109

Hejt, trolle i Ministerstwo Sprawiedliwości. To tylko czubek góry lodowej

Polityka to bagno - to zaznaczam na wstępie. W tym środowisku mało jest miejsca na etyczne zagrania, królują te zagrywki, które można zaliczyć do kategorii koncertowego podkładania świń. Będąc umotywowanym politycznie, chętnie korzysta się ze środków masowego przekazu w sposób najgorszy z możliwych - informacją manipulując i tworząc jej "pożądaną" wersję. Dokładnie tak, jakby prawda była czymś, co można swobodnie modyfikować.

W ostatnim czasie na scenie politycznej zrobiło się bardzo gorąco za sprawą byłego już wiceszefa resortu sprawiedliwości – Łukasza Plebiaka. „Prawa ręka” Zbigniewa Ziobry korzystała z usług internautki „Emilii”, wraz z którą Plebiak stał za zorganizowaną akcją wycelowaną w sędziów krytykujących obecnie rządzącą partię. W tej aferze miały być rozsyłane anonimowe listy zawierające pomówienia wobec sędziów, wykorzystano również przychylne władzy media, w których dystrybuowano dyskredytujące konkretnych sędziów informacje.

Całą sprawę uwiarygodniła dymisja Łukasza Plebiaka z funkcji wiceministra; w mediach przychylnych władzy znalazły się natomiast wypowiedzi, wedle których „Emilia”, będąca osobą zamieszaną w całą aferę jest osobą chorą psychicznie. Źródłem tych rewelacji jest mąż kobiety, według relacji którego jego żona jest uzależniona od alkoholu oraz środków psychoaktywnych, a Onet, który jako pierwszy podał do wiadomości publicznej te informacje, zwyczajnie ją wykorzystał.

Zobacz także: Jak tłumaczymy hejt? „My tylko wyrażamy opinie”

Nie będę oceniał tej sytuacji, nie czuję się na siłach, aby jakkolwiek komentować tę aferę. Dla mnie istotne jest tylko to, że na ile ta sytuacja nie wydaje nam się skandaliczna, hejt inspirowany politycznie jest codziennością w Polsce. Czymś, co dzieje się obok nas i albo z tym się już pogodziliśmy, albo z niewiadomego mi powodu tego nie zauważamy. A może traktujemy to jako element „folkloru” i nic sobie z tego nie robimy? To błąd.

Czy pod płaszczykiem ataku na sędziów kryje się zorganizowana akcja informacyjna?

Za każdym razem, gdy widzę jakąkolwiek sensacyjną, dyskredytującą oponentów politycznych partii rządzącej informację, zastanawiam się czym jest ona inspirowana. Żeby było jasne – moim celem nie jest gorączkowe dopiekanie partii rządzącej (bo prawda jest taka, że w hejt zaangażowane są wszystkie jak jeden mąż partie i jest to złe), lecz zobrazowanie Wam pewnej patologii, która jest większa niż wielu z Was się wydaje. Hejt wycelowany w sędziów, którzy nie pasują do wizji świata partii rządzącej to nie wszystko. Pod cienką warstwą „aferki” w Ministerstwie Sprawiedliwości można znaleźć prawdziwe siedlisko hejtu – za którym najprawdopodobniej nie stoją zaangażowani politycznie obywatele. Rozkazy zdają się iść „z góry”.

Od pewnego czasu obserwuję sobie kilka grup na Facebooku – te w swoim założeniu mają zrzeszać zwolenników obecnie rządzącej partii. Nikt tego nikomu nie broni, dla mnie już sam pomysł nazywania się „sympatykiem” jakiejkolwiek partii politycznej jest dziwny. Partia polityczna dla mnie jest formacją, która ma robić dobrą robotę w strukturach państwa i „nie odwalać maniany”. Jeżeli nie podoba mi się oferta konkretnej partii, albo ta się nie sprawdziła – wybieram inną. Polityka to sprzedaż – ja głosując kupuje usługę dobrego zarządzania państwem albo obietnicę wykonania tej usługi. Kadencyjność powoduje, że słaby oferent nie przechodzi weryfikacji.

Ale tak to wygląda tylko w teorii i moim pięknym, idealnym świecie. Bo wychodzi na to, że oferent wcale nie musi być dobry, może robić co mu się żywnie podoba i chwytać się najgorszych możliwych praktyk. Te dwie grupy o których mowa to dla mnie wystarczający dowód na to, że afera w Ministerstwie Sprawiedliwości to jedynie efekt uboczny szerzej zakrojonych działań w cyberprzestrzeni. Intencjonalnie dzieli się Polaków, szczuje się i aktywizuje żelazny elektorat po to, aby realizować zadania polityczne.

Hejtu naszego powszedniego…

Na pewno chcielibyście się zapoznać z materiałem, który skłania mnie do takich refleksji. Poniżej znajdziecie tylko malutki skrawek tego, co można znaleźć na takich grupach. Podlinkuję je pod tym tekstem tylko po to, byście samodzielnie mogli sprawdzić, co się na nich dzieje i ostatecznie – wyrobić sobie własne zdanie. Z niektórych podobnych zostałem wyrzucony tylko dlatego, że zadałem pytanie. Bez bicia piany, bez prowokowania. Wyrzucono mnie stamtąd jako „trolla” tylko dlatego, że nie pasuję do pewnego sposobu myślenia – jestem ideowo niebezpieczny i podejrzany.

Wiecie, co jest najsmutniejsze według mnie w tych grupach? Fakt, że przewijają się w nich odwołania do tradycyjnych wartości, religii, Boga, Jezusa, miłosierdzia, Matki Bożej, patriotyzmu, naszej trudnej i pięknej historii. Jestem pewien, że ludzie komentujący pod tym postem (ludzie oraz boty) uznaliby samych siebie za wierzących patriotów. Jednocześnie nie stronią od komentowania, oceniania w taki sposób. Ale – hipokryzja karalna nie jest, prawda?

Obserwowane przeze mnie grupy są pełne tego typu treści. W okresach „ogórkowych” dotykają one typowych dla siebie tematów, a zatem kwestii imigrantów, kłamstw opozycji, artykułów z mediów przychylnych obecnej władzy. Jednak w momencie, gdy w kraju coś się dzieje, nagle następuje na nich wysyp treści, których głównym celem jest przedstawienie faktów po swojemu. Marsze równości? Bum, lecimy z pedofilami wśród gejów. Farma trolli na zlecenie Ministerstwa? Bum, opozycja też ma swoje partie trolli. Widać w tym pewną zależność: treści na takich grupach idealnie odpowiadają aktualnej sytuacji w kraju.

Tego typu materiały, przywołujące wypowiedzi polityków opozycji to standard w tej grupie. Zasadniczo mało mnie obchodzi, czy wskazana posłanka rzeczywiście tak powiedziała (to nieistotne) – ciekawe jest natomiast to, co dzieje się w komentarzach. Wystarczy popatrzeć – absolutnie nie dziwi mnie to, że ktoś jest niezadowolony z pomysłu podwyższenia wieku emerytalnego. Ale… no własnie.

Ministerstwo sprawiedliwości

Kontrowersyjne zdjęcie powodujące obrzydzenie wśród twardogłowych z prawej strony nie bez powodu tam się znalazło. Nie bez powodu znalazł się tam również wpis z Magna Polonia. Komentarze to również standard w rodzinie grup przychylnych obecnej władzy – widywałem gorsze. Serio.

To, o czym mówiłem wcześniej. Pojawiła się na horyzoncie afera w MS, grupy przeszły do obronnej ofensywy i rozpoczęły publikowanie informacji o opozycyjnych farmach. Mogę powiedzieć na to jedynie tyle – opozycja musi się jeszcze sporo nauczyć od obecnie rządzących w tej kwestii.

Kim są „publicyści” na takich grupach?

Kiedy zacząłem się interesować tymi grupami, przyłapałem administratorkę jednej z takich grup na tym, że korzystała ona ze zdjęć niszowej blogerki. Blogerkę o tym fakcie powiadomiłem, po kilku dniach zdjęcia zostały usunięte. Co ciekawe, ten profil sugerował, że na zdjęciach podebranych blogerce znajduje się ona sama. Obecnie znajdują się na nim psy, koty i oczywiście treści z prawicowych portali. Zapewne wiecie, do czego zmierzam?

Przeglądając profile aktywne na tych grupach mam wrażenie, że jest to mieszanka naprawdę gorliwych „wyznawców” z kontami, które mają jeden cel – realizować zadania polegające na dyskredytowaniu konkurentów przy okazji dbałości o integralność obowiązującego systemu wartości. Chwyty? Dozwolone są dosłownie wszystkie – nikomu nie wadzą wulgaryzmy oraz ksenofobiczne wykwity.

Takich profilów nie będę linkował – to nie ma żadnego sensu. Wystarczą Wam odnośniki do grup, do których polecam się udać celem wyrobienia sobie własnego zdania. I pamiętajcie – polityka to bagno: niezależnie od wyznawanej przez Was opcji. Moim celem jest jedynie pokazanie Wam, że hejt namaszczony przez byłego pracownika MS to jedynie wierzchołek góry lodowej, a społeczeństwo jest umiejętnie sterowanie „odgórnie”. Skoro w naszym kraju odbywa się tak dobrze zorganizowana inżynieria społeczna, śmiem pozwolić sobie na stwierdzenie, że wolne wybory już nie istnieją. Są tylko efekty zręcznych kampanii politycznych.

Linki do grup: 1, 2