27

Spójniejszy, ale uproszczony. Modyfikowany Węgiel to teraz cyberpunkowy melodramat, ale oglądało mi się go lepiej niż pierwszy sezon

Modyfikowany Węgiel wywoływał skrajne opinie już na etapie pierwszego sezonu i z tego co widzę, drugi jest wręcz miażdżony przez fanów książkowego uniwersum. Kompletnie się temu nie dziwię - jeśli jednak spojrzeć na serial jako samodzielny byt, luźno tylko bazujący na książkach - to jest zdecydowanie bardziej przystępny w odbiorze. Czy lepszy? Mi podobał się bardziej, ale...

Cyberpunkowy melodramat, ale czy to na pewno źle?

Drugi sezon Modyfikowanego Węgla (Altered Carbon) przenosi nas 30 lat w przyszłość. Przez ten czas zmieniający powłoki Takeshi Kovacs próbował za wszelką cenę odszukać Quellcristę Falconer – wynalazcę stosów i zagorzałą buntowniczkę, która chce oddać ludziom śmierć i zlikwidować nieśmiertelność wysoko postawionych, bogatych Matów. Towarzyszy mu znany z pierwszego sezonu Poe, sztuczna inteligencja – niestety po wydarzeniach z poprzedniej serii nieco uszkodzona, co będzie stanowić jeden z głównych wątków 8 nowych odcinków.

Przeczytaj też: Modyfikowany Węgiel – recenzja pierwszego sezonu serialu Netflix

Jak zapewne widzieliście w zwiastunach, w rolę Kovacsa tym razem nie wciela się Joel Kinnaman, ale Anthony Mackie co przy obecnych w tym świecie przyszłości powłokach jest w pełni usprawiedliwione. Nowe ciało Kovacsa to militarny szczyt techniki, usprawnione, zmodyfikowane zdolności sprawiają, że w połączeniu ze szkoleniem Emisariusza i wojskowym doświadczeniem bohatera, to chodząca maszyna do zabijania. I w drugim sezonie będziemy się mogli o tym wielokrotnie przekonać.
Pierwszy sezon zostawił sporo ciekawych wątków, zbudował tajemniczą atmosferę, nie był zbyt lekki w odbiorze i miałem wrażenie, że producenci balansują na cienkiej granicy, przez którą część widzów nie była w stanie przyswoić serialu odpowiednio sprawnie. Najwyraźniej sami zdawali sobie z tego sprawę, bo drugi sezon jest dużo prostszy w odbiorze. Przez to trochę naiwny i sztampowy, ale jednak ogląda się go po prostu łatwiej. Czy to plus? Po części tak, po części nie – ale jednocześnie doskonale rozumiem, że fani książkowego świata Richarda K. Morgana mają pełne prawo do rozczarowania.

Drugi sezon Altered Carbon praktycznie w całości skupia się wokół uczucia Kovacsa do Falconer. Usprawiedliwia każde działania Ostatniego Emisariusza, nadaje sens całej opowieści, ale jednocześnie często pachnie tanim romansidłem. To niestety bardzo przysłania zarówno pozostałe wątki, bohaterów, jak również w wielu momentach całkowicie zabija klimat, który w pewnym sensie udało się zbudować w pierwszym sezonie. Gdzieś zniknął brud i odczłowieczenie ludzi trzymających swoją świadomość w stosach. Może twórcy uznali, że podwaliny zbudowano już w pierwszych odcinkach i nie trzeba dalej przedstawiać świata? Dostaliśmy więc dużo lżejsze cyberpunkowe sci-fi, gdzie nawet brutalność walk zeszła na dużo dalszy plan.

Jednocześnie seans 8 odcinków składających się na drugi sezon stał się przyjemniejszy, lżejszy, mniej wymagający. To akurat nie są plusy, ale już spójność całej opowieści jak najbardziej tak, bo całkowicie znika uczucie niezrozumienia tego, co właśnie widziało się na ekranie. Drugi sezon Modyfikowanego Węgla już nawet nie udaje ambitnego projektu sci-fi i jeśli chodzi niezainteresowanego tym światem widza, odniesie zdecydowanie większy sukces. Myślę, że już podczas produkcji doskonale o tym wiedziano i zrobiono po prostu przystępny serial dla mas – a to wbrew pozorom nie takie proste, więc zasługuje na pochwałę. Mam też wrażenie, że mimo mniejszego rozmachu miejscówki, ulepszono również efekty specjalne, przez co wizualnie serial wydaje się nieco lepszy. Lepiej też rozpisano sceny walki i niektóre na długo zapadną mi w pamięć.

Podobają Ci się powieści Morgana? To nie masz tu czego szukać

Już na etapie pierwszego sezonu Modyfikowanego Węgla fani książek Morgana zarzucali serialowi traktowanie wykreowanego tam świata i bohaterów po macoszemu. Drugi sezon jest jeszcze „luźniejszy” w tym temacie i mocno nastawiony na spójny przekaz i prostą w odbiorze historię. Próżno szukać tu klimatu znanego z książek, atmosfera stała się bardziej przystępna niż w pierwszym sezonie. Ale w związku z tym, że traktowałem drugi sezon Modyfikowanego Węgla jako samodzielny produkt, a nie próbę przełożenia książek na serial – oglądało mi się go lepiej niż pierwsze odcinki. Jednocześnie doskonale widać, że jeśli chodzi o poszczególne elementy czy ambicje jest gorszy niż sezon pierwszy. Jakby twórcy całkowicie odpuścili jakiekolwiek próby przedstawienia brudu i tajemniczości tego świata, skupiając się całkowicie na prostej w odbiorze historii kręcącej się wokół wielkiej miłości Kovacsa i Falconer. To taki trochę melodramat z wysuniętymi do przodu uczuciami, które przecież nie powinny w takim świecie istnieć.

Serial zyskał tym na dynamice i przekazie, stracił jednak na ambicji, klimacie i tajemniczości. Omijajcie szerokim łukiem jeśli szukacie tu świata z książki. Ale jeśli pierwszy sezon był dla Was momentami niezrozumiały i za ciężki, przy drugim będziecie się bawić świetnie. Ja tych osiem odcinków obejrzałem z przyjemnością i jestem bardzo ciekawy czy dostaniemy trzecią serię. Szczególnie po takiej końcówce. A jeśli tak, to w którą stronę tym razem pójdą twórcy?