Moje przemyślenia

MicroUSB – niestandardowy standard

GM
Grzegorz Marczak
62

Autorem tekstu jest Paweł Kuflikowski Pewnie większość z Was po chwili zastanowienia jest w stanie dopasować większość wtyków do marek telefonów użytkowanych w przeszłości. Każdy kolejny zakup telefonu, czyli średnio co dwa lata, „premiowany” był kolejną ładowarką do kolekcji. Do tego coraz częśc...

Autorem tekstu jest Paweł Kuflikowski

Pewnie większość z Was po chwili zastanowienia jest w stanie dopasować większość wtyków do marek telefonów użytkowanych w przeszłości. Każdy kolejny zakup telefonu, czyli średnio co dwa lata, „premiowany” był kolejną ładowarką do kolekcji. Do tego coraz częściej dochodziły jeszcze słuchawki z jakimś oryginalnym wtykiem. O ile dla przeciętnego użytkownika nie było to jakoś bardzo uciążliwe, o tyle jeśli ktoś posiadał np. ładowarkę samochodową, to wymagało to zakupu nowej. O przejściówki niestety nie zawsze było łatwo.

Z czasem telefony zaczęły przypominać pierwsze smartfony, a pierwszym krokiem do standaryzacji były aparaty z gniazdami mini USB, które oprócz ładowania służyły przede wszystkim do transferu danych. O ile w większości urządzeń gdzie się pojawiały były jedynym obok wchodzącego też do standardu gniazda Jack 3,5 mm, o tyle Nokia po dziś dzień montuje w telefonach (np. Asha) trzy gniazda – ładowania, microUSB i słuchawkowe. Z jednej strony wygląda to dość dziwnie, z drugiej pozwala wielu osobom na korzystanie ze „starych” ładowarek np. w samochodzie bez potrzeby kupowania kolejnej do kolekcji.

Jeden by rządzić wszystkimi

Latem 2010 roku Unii Europejskiej udało się przegłosować rozporządzenie, na podstawie którego wszyscy producenci telefonów komórkowych od 1. stycznia 2011 roku zostali zobligowani do stosowania w telefonach gniazda microUSB, które ma służyć zarówno do ładowania jak i transferu danych – oczywiście chodziło o modele wprowadzane dopiero na rynek. Czas przejścia obliczono na około dwa lata, czyli teoretycznie dziś powinniśmy mieć już do czynienia przede wszystkim z ładowaniem poprzez gniazdo microUSB. Jak jest? Niech każdy sam oceni.

Dziś do większości telefonów czy tabletów dostajemy w zestawie kabel USB oraz przejściówkę sieciową z 220V na USB, co pozwala nam na ładowanie zarówno z gniazdka sieciowego, jak i z dowolnego portu USB. Moje ostatnie doświadczenia pokazują jednak, że o ile sam standard gniazda został ustalony – chwała za to Unii, bo dzięki temu kluczowi producenci zawiązali alians na podstawie którego zdecydowanie nie tylko w ramach Europy, ale globalnie wprowadzić standard microUSB. Mniejsi producenci musieli pójść za nimi. Oporne, i często idące własnymi ścieżkami Apple też się ugięło wprowadzając przejściówkę umożliwiającą ładowanie przez kabel USB-microUSB. Standardowy port USB możemy też coraz częściej znaleźć w samochodach, a nawet jeśli nie, to za grosze można kupić przejściówkę z gniazda zapalniczki na USB. Rozwiązanie i standaryzacja zdaje się sprawdzać, z drobnym jednak ‘ale’ – o ile gniazdo zostało ustandaryzowane, o tyle od dwóch rzeczach zapomniano – standard wtyku oraz natężenie.

Wtyk

Na pozór wszystkie są takie same. O tym, że tylko na pozór przekonałem się niedawno próbując kablem Nokii naładować tablet Nexus 7. Okazało się, że się nie da, bo wtyk jest za krótki – optycznie można ocenić, że różnica w długości to coś około 2 mm. Wystarczająco duża, żeby jednak cały proces zakończył się porażką. W efekcie wszystkie pozostałe kable (Nokia, Samsung, HTC), które posiadałem w domu poszły do szuflady, akorzystam tylko ze wspomnianego kabla Asusa.

Nie tylko sam wtyk odgrywa tu rolę, dochodzi jeszcze grubość oprawki. Nie wiem w ilu telefonach gniazdo micro USB jest umieszczone gdzieś głębiej, ale w moim Samsungu Xcover jest pod klapką. I okazuje się, że tylko oryginalny kabel Samsunga ma odpowiednio cienką oprawkę, żeby wtyk wsunąć i podłączyć.

Natężenie

Jakie było moje zdziwienie, kiedy podłączyłem Nexusa 7 do ładowarki Samsunga, żeby go naładować, a godzinę czy dwie później poziom naładowania był praktycznie taki sam. Tu muszę zaznaczyć, że mam tak skonfigurowany tablet, że przy podłączeniu do ładowarki nie wygasza ekranu. W efekcie prąd dostarczany przez ładowarkę był wystarczający na utrzymanie urządzenia przy życiu i minimalne doładowanie – dosłownie kilka procent w ciągu godziny czy dwóch. Idąc tym tropem zacząłem porównywać natężenie prądu wychodzącego z różnych ładowarek. I tak:

  • Samsung – 0,7 A
  • Nokia – 1,2 A
  • Asus (Nexus) – 2 A
  • USB 2.0 – 0,5 A
  • USB 3.0 – 2 A

Niestety nie czuję się kompetentny, żeby wchodzić głębiej w temat zasilania i baterii, ale kiedyś gdzieś wyczytałem, że oprócz tego, że baterię się formuje (a nie formatuje), to na jej trwałość ma wpływ to o jakim natężeniu prądem ją traktujemy. Ponoć im niższe, tym lepiej dla baterii. Jak jest w rzeczywistości nie wiem – wygoda przemawia za korzystaniem z tych o wyższym natężeniu, co bezpośrednio przekłada się na szybkość ładowania.

Co dalej? Brak ładowarki / kabelka przy zakupie telefonu czy tabletu. Zajrzyjcie do przysłowiowej szuflady i policzcie ile macie kabli zakończonych wtykiem microUSB. Zdaje się, że wystarczająco by przez najbliższe parę lat nie potrzebować kolejnego. Do tego wniosku po testach doszedł producent HTC i operator O2, który pilotażowo wprowadził do sprzedaży telefony bez ładowarki - tylko sam kabel, w końcu gniazda USB są już nie tylko w komputerze. Nikt nie narzekał, więc pewnie niedługo to też będzie standardem. Oszczędność dla firm, trochę ekologii i mniej zbędnych, jeszcze nie kabli, ale przejściówek czy końcówek. Nowy, lepszy świat ;).

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

USB