motorola android one
6

Moto G7: Cztery nowe smartfony to ciekawe średniaki. Znamy polskie ceny

Seria Motorola Moto G7 to aż cztery nowe smartfony. Za 900 złotych kupimy porządnego średniaka z ogromnym akumulatorem, a za 1400 złotych telefon, który pożycza kilka ważnych cech od najwyższej półki.

Do Moto G mam szczególny sentyment. Od zawsze kojarzyły mi się z rozsądnymi urządzeniami, które nie starają się przesadnie pozować na produkt ekskluzywny czy powalający suchą specyfikacją, ale są po prostu bardzo miłe w codziennym użytkowaniu. W ostatnich latach bardziej udane generacje przeplatały się z raczej przeciętnymi, ale poniżej przyzwoitego poziomu Motki nigdy nie spadły.

Moto G7 płyną na fali wznoszącej. Producent pokazał aż cztery modele i na pierwszy rzut oka wydaje się, że wszystkie znajdą jakąś grupę docelową. I że żadną z nich nie są “frajerzy, którzy mogli wziąć za tę kasę coś znacznie lepszego”.

Moto G7 to kompletne portfolio urządzeń

Motorola chce przenosić na niższą półkę funkcje znane z flagowców, i na szczęście w tym przypadku nie chodzi tylko o obecność wcięcia w ekranie czy wywalenie mini-jacka. Kilka cech Moto G7 rzeczywiście robi wrażenie – ot, choćby wykorzystanie jednej z najszybszych technologii ładowania na rynku, głośniki stereo czy optyczna stabilizacja obrazu w, bądź co bądź, średniaku. Ale żeby się nie zagalopować, przelećmy przez poszczególne modele po kolei:

  • Motorola Moto G7 Play – To jak zwykle najbardziej uboga propozycja. Ma 5,7-calowy ekran HD+, procesor Snapdragon 632, 2 GB RAM i 32 GB pamięci wewnętrznej. Niewielka ilość pamięci operacyjnej troszkę boli, ale znając optymalizację telefonów Motoroli, nie będzie tragedii. Cieszy za to szybkie ładowanie przez port USB C. Play kosztuje na start 699 złotych.
  • Motorola Moto G7 Power – Bardzo podobny model, ale z większym, 6,2-calowym wyświetlaczem, akumulatorem o pojemności aż 5000 mAh, 4 GB RAM i 64 GB pamięci wewnętrznej. Za 899 złotych, dla osób, którym zależy na długim czasie pracy, całkiem przyjemna sprawa.

Czytaj również:
Bateria 5000 mAh i modne podzespoły. Recenzja Motorola Moto G7 Power.

  • Motorola Moto G7 – Tutaj do zestawu dorzucamy jeszcze ekran Full HD, NFC na pokładzie i podwójny aparat ze sporą liczbą ciekawych trybów. Kosztuje 1200 złotych – moim zdaniem to odpowiednia kwota, choć szczerze mówiąc, wolałbym dołożyć do…

Czytaj również:
Motorola zna się świetnie na smartfonach. Recenzja Motorola Moto G7

  • Motorola Moto G7 Plus – Głośniki stereo, ładowanie do setki w 55 minut, mocniejszy procesor Snapdragon 636 i podwójny aparat z optyczną stabilizacją wspierany przez sztuczną inteligencję. Cena to 1399 złotych.

Czytaj również:
Świetny wybór za mniej niż 1500 złotych. Recenzja Motorola Moto G7 Plus.

Dostajemy więc budżetowca, coś dla fanatyków ultra-akumulatora, telefon ze średniej półki bez poważnych braków, a na dokładkę wersję premium – pomost pomiędzy tą średnią półką, a wyższą klasą. Rozsądnie.

Pełne specyfikacje znajdziecie w tekście Alberta. Cała seria działa pod kontrolą prawie czystego Androida 9.0. Wszystkie modele mają też wcięcia w ekranie (G7 oraz G7 Plus mniejsze, w kształcie łezki) i czytniki linii papilarnych na pleckach. Dobrze, tyle obowiązkowych nudów, a teraz bardziej personalnie.

Przyjemne urozmaicenie rynku

Moto G7 wydają się godną kontynuacją serii. Wiem, że w tej cenie znajdziemy smartfony z lepszymi bebechami, ale komfort użytkowania Moto zawsze był dla mnie ujmujący. Zaczynam teraz testy podstawowej Moto G7 – nie podoba mi się zbyt głębokie wcięcie w ekranie (to taka bardzo smutna łezka), ale na razie nie mam innych zastrzeżeń. Telefon dobrze leży w dłoni, pracuje responsywnie i robi niezłe zdjęcia. Lubię też oryginalne tryby fotograficzne – zostawianie na zdjęciu tylko jednego koloru poza skalą szarości, czy animowanie tylko wybranego elementu fotki. No, ale to tylko wrażenia po intensywnych 60 minutach moich eksperckich testów, więc poczekajcie na pełną recenzję.

Motorola ma na siebie jakiś pomysł. Te kolorowe pudełka, żywe reklamy, małe, ale ciekawe dodatki w systemie i porządna optymalizacja od dawna do mnie przemawiają. Może nie sprawdziły się w świecie flagowców, może seria Moto Z Play bywała ostatnio zbyt droga, ale w klasie urządzeń do 1500 złotych, to świetne urozmaicenie rynku. Telefony, których po prostu się używa, bez większych zmartwień.

Motorola na fali?

I chyba nie jestem w tej opinii odosobniony. Podczas polskiej premiery serii, przedstawiciele Motoroli chwalili się zwiększeniem udziałów rynkowych w Polsce, odnotowaniem w ostatnim roku zysku na całym świecie (wcześniej różnie z tym bywało), mocną pozycją w Brazylii i Argentynie, oraz rosnącą renomą w Stanach Zjednoczonych.

Oczywiście nie ma co liczyć na to, że Motorola rzuci rękawicę Samsungowi, Apple czy nawet Huaweiowi. Nie rzuci, bo nie jest w stanie, ale też nie chce. I świetnie – niech robią dalej te porządne średniaki, bo dobrze im idzie.

Cała seria Moto G7 trafi do sklepów 15 lutego. Myślę, że w podobnym terminie opublikuję na łamach AntyWebu wideotest podstawowego modelu.