20

Ministra Sikorskiego walka z wiatrakami. To znaczy z dronami

Znajomy spytał mnie dzisiaj, ile kosztuje taki dron, który wysłano nad willę ministra Sikorskiego i czy łatwo się to pilotuje. Na te pytania odpowiedzi nie znam, bo dronom szczególnej uwagi nie poświęcam, ale zainteresował mnie sam temat wizyty nad posiadłością szefa MSZ. Wizyty, która może się zakończyć w sądzie. Podejrzewam, że skłoni ona innych ludzi […]

Znajomy spytał mnie dzisiaj, ile kosztuje taki dron, który wysłano nad willę ministra Sikorskiego i czy łatwo się to pilotuje. Na te pytania odpowiedzi nie znam, bo dronom szczególnej uwagi nie poświęcam, ale zainteresował mnie sam temat wizyty nad posiadłością szefa MSZ. Wizyty, która może się zakończyć w sądzie. Podejrzewam, że skłoni ona innych ludzi do podobnych „wypadów”…

Okazuje się, że ominęła mnie historia z pokazem, jaki swoim czytelnikom zafundował Fakt. Tabloid wysłał drona z kamerą nad posiadłość rodziny Sikorskich, został nagrany krótki film, potem okraszono go uszczypliwym komentarzem. Możliwe, iż nie dowiedziałbym się o tym wypadzie, gdyby nie rozwinięcie całej sprawy: minister postanowił działać i złożył doniesienie do prokuratury (naruszenie prywatności). Spodziewam się, że dopiero teraz wspomniany film zyska na popularności – wszak doczekał się reklamy i to ze strony Radosława Sikorskiego.

Sam materiał nie jest tu niczym nadzwyczajnym – przecież w przeszłości niejednokrotnie można było zobaczyć w tabloidach, na portalach internetowych czy nawet w mediach, które chcą uchodzić za bardziej wartościowe, jak mieszkają/jedzą/wypoczywają/podróżują politycy, artyści czy celebryci. A to film, a to seria zdjęć. Początkowo dostarczali je zawodowcy, potem także amatorzy. W tym przypadku wchodzimy już jednak na kolejny poziom podglądactwa: pojawiły się drony gwarantujące zupełnie nowe możliwości.

Paparazzi mógł się przedostać na teren posiadłości Sikorskiego i pstryknąć kilka zdjęć dokumentujących, jak minister gra z żoną w kometkę. Ryzyko było jednak spore (posesja powinna być chroniona), a przeciętny Kowalski nie zdecydowałby się na taką akcję. Drony mogą w tej materii trochę namieszać. Najpierw nad posesją ministra pojawią się urządzenia sterowane przez specjalistów (Fakt pewnie nie zdobył filmu od amatora), potem pójdą w ich ślady amatorzy.

Obecnie drony nie są jeszcze bardzo popularnym sprzętem (mowa o Polsce). Coraz więcej osób kupuje te urządzenia, ale to nadal kropla w morzu potencjalnych klientów. Z czasem będzie się to jednak zmieniać – drony stanieją, zyskają na popularności, pocztą pantoflową rozejdzie się, że można w ten sposób zrobić to i tamto, ludzie zaczną kupować te maszyny w specjalistycznych sklepach, supermarketach oraz u operatorów sieci komórkowych. Dom Sikorskiego może czekać prawdziwa powietrzna inwazja. Oczywiście szef MSZ nie jest tu wyjątkiem – nad domem każdej znanej osoby może się pojawić eskadra latających maszyn z kamerami. Ryzyko niewielkie, a istnieje szansa, że powstanie fajny filmik. A nuż pojawi się czyjś biust, osoba, której nie należało się tam spodziewać albo właściciel domu w kapciach imitujących stopy Wielkiego Ptaka. Taki materiał można sprzedać. Gdy rozejdzie się fama, że media (stare i nowe) płacą za wspomniane treści, to nie należy wykluczać, iż rodaków ogarnie dronowe szaleństwo.

Nie dziwię się, że Sikorski zareagował we wspomniany sposób i podejrzewam, że chce uchronić się przed tym, o czym przed momentem pisałem. To ma zniechęcić innych do wypadów nad jego willę. Obecnie trudno jednak stwierdzić, czy rozwiązanie okaże się skuteczne – przecież za parę lat, gdy dronów przybędzie, zmagania (sądowe) z autorami takich filmów mogą się przeistoczyć w walkę z wiatrakami. Ostatecznie nie będzie chodziło wyłącznie o kwestie prywatności, ale też o bezpieczeństwo: nieobeznany z pilotażem właściciel drona może doprowadzić do tragedii.

Prezentowany problem nie jest tylko zmartwieniem ludzi ze świecznika – każdy z nas może się z nim prędzej czy później zderzyć. Bo gdy sąsiad nie będzie akurat kręcił filmu nad posesją mieszkającego w okolicy polityka, aktora czy biznesmena, może zajrzeć do naszego ogrodu albo mieszkania. Dzisiaj wiele osób obejrzy film znad posesji Sikorskiego, bo przecież intryguje, jak mieszka minister, o którym Fakt napisał, że „pozuje na angielskiego lorda”. Wścibskim zrzedną jednak miny, gdy po wyłączeniu komputera zauważą za oknem dziwny obiekt latający z wycelowaną w nich kamerą…

Źródło grafiki: Twitter