0

Motorola także chce ładować smartfony bezprzewodowo. Może zamiast opowieści, ktoś zacznie to robić?

Kolejna firma snuje przed nami wizje zdalnego ładowania bezprzewodowego. Szkoda, że póki co wszystko kończy się na zapowiedziach...

Ile to razy można słuchać o rewolucyjnych rozwiązaniach przyszłości związanych z ładowaniem bezprzewodowym smartfonów na odległość. Co najmniej kilka firm obiecywało nam już takie ekscesy — jednym z najbardziej imponujących projektów w tym zakresie jest niewątpliwie technologia Air Charge od Xiaomi, którą firma pochwaliła się na początku roku. Plany wyglądają super, ale efektów jak nie było, tak nie ma. Motorola postanowiła nie zostawać w tyle i połączyła siły z byłymi inżynierami CalTech, by zapewnić zdalne ładowanie bezprzewodowe. Co z tego wyniknie?

Smartfon ładowany bezprzewodowo na odległość od Motoroli. Wszyscy obiecują, a jeszcze nikt nie doprowadził projektu do końca

Jak miałoby działać takie ładowanie – wszyscy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Jeżeli będziemy w zasięgu ładowarki, ta zdalnie będzie dokarmiać prądem nasz smartfon. Motorola nad swoim autorskim standardem bezprzewodowego ładowania zdalnego miałaby współpracować z GuRu. Ich generatory prądu miałyby być umieszczane pod sufitem, zaś odbiorcą byłby specjalny czip montowany w smartfonach. Wszystko to w oparciu o fale milimetrowe. Te same, które odpowiedzialne są za sieć 5G.

Jeden generator prądu GuRu miałby być w stanie ładować kilka urządzeń jednocześnie. Limitem pozostaje jednak odległość, a ta ograniczona jest do 30 stóp (czyli około 911 centymetrów). Według twórców technologii — jest ona w pełni skalowalna, dzięki czemu można za jej pośrednictwem ładować najrozmaitsze urządzenia: od słuchawek, przez smartfony, na laptopach kończąc. Brzmi bajecznie, ale… pozostaję sceptyczny — z co najmniej kilku powodów.

Przede wszystkim: to kolejna zapowiedź i sprzedawanie wizji, z której obecnie nic nie wynika. Po drugiej przy tym projekcie dochodzi dodatkowy aspekt konieczności zamontowania dodatkowego urządzenia, to już nie jest ładowarka którą sobie postawimy w pomieszczeniu i będziemy ją traktować jak kolejną podstawkę pod kwiatki. A po trzecie: wciąż nie znamy ani ceny, ani faktycznych możliwości. Także — podobnie jak w przypadku bezprzewodowych ładowarek od Xiaomi i Oppo – jestem zaintrygowany, ale póki nie zobaczymy nic więcej — jeszcze się nie ekscytuję ;-).

Źródło