21

Mozilla chce na nowo odkryć zakładki w przeglądarce. Czy Dropzilla będzie taką rewolucją?

W dobie tych wszystkich schowków internetowych i list do przeczytania na później zwykłe, proste i nieco już archaiczne zakładki w przeglądarce odchodzą do lamusa. Owszem, wielu z nas zapisuje tam strony, ale odnalezienie ich potem może nie być wcale takie łatwe i przystępne. Małą rewolucję z zakładkach chce przeprowadzić Mozilla i ma na to całkiem […]

W dobie tych wszystkich schowków internetowych i list do przeczytania na później zwykłe, proste i nieco już archaiczne zakładki w przeglądarce odchodzą do lamusa. Owszem, wielu z nas zapisuje tam strony, ale odnalezienie ich potem może nie być wcale takie łatwe i przystępne. Małą rewolucję z zakładkach chce przeprowadzić Mozilla i ma na to całkiem ciekawe pomysły.

W chwili, gdy piszę te słowa, mam w przeglądarce (mniejsza o jej nazwę) otwarte 22 karty. Tym samym wpisuję się do grupy osób, które właśnie w ten sposób najczęściej zapisują artykuły do przeczytania na później. Brian Groudan z Mozilli, który postawił sobie za cel „naprawę” zakładek w przeglądarce przeprowadził pełny projekt badawczy, z którego wynika, że użytkownicy komputera robią przeróżne rzeczy z treściami, które pragną zachować na potem. Zostawianie otwartych kart to tylko jeden ze sposobów. Niektórzy wykorzystują w tym celu maila, robią screenshoty, a nawet zapisują łącza do stron na pulpicie. Zakładki są tylko jednym i to w dodatku niekoniecznie najpopularniejszym sposobem na tę dolegliwość.

Oczywiście po drugiej stronie barykady mamy rosnącą nieustannie rodzinę serwisów typu Pocket, Instapaper, Readability, Diigo itp. Ich zalety są nieocenione – możliwość tagowania, przeszukiwania artykułów, a także opcja odczytu w wygodnym, pozbawionym zbędnych elementów okienku (a nierzadko też w trybie offline).

Jednym z pytań, jakie zadał sobie Groudan, było: „co ludzie robią ze stronami zapisanymi na później?”. Odpowiedzi łatwo przewidzieć. Większość z nas po prostu czyta je w innym terminie. Ale nierzadko też porządkujemy i segregujemy je, by utworzyć w ten sposób biblioteczkę na chwile nudy oraz udostępniamy znajomym. O regularnych porządkach już nie wspomnę (sam muszę się zdobyć na takowe). Bardzo istotna jest tutaj również synchronizacja z urządzeniami mobilnymi, na których konsumpcja treści jest łatwiejsza i przyjemniejsza.

Jak się mają do tego tradycyjne zakładki w przeglądarce? Na pewno trudno nazwać je tak przystępnymi. Dlatego Groudan i pracownicy Mozilli opracowali koncept nowego ekranu zakładek. Tak powstała Dropzilla, czyli zintegrowana z przeglądarką przestrzeń na treści do przeczytania w innym terminie.

Jednym z konceptów Dropzilli jest ekran pojawiający się za każdym razem, gdy użytkownik chwyci kursorem myszy za favikonę przeglądanej strony. Efekt widać na grafice – półprzeźroczysta przestrzeń, na której w estetycznie wyglądających boksach ulokowane są ikony zapisanych stron. Jest wyszukiwarka, są filtry, integracja z zewnętrznymi usługami oraz widok listy – zapowiada się bardzo interesująco. Jeżeli dodalibyśmy do tego funkcję zapisu offline i tryb „czystego” czytania (z którego mogą już korzystać mobilni użytkownicy Firefoksa), otrzymamy kompleksowe, natywnie działające rozwiązanie, które niweluje kompletnie potrzebę korzystania z zewnętrznych usług. Jak dla mnie bomba!

Zakładki w przeglądarce są dla mnie czymś równie archaicznym, co pulpit w systemie operacyjnym – ktoś, kiedyś wymyślił i ukształtował, a potem tak zostawił i nie ośmielił się rozwinąć z duchem czasu. Tak jak na pulpicie chciałby oglądać coś więcej niż tylko ikony, tak w zakładkach chcę zobaczyć potencjał dzisiejszych schowków internetowych. I to właśnie tutaj widzę szansę na rozwój oraz konkurencyjność względem innych programów do przeglądania sieci – nie w zintegrowanym Facebook Messengerze, czy natywnej funkcji udostępniania. A jak Wam się podoba taki koncept?