290

Microsoft już przesadza, sam zainstalował mi Edge Chromium i jeszcze się tym chwali

Windows 10 i jego aktualizacje to temat na książkę i nie byłby to żaden poradnik, a pełen zwrotów akcji thriller. W ostatnim czasie Microsoft spuścił jednak nieco z tonu i nie wciska nam kolejnych poprawek siłą, ale od czasu do czasu potrafi mnie jeszcze zaskoczyć. Tak jak dzisiejszego poranka.

Microsoft podmienił mi Edge’a

Mój domowy PC działa sobie jak serwer, 24 godziny na dobę, przez 7 dni w tygodniu. Dlatego nie jestem zaskoczony jak rano po odblokowaniu pojawia mi się widok pustego pulpitu z otwartą przeglądarkę, bo w nocy system zainstalował sobie jakąś aktualizację. I tak dobrze, że robi to tylko dla poprawek bezpieczeństwa, a nie wymusza aktualizacji kolejnych dużych wersji systemu (jak najnowsza 2004), bo to często niesie ze sobą dodatkowe problemy. Gorzej jak zostawiłem na noc otwarte aplikacje z niezapisanymi danymi, niektóre odzyskuje, ale nie wszystkie i wtedy źle zaczynam dzień. Ale nie o tym chciałem napisać.

Dzisiejszego poranka byłem szczerze zaskoczony, gdy po wpisaniu hasła na ekranie logowania, na pulpicie powitała mnie pełnoekranowa wiadomość na niebieskim tle z komunikatem, że mam nową przeglądarkę. Było kilka minut po 5:00, jeszcze dobrze oczu nie otworzyłem i z tego szoku nie zdążyłem nawet zrobić screena. Ba w pierwszej chwili myślałem, że to jakiś BSOD, bo przecież niebieskie tło. Po chwili okazało się, że w nocy Microsoft postanowił podmienić mi starego Edge’a, z którego się wycofuje, na nowego korzystającego z silnika Chromium. Teraz po fakcie nawet sobie przypomniałem, że kilka dni temu na łamach Antyweb pisał o tym Krzysiek, ale nie sądziłem, że Microsoft wymusi instalację tak szybko i automatycznie.

Microsoft chce znieść dominację Google Chrome

To jednak tylko początek całej zabawy. Kilka dni temu Konrad opisał jak Microsoft walczy z Google na polu przeglądarek i wygląda na to, że teraz ta rywalizacja tylko się zaostrzy. Wymuszenie instalacji nowej wersji Edge’a to dopiero początek. Wraz z nią Windows zmusza nas do przejścia przez krótkiego samouczka, który automatycznie, bez pytania pobrał sobie zakładki i najczęściej odwiedzane strony z mojego Chrome’a. Dopiero w drugim kroku zapytał, czy może to zrobić, już po fakcie… A ja się łudziłem, że na swoim PC mam zachowaną jako taką prywatność. W dwóch kolejnych krokach dowiadujemy się o możliwości synchronizacji pomiędzy urządzeniami i możemy spersonalizować przeglądarkę.

Niespodzianek w systemie jest jednak więcej, jak nie mieliście Edge’a to po wpisaniu w pole wyszukiwania w menu Start np. Chrome, Firefox albo Opera, pojawiała się rekomendacja do instalacji Edge. Gdy takową przeglądarkę już macie, to po wpisaniu Edge pojawia się piękna grafika i napis „Przeglądarka zalecana przez firmę Microsoft”. Chrome na zwykły podpis – „Aplikacja”. Ciekawe czy to nie jest temat, którym powinna zainteresować się Komisja Europejska.

To jeszcze nie koniec, automatyczna instalacja Edge’a, której wcale nie chciałem, pozmieniała mi również ustawienia dotyczące domyślnej przeglądarki. Klikając w link w aplikacji Slack, zamiast zostać przeniesionym do Chrome’a, zostałem zapytany której przeglądarki chce użyć z wyraźnym zaleceniem, aby był to Microsoft Edge. C’mon to już chyba lekka przesada. Nie mam nic przeciwko Edge Chromium, ba to pewnie nawet całkiem fajna przeglądarka, która będzie jeszcze lepsza wraz z nowymi funkcjami, jakie planuje Microsoft, ale nie lubię jak mi się coś wciska na siłę. Myślałem, że Microsoft odrobił lekcję podczas premiery Window 10, ale wygląda na to, że nie potrafi wyciągać wniosków.

Morał z tej historii jest po pierwsze taki, że was również Microsoft zaatakuje przeglądarką Edge, nie znacie dnia ani godziny. I pewnie jakiś procent osób, które dostaną nowego Edge’a da mu szansę, zwiększając udział w rynku przeglądarek. Ale obawiam się, że znacznie więcej osób zostanie w ten sposób zniechęconych do przeglądarki, która tak mocno ingeruje w ich własny system. Ja na pewno w najbliższym czasie do grona użytkowników Edge’a nie dołączę.