15

Microsoft na fali. A może być znacznie lepiej

Microsoft dostał wiatru w żagle. Tak w skrócie można opisać ostatnie doniesienia dotyczące korporacji z Redmond. W opinii niektórych komentatorów, firma z nowym (już nie takim nowym – Nadella został CEO zimą) sternikiem będzie teraz mknąć przez biznesowy ocean i szybko zostawi w tyle konkurencję. Może i faktycznie tak się stanie. Najpierw jednak korporację czekają […]

Microsoft dostał wiatru w żagle. Tak w skrócie można opisać ostatnie doniesienia dotyczące korporacji z Redmond. W opinii niektórych komentatorów, firma z nowym (już nie takim nowym – Nadella został CEO zimą) sternikiem będzie teraz mknąć przez biznesowy ocean i szybko zostawi w tyle konkurencję. Może i faktycznie tak się stanie. Najpierw jednak korporację czekają porządki Nadelli. Dzięki nim firma będzie się mogła w każdym kwartale chwalić oszałamiającymi, a nie po prostu ogromnymi zyskami.

Pisałem już o wynikach finansowych Apple, pisałem też o raporcie Google – w obu przypadkach zanotowano wielomiliardowe przychody i kilka miliardów zysku. Teraz dorzucę ostatniego gracza z „wielkiej trójki”, czyli Microsoft. Odstaje od rywali? Na płaszczyźnie wyników nic na to nie wskazuje. Przychody korporacji z Redmond wyniosły w ostatnim kwartale blisko 23,4 mld dolarów. W porównaniu z analogicznym okresem roku 2013 oznacza to 18-procentowy wzrost. Zysk? Ponad 4,5 mld dolarów. I to jest wynik gorszy od zeszłorocznego o kilkaset milionów dolarów, ale… No właśnie, jest pewne „ale”, a nazywa się komórkowy biznes Nokii, a ściślej rzecz ujmując: Nokia Devices and Services.

Amerykański producent oprogramowania przejął największy oddział Nokii i trochę wody upłynie, nim zrobi z nim porządek, wkomponuje go we własne struktury. Przez pewien czas ta jednostka będzie ciężarem i nie można mieć co do tego wątpliwości. Kiepskie wyniki sprzedaży telefonów i smartfonów Nokii (już Microsoftu) nie zrekompensują wydatków. Rozwiązaniem są np. zwolnienia i zapewne zdajecie sobie sprawę z tego, że Microsoft już zaczął realizować program redukcji etatów. Pracę w firmie straci 18 tys. osób, większość stanowią byli pracownicy Nokii. Ta operacja oczywiście będzie kosztowna – zwolnienia oznaczają programy kompensacyjne i Microsoft wypłaci zwalnianym ludziom niemałe pieniądze. Potem jednak „problem” zniknie lub zostanie poważnie zniwelowany.

Trudno stwierdzić, jak długo potrwają przemiany i porządki, ale ostatecznie powinny one przynieść pożądane skutki. Microsoft będzie miał sprawnie działający oddział tworzący sprzęt, zapewne solidnie zintegrowany z pozostałymi komórkami firmy. Ten eksperyment raczej nie skończy się tak, jak inwestycja Google w Motorolę – MS nie kupił bogatego portfolio patentowego i prawdopodobnie będzie się starał zrobić użytek z tego, za co zapłacił kilka miliardów euro. Jednocześnie firma nie może się pochwalić komfortową sytuacją na rynku mobilnym i potrzebne jest jej narzędzie nakręcające rozwój Windows Phone’a (także w kontekście penetracji rynku). Komórkowy biznes Nokii wydaje się w tym przypadku solidnym wsparciem.

Intel partnerem technologicznym AntywebSkoro już o Nokii mowa, to jak sprzedawały się w poprzednim kwartale Lumie? Pisząc krótko: kiepsko. Nie jest jednak tak źle, jak początkowo donosiły niektóre media. W poprzednim kwartale Microsoft zdołał dostarczyć na rynek 5,8 mln smartfonów z linii Lumia. I nie wygląda to dobrze, gdy wynik zestawi się z rezultatami sprzedaży nie tylko Apple czy Samsunga, ale też graczy z dalszych miejsc listy top 10 producentów smartfonów. Sprawa wygląda jeszcze gorzej, gdy dorzuci się następującą informację: przed rokiem Nokia sprzedała w drugim kwartale (kalendarzowym) 7,4 mln Lumii. To wskazuje na spadki. I to zaliczone w nadal dynamicznie rosnącym segmencie branży nowych technologii.

Niewiele osób zwróciło początkowo uwagę na fakt, że wyniki sprzedaży smartfonów zaprezentowane przez Microsoft nie obejmują pełnego kwartału, lecz czerwiec, maj i kilka ostatnich dni kwietnia. Dwa miesiące z wąsem zamiast trzech. Wynika to z faktu, że przejmowanie komórkowego biznesu Nokii przeciągnęło się w czasie i zahaczyło o kolejny kwartał – kwietniowa sprzedaż poszła jeszcze na konto fińskiej legendy. Przyznam bez bicia, że nie zwróciłbym uwagi na tę kwestię, gdyby temat nie wywołał mini burzy w branżowych serwisach (pomylił się m.in. znany bloger Eldar Murtazin, ale w jego przypadku trudno stwierdzić, czy to nieświadoma pomyłka – od dawna uchodzi on za osobę mało przychylną poczynaniom Microsoftu na rynku mobilnym). W każdym razie: można założyć, że sprzedaż Lumii w ujęciu rocznym nie spadła.

Niestety dla Microsoftu, trudno nie wspomnieć, że Lumie nie sprzedają się lepiej, niż przed rokiem – może i nie zanotowano spadków, ale wzrostów też nie zobaczyliśmy. Na obronę korporacji z Redmond można napisać, że wchłanianie oddziału Nokii musiało się jakoś odbić na sprzedaży – korporacja zajmowała się ważniejszymi (w dłuższej perspektywie) kwestiami, niż kwartalne wyniki sprzedaży sprzętu mobilnego. Nie należy wykluczać, że teraz będzie już tylko lepiej. A pomogą w tym produkty pokroju najświeższej taniej Lumii, czyli modelu 530, o którym pisał wczoraj Tomasz. Powtórzę też to, o czym sam pisałem dwa dni temu – Microsoft może za jakiś czas zaprezentować jeszcze tańszą Lumię i tym ruchem powinien poważnie podbić sprzedaż swoich smartfonów.

Przyczyni się do tego inna komunikowana od pewnego czasu kwestia związana z Microsoftem: wygaszanie produkcji tradycyjnych telefonów i quasi-smartfonów Asha, które stanowiły ważny element w ofercie Nokii. Jak ważny? Wczoraj przeczytałem, że od chwili przejęcia komórkowego biznesu fińskiej firmy, Microsoft dostarczył na rynek ponad 30 mln prostych telefonów. Ta liczba wywiera spore wrażenie – w ujęciu rocznym robi się z tego grubo ponad 100 mln słuchawek. Jeśli znikną z rynku, to, o czym już pisałem, producenci spróbują szybko wypełnić lukę. Microsoft może partycypować w tym podziale tortu. Jego partnerzy również.

Nie będę ukrywał, że pisząc o mobilnym biznesie Microsoftu, myślę o słowach CEO firmy, który poinformował, że gigant z Redmond zjednoczy swoje systemy. Zamiast trzech będziemy mieli jedną platformę – ta sama dla pecetów, tabletów i smartfonów (dla konsol też). Pogłoski na temat takiego ruchu krążyły w branży już od pewnego czasu, ale ostatecznie doczekaliśmy się deklaracji szefa. Chociaż wizja brzmi kusząco z perspektywy użytkownika (dewelopera i firmy również), to trudno stwierdzić na obecnym etapie, jaki będzie finał projektu. Nie brakuje przecież opinii przekonujących, że to droga donikąd, forsowanie przez Microsoft idei, która z góry skazana jest na klęskę. I to z różnych powodów. Postanowiłem podejść do tematu ze sceptycyzmem i nie napiszę już teraz, że Microsoft tym ruchem pozamiata rynek. Gdyby jednak twórcom udało się zrealizować z rozmachem ten plan i okazałby się on naprawdę ciekawym rozwiązaniem, to Microsoft mógłby rozbić bank…

Skoro już o banku, a co za tym idzie o kasie mowa, to trzeba zaznaczyć wyraźnie, że źródłem największych przychodów, ale też zysków MS jest dzisiaj sektor biznesowy i świadczone w nim usługi. Nadella podkreślał niedawno, że priorytetem dla korporacji pod jego rządami są rynek mobilny i chmura/usługi. Ta pierwsza kategoria jest w budowie (od lat, złośliwi powiedzą, że to studnia bez dna, która korzyści Microsoftowi nie przyniesie, ale poczekałbym jeszcze trochę z tak radykalnymi stwierdzeniami). Drugi filar działa w najlepsze i przynosi miliardy zysków. Skoro Microsoft dokłada do projektu Surface i do biznesu komórkowego, skoro topi pieniądze w Bingu (co ciekawe, wedle zapewnień Microsoftu, przychody z reklamy tego oddziału wzrosły w ciągu roku o 40%), skoro kokosów nie przynosi mu Xbox, to skąd biorą się miliardowe zyski?

Jedną z odpowiedzi jest oczywiście Windows, ale nie wygenerował on ponad 4 mld dolarów zysku – na ten złożyły się jeszcze Office oraz, a może wypada napisać przede wszystkim, biznesy chmurowy i serwerowy. Oba rosną w zadowalającym tempie (w przypadku chmury można mówić o bardzo dynamicznym wzroście) i wskazują jednoznacznie, że Microsoft nie jest już korporacją skupioną wyłącznie lub w zdecydowanej mierze na rynku konsumenckim – najpotężniejszy filar w ich biznesie to segment korporacyjny. Połowa planu Nadelli jest zatem realizowana w sposób nie wymagający korekty. Jeśli w końcu ruszy biznes mobilny, a cały czas na to liczę, to Microsoft udowodni, że nie jest zardzewiałą barką rzeczną skazaną na złomowanie, ale nowoczesną jednostką, która będzie mknąć po przywołanym już we wstępie biznesowym oceanie.

Źródło informacji oraz grafiki: microsoft.com