33

Tylko nie to. Microsoft popełni ten sam błąd, który „położył” Edge’a

Hura! 15 stycznia odbędzie się premiera Microsoft Edge na silniku Chromium - ta oficjalna. Ale gdyby w microsoftowskiej beczce miodu nie było łyżeczki dziegciu, to jajogłowi w Redmond nie byliby sobą. Braknie kilku funkcji na starcie. Przypomina Wam to coś? Tak, premierę Microsoft Edge sprzed kilku lat, równocześnie z Windows 10.

Najpierw mówiłem, że będzie to najlepsza przeglądarka w momencie premiery, dzisiaj natomiast… jestem odrobinę zawiedziony. W pewnych działaniach Microsoftu brakuje mi spójności – pojawił się przełomowy, doskonale oceniany Surface Pro X, który nazywany jest świetnym sprzętem z nieco kulawym OS-em. I wyobraźcie sobie teraz, że ten właśnie Surface Pro X, w momencie premiery nowego Edge’a na Chromium z niego nie skorzysta. Dlaczego? Bo Microsoft Edge oparty na silniku Chromium (na razie) nie będzie wspierał architektury ARM64. A Microsoft obiecał. Możliwe, że ta pojawi się w kanale Canary / Dev.

Czytaj więcej: Microsoft kocha Linuksa całym sobą

Powodem ma być błąd, który powoduje blokowanie się przeglądarki na tej architekturze – jest on na tyle skomplikowany, że postanowiono przesunąć datę premiery przeglądarki. Wcześniej, plan Microsoftu zakładał wydanie Edge’a w wersji z Chromium 2 października, wraz z Surface Pro X, ale po prostu nie wyszło.

Ale to nie wszystko. Braknie również innych zapowiadanych funkcji

I to jest zła wiadomość głównie dla tych osób, które oczekują od Edge’a pełnej synchronizacji: historii, rozszerzeń, kart, stanu okien, itd. Te dwie pierwsze funkcje nie pojawią się w trakcie premiery. I to jest już poważny problem, bo dla niektórych użytkowników są to niezwykle istotne kwestie i o ile brak wsparcia dla ARM64 przeboleć jeszcze można, tak już należy mocno się zastanowić, w co gra Microsoft opóźniając wydanie typowo użytecznych funkcji. A może być przecież tak, że lista ficzerów, które nie pojawią się w trakcie premiery, zwyczajnie się powiększy.

Może dramatyzuję, bo przecież ARM64 to głęboka nisza, a synchronizację rozszerzeń i historii niektórzy zrozumieją. Jednak Microsoft złożył obietnicę, obietnicą samą w sobie był też Edge na Chromium: miał być nowym, lepszym rozdaniem. Przeglądarką taką, jaką Edge powinien być już te kilka lat temu.

Na razie nie jest źle. Nie jest to sytuacja, w której po Microsofcie można spodziewać się stuprocentowej porażki. Może to być jednak sygnał, że w Redmond nie wszystko gra tak jak trzeba i należy przyszykować się na pewną niemiłą niespodziankę. Położenie czegoś tak dobrego jak Edge oparty na Chromium byłoby już technologicznym kryminałem, którego użytkownicy by już nigdy nie wybaczyli.