok, w którym na ekrany kin wchodziły „Ptaki” Hitchcocka, a w Opolu odbywał się Pierwszy Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej. Generalnie – od tamtego momentu trochę wody w Wiśle upłynęło. A jednak, dziś wybierając czego chce posłuchać mogę dokładnie tak samo szybko sięgnąć po nagrania współczesnych zespołów czy świeże wręcz premiery, co po prawie 60 letni numer. Co więcej, wartość ta będzie rosła, ponieważ jest kilka zespołów z tamtych lat, których lubię słuchać i których w najbliższych latach nie planuję porzucić.

muzyka

Jeżeli trzymalibyśmy się standardów dystrybucji muzyki na nośnikach fizycznych, jestem prawie przekonany, że do takiej sytuacji nigdy by nie doszło. Po pierwsze, zgromadzenie tak rozpiętej w czasie biblioteki byłoby ogromnym wyzwaniem zarówno pod względem finansowym, jak i logistycznym (bo płyty trzeba zdobyć i przechowywać). Po drugie jednak – fizyczne nośniki degenerują się z czasem i nawet w przypadku regularnie wypuszczanych, powtórnych wydań utrzymanie pokaźnej kolekcji w stanie „używalności” stanowiłoby nie lada problem. Tymczasem digitalizacja, przy wszystkich swoich wadach pozwala zapoznać się ludziom z muzyką, do której w innej formie być może nigdy nie mieliby dostępu, ponieważ sam zespół zakończył działalność na długo przed ich narodzinami. Ba, to właśnie streaming pozwolił mojemu ojcu pokazać mi, jak wyglądała muzyka jego dzieciństwa.

Czego będziemy słuchać za 40 lat?

Pierwszą muzykę, jaką ktokolwiek kiedykolwiek nagrał na jakiekolwiek urządzenie, było „Au Clair de la Lune” z 1860 r. I tak, zgadliście, dzięki cyfrowej dystrybucji możecie cofnąć się w czasie nawet o 140 lat. Umówmy się jednak, ze jest to przykład ekstremalny i nagrywanie muzyki i dystrybuowanie jej na skalę krajową to domena lat powojennych, a na skalę światową – na dobrą sprawę lat ’70 – ’80. Ja urodziłem się w 1993 r. i dzięki temu, że mam dostęp do cyfrowej dystrybucji mogę bez przeszkód posłuchać kapel takich jak The Eagles, Hawkwind czy Thin Lizzy – zespołów, które grały na długo przed moim narodzeniem. Duża część jest z nich jeszcze oczywiście aktywna, ale obecnie jesteśmy świadkami tego, jak duża część z nich „schodzi ze sceny”. Motörhead, Black Sabbath, polski Perfect – to formacje, które przyszłe pokolenia będą kojarzyły tylko z nagrań i archiwalnych koncertów. Czy więc muzyka „pójdzie do przodu” czy też nasze dzieci będą słuchać tych samych kapel co my, często nie mając nigdy żadnej styczności z danym zespołem na żywo.

muzyka

Myślę, że dobrym papierkiem lakmusowym na to, jak sytuacja na rynku muzycznym będzie wyglądała za 30-40 lat jest Nirvana. Od samobójstwa Kurta minęło już bowiem ponad 25 lat, a wciąż ciężko znaleźć w mieście wieczór z karaoke, na którym ktoś nie śpiewa „Smells Like a Teen Spirit”. Podobnie jest z The Beatles – od ich rozwiązania minęło w tym roku 50 lat, a królują na playlistach ludzi, którzy nie mają nawet połowy tego wieku. Takei zjawiska pozwalają mi sądzić, że to właśnie streaming i cyfrowa dystrybucja są narzędziem do zachowania muzyki być może na zawsze. Być może za 40 lat nie będzie niczym dziwnym stwierdzenie, że słucha się kapeli sprzed 100 lat. Czy może zdarzyć się tak, że znane dziś utwory muzyczne przejdą do historii tak, jak wieki temu zrobiły to książki i przyszłe pokolenia będą miały tak samo łatwy dostęp do nich jak my teraz? A może nadszedł już czas, by współczesne zespoły grały wiecznie?

A co wy o tym sądzicie? Jaki jest najstarszy numer w waszej bibliotece?