38

Microsoft Edge nie jest świetną przeglądarką, IE czasami bije go na głowę

Microsoft Edge miał być nowym rozdaniem, powiewem świeżości w produktach Microsoftu. Jak wyszło pod względem adopcji tego rozwiązania? Cóż, kiepskawo, żeby nie powiedzieć, że po prostu źle. Wielu z Was pewnie wie, że w Windows 10 obecny jest jeszcze całkiem dobry, żeby nie powiedzieć że po prostu taki jak trzeba - Internet Explorer. Czy po tak długim czasie od premiery Windows 10 jest jeszcze "używalny"?

Jak pewnie pamiętacie, z Internet Explorera korzystałem aktywnie przed premierą Windows 10 i jeszcze odrobinę po niej. Próbowałem swoich sił z Microsoft Edge (Project Spartan), ale w kilka dni po upublicznieniu zupełnie nowego systemu giganta rzuciłem go w pierony i powiedziałem: „dość”. Edge zwyczajnie się zacinał, notorycznie odświeżał karty czym mnie zwyczajnie zdenerwował.

Internet Explorer jest do bólu prosty, nieskomplikowany i cholernie szybki. Microsoft Edge już nie ma takiego „powera”

W tym momencie przesiaduję na Chrome, który obecnie jest najbardziej uniwersalną, choć nie najlepszą dostępną na rynku przeglądarką internetową. Jednak w krótkim porównaniu Microsoft Edge – Internet Explorer doskonale widać, że z początkowej szybkości Edge’owi nieco ubyło, co ciekawe na korzyść „ubitego” produktu. Może i nowa przeglądarka doczekała się wreszcie rozszerzeń (których jest mało), ale w ogólnym rozrachunku nie stało się coś, co by miało zmusić rzeszę użytkowników do przejścia na ten produkt.

Microsoft Internet Explorer

Sam Internet Explorer w dalszym ciągu świetnie radzi sobie z nowoczesnymi stronami internetowymi i nie powinien nikomu przeszkadzać w codziennej pracy. Różnica w szybkości między nim i Edge jest w praktyce niezauważalna, choć mniemam iż pewna występuje. Obsługa wielu kart? Bezproblemowo – mam brzydki nawyk otwierania szybernastu kart w przeglądarce i nierzadko cierpię na podobny syndrom, co Grzegorz Marczak, który opisał niesamowitą zasobożerność Chrome’a. W Internet Explorerze możecie nawet nie odczuć, że otworzyliście w kilka godzin nawet i 50 kart z tak obciążającymi witrynami jak na przykład Facebook.

W Internet Explorerze SĄ dodatki

Dodatki, twory pokrewne rozszerzeniom. Dzięki nim możecie dodać m. in. AdBlocka do tej przeglądarki – jedyny problem, to niestety fakt, iż nie są one już wspierane przez swoich twórców. To ogromny problem, bo przecież wielokrotnie okazywało się, że takie „wtyczki” mogą być źródłem infekcji złośliwym oprogramowaniem lub tworzyły luki, które pozwalały cyberprzestępcom na naprawdę wiele.

Z drugiej strony, Microsoft Edge w swojej bibliotece ma naprawdę niewiele propozycji. Z tych dostępnych najpewniej wybierzecie kilka, które do czegoś się naprawdę przydadzą. To wcale nie świadczy dobrze o kondycji tego produktu i trudno mi wyobrazić sobie sytuację, w której ten fakt ulega zmianie.

Do dzisiaj zachodzę w głowę, co też myślał sobie Microsoft w trakcie „zabijania” Explorera

Ja rozumiem, aplikacje uniwersalne, pasujące do nowej stylistyki Windows 10 i tak dalej. Mogę zrozumieć też ścieżki myślowe osób odpowiedzialnych za ten dosyć poważny ruch – Internet Explorer przez lata stagnacji w swoim rozwoju nie był dobrze kojarzony na rynku. Tyle, że w ostatnich wersjach – 9, 10, 11 był już naprawdę porządną przeglądarką, z której korzystało mi się po prostu dobrze i co ważne – bezproblemowo. Pod koniec swojego istnienia mógł się pochwalić nie tylko szybkością, ale i sporym bezpieczeństwem. Microsoft niestety dosyć późno obudził się i postanowił mocno dopracować ten projekt.

Tyle, że zabijając jeden projekt, trzeba mieć naprawdę dobrą alternatywę. Microsoft Edge zapowiadał się świetnie, miał zadatki na to, aby nawet dokopać Chrome’owi. Co nie zagrało? Początkowe porażki – pierwszą z nich bez wątpienia był brak obiecanych, łatwo dostępnych, instalowanych wprost ze sklepu dodatków. Microsoft na własne życzenie pogrzebał szanse na to, by poważnie zagrozić Google.

Edge po drugie na samym początku jego oficjalnego istnienia był zwyczajnie niestabilny i wcale nie oferował tego, co obiecywał wcześniej jego twórca. Zamiast szybkiej, uniwersalnej przeglądarki stał się on „kolejnym bezużytecznym produktem” wewnątrz systemu Windows, który ewentualnie może posłużyć użytkownikowi do pobrania programu alternatywnego. To smutne.

A wystarczyło po prostu nie psuć. Nie psuć Internet Explorera, którego jest mi tak zwyczajnie – po ludzku szkoda. Microsoft jednak wiedział lepiej i… nieco się przeliczył.