32

Motorola Razr V3 nie była wcale taka świetna jak dziś ją wspominamy

Bawi mnie trochę to zamieszanie wokół pokazanej niedawno nowej wersji rozkładanej Motoroli Razr. We wspomnieniach oryginał jawi się bowiem jako świetny telefon, za którym wszyscy tęsknią. Nie, to nie była świetna komórka.

Miałem to szczęście lub nieszczęście, że posiadałem Motorolę Razr V3. Telefon wyróżniał się na tle pozostałych dostępnych na rynku komórek, a tym samym wyróżniałem się ja jako jej posiadacz. Otwieranie klapki jednym palcem, smukła konstrukcja, dwa ekrany, futurystyczny wygląd. I gdyby patrzeć na to urządzenie tylko przez pryzmat wymienionych cech, faktycznie był wyjątkowy. Szkoda tylko, że nie szło z tym w parze praktycznie nic.

„RAZR V3 na pewno odniosła sukces rynkowy wśród tzw. warszawskiej elity….ten kto nie używa V3 po prostu się w tym gronie nie liczy…”

Takimi słowami kończył w 2005 roku swoją recenzję Motoroli Razr V3 serwis gsmonline.pl. Nigdy nie czułem się „warszawską elitą”, ale nie jestem jak widać odosobniony w opinii, że telefon kupowano przede wszystkim żeby przykuć wzrok innych osób. I przykuwał – każdy był ciekawy co to za telefon, jak działa ta klapka – „wow, jaki nowoczesny”, „wow, otwierasz jednym palcem!”. Naprawdę, sprzęt wzbudzał zainteresowanie i mocno odstawał od komórek, które posiadała większość znajomych. A że byłem gadżeciarzem, to cieszyłem się z tego zakupu niesamowicie.

Przeczytaj też: Huawei też pracuje nad składanym smartfonem podobnym do Motorola Razr?

Trudno odmówić Motoroli V3 wyjątkowości. Wypuszczony w 2004 roku telefon wizualnie wyprzedzał wszystkie obecne na rynku urządzenia i jawił się jako sprzęt, który przybył z przyszłości. Miałem już wcześniej telefon z klapką, jednak kojarzący mi wciąż z filmem Tomb Raider Ericsson T20S przy Razr V3 wyglądał jak plastikowa zabawka z bazaru. Urzadzenia dzieliły 4 lata, więc to porównanie było też doskonałym pokazem tego, jak szybko branża „komórek” idzie do przodu. Ale nawet podobne wiekowo Nokia 6230 czy Nokia E60 wyglądały przy Razr V3 jak relikt przeszłości.

Podobno Razr V3 była najcieńszym telefonem na rynku. Powodem było tu dość specyficzne podejście do przycisków – w przeciwieństwie do innych „komórek” nie umieszczono tam klasycznej klawiatury. Zamiast niej zastosowano dotykową membraną przykrytą chromowaną płytką – przyciski nie były więc wystające, ale sprawiały wrażenie wtopionych w element pojawiający się przed oczami po otwarciu klapki. Nie będę ukrywał – konstrukcja wyglądała fenomenalnie, szczególnie w swoich latach, była pięknie podświetlona, jednak pisanie SMS-ów na tej klawiaturze w pierwszych dniach było koszmarem. Przyciski nie zawsze „łapały” naciśnięcie, przez co niektóre litery nie pojawiały się na ekranie. Specyficzny „guzik” potrafił się też przyciąć, czego efektem był ciąg niechcianych znaków. Po jakimś czasie szło oczywiście do tego przywyknąć i znałem osoby, które uznały klawiaturę za bardzo wygodną, ja szybko zacząłem jednak tęsknić za klasycznymi klawiszami.

Przeczytaj też: Samsung Galaxy Fold 2 jak nowa Motorola Razr?

Moja Motorola Razr V3 widocznie to wyczuła, bo…zepsuła się po niecałym roku. Jak? Najpierw sporadycznie nie kontaktowały niektóre przyciski, później płytka zaczęła się odklejać, przez co stopniowo przestały działać przyciski z oznaczeniami 3, 6 i 9. Rozumiałbym gdyby telefon zamókł, upadł, został gdzieś przytarty czy zahaczony. Po prostu przestał działać. Czy problem pojawiał się u innych? Ciężko cenić, znajomy miał dokładnie to samo i też przesiadł się na inny telefon – ale nawet przyglądając się Razr V3 trudno powiedzieć by telefon wyglądał na trwały. Dziś zarzucamy smartfonom szklane ekrany i plecki, tęsknimy za dawnymi czasami gdy komórkami można było rzucać. No cóż, na pewno nie Motorolą Razr V3. O ile jeszcze zamknięta wydawała się bezpieczna, choćby ze względu na schowany ekran – ale wyobraźcie sobie ziarenka piasku, które pracują w kieszeni rysując ten niezabezpieczony wyświetlacz. Przypomnijcie też sobie zawias – ktoś zaryzykował złapaniem telefonów w obie dłonie i jego wyginaniem?

Motorola Razer V3 sprzedała się w 2 lata w około 50 milionach egzemplarzy i czasami zastanawiam się jak w zasadzie do tego doszło. Próbuję przypomnieć sobie czym – oczywiście poza futurystycznym i stylowym wyglądem – wyróżniał się ten telefon. Nic nie przychodzi mi do głowy, bo na pewno nie podzespołami słabszymi niż w innych komórkach, na pewno też nie aparatem, który robił przeciętne zdjęcia i nie potrafił nagrywać filmów. Z tego co pamiętam nie zachwycał też czas pracy na baterii, ale miał za to szeroką paletę kolorów, więc każdy mógł wybrać coś dla siebie.

Daleko mi do hejtowania Razr V3, bo i nie żałuję czasu spędzonego z tym telefonem. Jest mi przykro, że mój egzemplarz szybko zakończył swój żywot, ale jednocześnie pamiętam ten okres przede wszystkim jako czas “szpanu” futurystycznym telefonem z klapką. Do każdego innego urządzenia potrafię przypisać jakieś konkretne, użyteczne cechy, takie jak długi czas pracy na baterii, świetna wytrzymałość czy kapitalny jak na swoje lata aparat (ach te Sony Ericssony), a do rozkładanej Motki tylko ten niecodzienny design i futurystyczną klawiaturę. Dla firmy był to produkt przełomowy, sprzedał się rewelacyjnie, Motorola złapała oddech. Ale czy był przełomowy dla rynku urządzeń mobilnych? Absolutnie nie. Zobaczcie, czy nagle wszystkie telefony zaczęły naśladować Razr V3? Nie. Czy sprzęt stworzył nową kategorię produktową? Też nie. W 2007 roku Apple pokazało pierwszego iPhona i to właśnie on nie tylko zmienił rynek mobile, ale przede wszystkim utworzył nowy produkt – smartfon (przynajmniej w powszechnym rozumieniu). A Motorola Razr V3? Zapisała się po prostu w naszej pamięci jako sprzęt kultowy, wyjątkowy, ale wyprzedzający swoją epokę jedynie designem – i niczym więcej.

A nowa składana Motorola Razr? Wygląda super, ma małą baterię, przeciętne podzespoły i jest droga. Czyli wszystko po staremu, można się rozejść.

grafika: 1, 2, 3