15

Microsoft ma problem. Pracownicy protestują, a Nadella… cóż

Dla mnie jako badacza społecznego to niezwykle ciekawe zjawisko. W momencie, gdy nie można narzekać na pracę samą w sobie, bo z całą pewnością w Microsofcie warunki zatrudnienia są świetne (zarówno pod kątem zarobków jak i benefitów oraz sposobu realizowania zadań), ogólne konflikty mogą dotyczyć kwestii ideowych. I tak właśnie dzieje się obecnie w Redmond.

Premiera gogli HoloLens 2 spotkała się z… cóż. Średnim zainteresowaniem ze strony mediów technologicznych. To niestety nie jest już „świeża” premiera w wykonaniu Microsoftu. Pierwsza odsłona akcesorium skierowanego głównie do biznesu była w swoim czasie innowacyjna, obiecująca – powiedziałbym, że „wręcz pociągająca”. W trakcie jej obecności na rynku okazało się, że sprzęt uzyskał mnóstwo ciekawych zastosowań – zainteresowali się nim lekarze, architekci, inżynierowie… długo by wymieniać. Wśród nich znalazło się jednak również wojsko i już w tych czasach budziło to niemałe kontrowersje.

HoloLens odżyły jednak dzięki „aferze” związanej z wojskiem

To, że Microsoft lubi współpracować z amerykańskim rządem, wojskiem wiadomo od dawna. Nie jest tajemnicą, że kontrakty zawiązywane z takim partnerem są zazwyczaj niesamowicie lukratywne i dodatkowo – są gwarancją zastrzyku tak potrzebnej gotówki. Rząd USA, US Army nie mają jednak zbyt dobrych notować nie tylko na świecie, ale i „u siebie” i wśród specjalistów IT pracujących nie tylko w Microsofcie nie jest w dobrym smaku współpraca z takimi podmiotami. Nie przeszkodziło to Microsoftowi w podpisaniu kontraktu na 479 mln dolarów w 2018 roku, na mocy którego gigant przekaże wojskowym egzemplarze gogli HoloLens.

Stawka? Stworzenie żołnierza „ubogaconego” – takiego, który na polu walki widzi (i wie) znacznie więcej niż przeciwnik. Skupiony jest na zadaniach do wykonania oraz dysponuje świeżymi mapami zwiadowczymi. Co więcej, w trakcie treningów jest w stanie doskonalić swoje umiejętności wykorzystując rzeczywistość rozszerzoną. Coś jak „gra”, tyle że późniejsza stawka to wcale nie napisy końcowe lecz ostatecznie zakrzewienie „demokracji”.

Niezadowoleni z obrotu spraw pracownicy Microsoftu wystosowali list otwarty do Brada Smitha oraz CEO Microsoftu, w którym proszą o zakończenie kontraktu:

Co więcej, list otwarty do głównych menedżerów Microsoftu podpisało w krótkim czasie 100 osób. Zainteresowanie sprawą okazało się tak duże, że… szybko podchwyciły to media i nakręciły własną „aferę”.

Microsoft: pracownicy protestują, Nadella kontraktu broni

Co bardzo istotne – w trakcie MWC 2019 w Barcelonie, dla CNN Business Satya Nadella jednoznacznie bronił tego kontraktu:

We made a principled decision that we’re not going to withhold technology from institutions that we have elected in democracies to protect the freedoms we enjoy

Odpowiedź nieagresywna, stonowana i PR-owo rozsądna. Microsoft próbuje stawiać amerykański rząd oraz armię Stanów Zjednoczonych w roli rozjemcy, któremu przede wszystkim zależy na utrzymywaniu pokoju na świecie. Cóż, po dosyć mocnej pod tym względem polityce George’a Busha trudno jest światu powiedzieć o tym, że Amerykanie całkowicie bezinteresownie wkraczają do różnych krajów na świecie i chcą tam krzewić pokój. O ile w Stanach Zjednoczonych takie coś „może przejść”, poza tym krajem będzie trudno.

Jednocześnie, Satya Nadella zapewnił widzów o tym, że firma będzie kontynuowała dialog z pracownikami. Nie oznacza to jednak, że gigant zrezygnuje z bardzo istotnego dla niego kontraktu – najprawdopodobniej sprawa „rozejdzie się po kościach”.