26

To były moje ulubione gry w 2020 roku. Przy nich spędziłem najwięcej czasu

Koniec roku to zawsze czas podsumowań. Dla mnie również - jak wiecie, sporo gram, wybrałem więc produkcje, przy których spędziłem najmilej czas i które wciągnęły mnie do swoich wirtualnych światów najdłużej.

Moje ulubione gry z 2020 roku

Bardzo łatwo zrobić zestawienie najlepszych gier roku. Wystarczy zerknąć na jakąś listę z agregatora ocen, wypisać tytuły jeden po drugim – krótko je opisać i gotowe. Dużo trudniej wybrać te najbardziej ulubione, szczególnie jeśli grało się w prawie wszystkie nowości i niejedna świetnie oceniana produkcja przyciągnęła na naprawdę długie godziny. Napiszę więc dlaczego te konkretne gry spodobały mi się najbardziej, co mi w nich najbardziej przypadło do gustu, a czego brakowało.

Final Fantasy VII Remake

Bardzo długo czekałem na ten tytuł i się na nim nie zawiodłem. Urwał się niestety w pewnym momencie i muszę czekać na kolejne części, ale bawiłem się doskonale. Final Fantasy VII Remake to fenomenalna oprawa, odmieniony system walki, który wbrew moim obawom sprawdził się świetnie. Grałem swoim tempem, ale poszło mi dość sprawnie, bo kiedy tylko włączałem konsolę, uruchamiałem ten tytuł i w odstawkę poszły wtedy wszystkie inne gry. Nie jestem jednak przekonany co do tego, czy powinno się go porównywać z kultowym oryginałem. Moim zdaniem nie, tak będzie najbardziej fair w stosunku do twórców. Powiem jeszcze tylko, że od lat żadna odsłona Final Fantasy nie podobała mi się tak bardzo.

Destiny 2: Beyond Light

Mój wielki powrót do Destiny 2 to wynik dodatku i zwartej ekipy spod szyldu Obrońcy Doliny Muminków (pozdrawiam serdecznie). Wróciłem do chłopaków z tego przesympatycznego klanu i choć w meczach PvP okupuję na ogół ostatnie miejsca tabeli, to bawię się przednio – Destiny 2 to nie tylko gra, ale i społeczność. Dodatek sam w sobie nie jest najlepszy, ale gdyby nie nowe zadania i miejscówka, to pewnie bym do Destiny 2 nie wrócił. Absolutnie nie zaliczam go więc do najlepszych produkcji 2020 roku, ale do najważniejszych dla mnie produktów tego roku na pewno.

The Last of Us 2

Cały czas nie jestem przekonany, czy nie lepiej byłoby nazwać tę grę inaczej. Moim zdaniem – w aspekcie rozwiązań i klimatu – jest gorsza od jedynki, a z dwójką w tytule porównania są nieuniknione. Nie zmienia to jednak faktu, że TLoU2 to jedna z najlepszych gier 2020 roku, kapitalna, ciężka przygoda od której trudno się oderwać. Może i odczułem, że jest tu za dużo strzelania, a za mało relacji między bohaterami (czy raczej nie są tak głębokie jak w jedynce), ale nie wyobrażam sobie nie umieszczenia tej produkcji w moim zestawieniu.

Super Mario 3D AllStars

Łatwo odbić się od Super Mario Sunshine, jeszcze łatwiej od Super Mario 64, ale Super Mario Galaxy to jest tak dobra gra, że mogę ją przechodzić i 5 razy w roku. Tym razem z lepszą oprawą, w dodatku mobilnie – bawiłem się absolutnie kapitalnie i choćby dla niej warto kupić to zestawienie trzech trójwymiarowych przygód wąsatego hydraulika. Nie jest to jednak zestaw idealny i choć rozumiem przekrój przez historię trójwymiarowych platformówek, to zdecydowanie bardziej wolałbym Super Mario 3D Land z 3DS-a. Ciekawe też czy wyjdzie druga część, cicho liczę na genialne Super Mario Galaxy 2.

Animal Crossing: New Horizons

Nie wkręciłem się w nowe Animal Crossing tak bardzo jak część znajomych, którzy wykręcili w grze po 200 godzin, ale jednak okolice 70h mówią sam za siebie. Relaksująca produkcja, w którą gra się bez pośpiechu – zamierzam też wrócić w związku z zimową aktualizacją, więc końcówkę roku spędzę na pewno na swojej wyspie. I tak, totalnie wciągnęło mnie handlowanie rzepą, choć początkowo śmiałem się ze znajomych.

Xenoblade Chronicles: Definitive Edition

Uwielbiam pierwsze Xenoblade Chronicles. Przeszedłem grę na Wii, później na n3DS, cały czas gram na Switchu. Z przerwami, bo znam tę opowieść dość dobrze i jeszcze przed zakupem wiedziałem, że nie uda mi się jej przejść w całości za jednym zamachem. Świetna historia, wciągający świat i poprawiona oprawa. Mam nadzieję, że trójka pojawi się już niedługo, bo to jedna z najlepszych serii jRPG – ale nie dla wszystkich. Ma specyficzny system walki, który nie każdemu przypada do gustu.

Marvel’s Spider-Man: Miles Morales

Bardzo podobał mi się pierwszy Marvel’s Spider-Man i oprócz Astrobota, samodzielny dodatek z Miles Morales był pierwszą grą, jaką zaliczyłem na testowym PlayStation 5, jeszcze przed polską premierą konsoli. Udało się utrzymać zarówno bardzo wysoki poziom oprawy graficznej (która na PS5 jeszcze bardziej rozwinęła skrzydła), opowieści i tę niesamowitą frajdę z bujania się między wieżowcami Nowego Jorku. Planuję jeszcze wymaksować ten tytuł, bo po przejściu trybu fabularnego i późniejszej recenzji musiałem zabrać się za inne produkcje. Ale tak samo miałem z podstawową wersją gry, więc wiem, że ten powrót jest łatwy i naturalny.

Sackboy: Wielka Przygoda

To pierwsza produkcja na PlayStation 5, w której bawię się ze swoim synem. Czy raczej on bawi się ze mną, bo od razu zabrał pada, ogarnął co i jak, z później siedliśmy razem gdy w domu pojawił się drugi kontrolera. Bardzo lubię grać tak z Juniorem, myślę że podzielony ekran i jedna kanapa to najlepszy sposób na wspólne granie z dzieckiem – a Sackboy: Wielka Przygoda nadaje się do tego wręcz idealnie. Powiem więcej – w parze daje dużo więcej frajdy niż kiedy przechodzi się grę samodzielnie. I mam nadzieję, że już niedługo pojawi się na PS5 jeszcze więcej gier oferujących kanapową kooperację.

Call of Duty: Warzone

Od naprawdę wielu lat nie byłem wielkim fanem Call of Duty, część produkcji recenzowałem, część kupowałem samodzielnie – ale tylko dla trybu kampanii, który moim zdaniem zawsze jest świetny. Odbijałem się natomiast od multi, tak jak teraz od Call of Duty: Black Ops – Cold War. Za to Warzone (w wersji na PC – jeszcze przed aktualizacjami, po których gra działała dużo gorzej niż wcześniej) zjadła mi wiele wieczorów, podczas których świetnie bawiliśmy się ze znajomymi. Udało się przemycić do tego tytułu nieco wolniejszy, odrobinę bardziej taktyczny model rozgrywki, który sprawdza się w battle royale świetnie. Czy wrócę? Pewnie nie, ale tych kilkaset godzin z grą to była naprawdę niezła zabawa.

Assassin’s Creed Valhalla

Nie grałem w nowego Assassyna od razu po premierze, zabrałem się za niego dopiero teraz, w przerwach od Cyberpunk 2077. Znajomi polecali mówiąc, że to najlepszy Assassin’s Creed od lat i choć nie mogę tego jeszcze potwierdzić, to pierwsze godziny na to wskazują. Świetny klimat, naprawdę niezła oprawa (gram w wersję na PlayStation 5), zaskakująco mało bugów jak na Ubisoft. Tytuł zyskuje jeszcze bardziej kiedy stoi obok naszej rodzimej produkcji z zupełnie innego uniwersum. Kto by pomyślał, że to gra Ubi będzie tą mniej zabugowaną.

Cyberpunk 2077

Tak, grudzień upłynął mi również pod znakiem Cyberpunk 2077, gdzie poza przeciwnikami walczę z bugami i niedociągnięciami w konsolowej wersji gry (powtarzałem to wielokrotnie, ale dla pewności zrobię to ponownie – gram w wersję z PS4 na PS5). Pisałem niedawno o tym, co Cyberpunk 2077 robi dobrze i swoje zdanie podtrzymuję. Momentami to męczarnia, sporo crashy, ale warto – dla świata, opowieści i bohaterów przymykam oko na problemy techniczne i kiepski wygląd gry. Chcę wiedzieć jak potoczy się historia i zamierzam skończyć ten tytuł jeszcze przed końcem tego roku.

A jakie gry w 2020 roku Was wciągnęły najbardziej?

grafika