22

Moda na umieranie – ten challenge na Twitterze nie tylko jest głupi. Jest również niebezpieczny

Dzień dobry. Ludzie często mają to do siebie, że cały czas muszą coś udowadniać. O ile chodzi o polizanie łokcia, czy zwinięcie języka w trąbkę, to jest dobrze. Nikomu nie dzieje się krzywda, nikt nie wyląduje w szpitalu. Gorzej jednak, gdy ludzie robią totalnie idiotyczne rzeczy tylko po to, żeby je zrobić. A już w […]

Dzień dobry. Ludzie często mają to do siebie, że cały czas muszą coś udowadniać. O ile chodzi o polizanie łokcia, czy zwinięcie języka w trąbkę, to jest dobrze. Nikomu nie dzieje się krzywda, nikt nie wyląduje w szpitalu. Gorzej jednak, gdy ludzie robią totalnie idiotyczne rzeczy tylko po to, żeby je zrobić. A już w ogóle nie rozumiem tego, po co narażać swoje zdrowie, żeby być fajnym w mediach społecznościowych.

Zjedz APAP – będziesz fajny

Czynność rutynowa w mojej aktywności w Sieci – sprawdzanie mediów społecznościowych. Pożary wywołane przez wybory jeszcze dogasają, poleciało kilka unfollowów. O, ktoś fajny, będę obserwować. Sprawdzam po tym trendy na Twitterze. #paracetamolchallenge. Oj, coś mi tu śmierdzi.

Okazuje się, że niesamowicie inteligentni i rozważni ludzie postanowili wymyślić sobie nowy rodzaj konkurencji. Poklask, uznanie i sr… tfu. Splendor przypadnie temu, kto łyknie garść tabletek z paracetamolem, związkiem chemicznym będącym substancją czynną w lekach przeciwbólowych. Po co? Bo tak. Bo tak robią wszyscy. Liczą się kliknięcia: „ulubione” oraz „podaj dalej”. Im więcej tym lepiej. Z tabletkami jest tak samo. Im więcej władujesz ich w siebie, tym bardziej skoczą Twoje słupki popularności.

Tabletki łyknięte, publika szaleje – jesteście gwiazdami. Cieszcie się. A co dalej? No, właśnie.

Nie ma lekko

Za popularność, szczególnie za tę zdobytą w tak debilny sposób trzeba będzie potem zapłacić. Obstrukcje, wymioty i bóle brzucha to w tym wypadku dosyć łagodny wyrok. Wyczyn może zostać doceniony tak bardzo, że człowiek nim nacieszy się zdobytym splendorem i uznaniem, wyloguje się z tego świata na wieku. Ale przed tym czekają go jeszcze niesamowite bóle uszkodzonej wątroby, zaburzenia świadomości i inne, w sumie mało przyjemne doznania. Brawo, Drogie Dzieciaczki.

dead

Wiecie, co? Przez 10 minut nie mogłem się uspokoić po tym, co zobaczyłem na Twitterze. 10 minut i trzy fajki później w dalszym ciągu kląłem pod nosem. Wczoraj Maciej wrzucił link, w którym poprosił Was o złożenie życzeń dzieciom, które chorują na raka. Jedyne, czego by chciały, to być zdrowe. W nosie mają udowadnianie czegokolwiek innym. Walczą przede wszystkim dla siebie – właściwie o wszystko. A ci, którzy mają wszystkiego za dużo bawią się w najlepsze ryzykując utratę zdrowia. O tempora, o mores…

Najpierw uznałem – „niech giną”. Nieco normalniejsza część mnie powiedziała: „jasna cholera, to przecież dzieci – krzywdę sobie zrobią”. Wściekłość pomieszana ze współczuciem nie dawała mi siąść do pracy przez jakiś czas. Po tym uznałem, że nie mam na to wpływu – ta moda minie i w duchu próbowałem oszukiwać siebie, że przecież nikomu nic się nie stanie, nikt nie jest tak głupi, żeby jeść paracetamol jak cukierki.

Moda przyszła z Wielkiej Brytanii

I to tam najpierw wszczęto alarm. Przedawkować łatwo, śmierć jest bolesna i niewarta tego, by przypodobać się obserwującym na Twitterze. Policja oraz służby zdrowia w Wielkiej Brytanii ostrzegają – nie róbcie tego.

I o ile media społecznościowe potrafią wygenerować bardzo pożyteczne i potrzebne akcje – na przykład Ice Bucket Challenge, tak już niektóre nie dość, że są głupie, to w dodatku można sobie zrobić krzywdę? Po co? Dla funu. Ów „fun” jednak kończy się wraz asystolią w zapisie EKG. A wtedy już nie ma odwrotu.

Amen.

Grafika: 1, 2