145

Mówię stanowcze „nie” wyborom online. Autentycznie się ich boję

Wiele osób zupełnie nie rozumie, czemu wybory w 2020 roku przeprowadzane są w tak przestarzały sposób. Spędzanie ludzi w jedno miejsce, papierowe karty, ręczne liczenie. Przecież mamy komputery, dostęp do internetu z niemal każdego miejsca na świecie i prosty sposób na potwierdzenie tożsamości. Czemu nie przenieść tego online?

Swego czasu sam zaliczałem się do grona zwolenników zamiany analogowych kart na ich cyfrowe odpowiedniki. Jednak ostatnie wyboru w Stanach Zjednoczonych (tegoroczne i te z 2016 roku) pokazały mi, jak fatalny jest to pomysł.

Władza w rękach firm technologicznych

Zacznę od tego, że aktualnie władza nad przepływem informacji leży w rękach największych firm technologicznych. Te organizacje posiadają ogrom informacji na nasz temat, a także są w stanie realnie kontrolować, jakie wiadomości do nas docierają, a jakie nie.

Idealnym przykładem jest to, co robił jeszcze kilka dni temu Twitter. Skutecznie blokował większość tweetów wysyłanych przez byłego już prezydenta, Donalda Trumpa. Mam świadomość, że w dużej mierze gadał głupoty, ale poważnie zastanawiam się nad moralnym aspektem takiej decyzji ze strony portalu społecznościowego.

Z kolei udział Facebooka w wyborze Donalda w 2016 jest bezsprzeczny. Nie chodzi mi tu o złą czy dobrą wolę (kierunek zależy od punktu widzenia ;) ), a o możliwość wykorzystania narzędzi, jakie udostępnia.

Odrobina złej woli

Teraz załóżmy, że te firmy wykazują konkretną chęć posadzenia na „tronie” wybranej przez siebie osobę. Jestem przekonany, że bez większego problemu osiągnęłyby cel.

Mają w końcu środki i zaplecze finansowe. Mają technologię, która pozwala na docieranie do odpowiednich ludzi, ale co więcej, mają możliwość, aby dokładnie sterować przepływem informacji. A to przecież informacja i ich odpowiednie rozprowadzanie decyduje o tym, jak większość z nas postrzega świat.

Władza w prywatnych rękach

Teraz zróbmy kilka kroków w przyszłość do czasów, w których wyłoniona zostaje firma odpowiedzialna za dostarczenie oprogramowania do przeprowadzenia głosowania. Obsługują cały kraj, a o wyborach ze starymi, dobrymi, papierowymi kartami nikt już nie pamięta. Nie ma czegoś takiego jak głosowanie korespondencyjne, bo każdy może zagłosować za pośrednictwem przeglądarki.

Wszyscy zadowoleni, wszystko bezpiecznie, frekwencja dużo większa, bo nie trzeba się ruszać z domu. Czemu nie zrobiliśmy tego wcześniej? Przecież to takie super!

No właśnie…czy na pewno to takie fajne? Rozpatruje tu dwa aspekty. Pierwszy zakłada błąd, który nie jest efektem złej woli, a po prostu ludzkiego błędu. Pamiętacie genialną komedię z Robinem Williamsem w roli głównej Man of the Year z 2006 roku? Dokładnie o takim scenariuszu myślę.
Zwykły i drobny błąd wybiera za nas prezydenta. Niby nic wielkiego się nie dzieje, osoby liczące też mogą popełnić i popełniają błędy, a wielu polityków jest realnie ludźmi z przypadku bez odpowiednich kompetencji. Tak więc możemy postawić tu znak równości.

I tak wracamy do złej woli

W przytoczonym filmie zarząd firmy dowiaduje się o błędzie w ich oprogramowaniu, ale nic z tym nie robi. Co gorsza…ukrywa go. Dlaczego? Bo to złe dla marki! Zaszkodziłoby to firmie. Przedkładają prywatny interes ponad dobro narodu.

Drugi scenariusz zakłada, że firma celowo dokonuje modyfikacji tak, aby wybrana została konkretna osoba. Powód nie jest ważny: dany kandydat będzie dla nich wygodniejsza, ktoś dostaje w łapę, albo dana osoba jest po prostu lepsza i powinna być wybrana. Niezależnie od powodu to moralnie złe i nigdy nie powinno mieć miejsca.

Patrząc na to, co potrafią zrobić największe firmy z szeroko rozumianego IT, aby zadbać o swoje finanse i interesy nie chciałbym, aby którakolwiek z nich zajęła się dostarczaniem takiego oprogramowania. Absolutnie nie wierzę, że takie wybory nie byłyby ustawione i autentycznie boję się tego czasu, bo wiem, że on nadejdzie.

A Ty co myślisz o koncepcji wyborów w 100% online?

 

Źródło grafiki głównej: Urząd Miasta Poznań