54

Liczyłem na Ciebie, Edge. Widocznie jestem skazany na Google Chrome

Jest wiele projektów technologicznych, które obserwowałem naprawdę uważnie przez długi czas. Wiele z nich odnosiło sukcesy (Pebble), inne zaś ginęły mimo ogromnego hype'u i ogromnych nadziei. Chyba to dobry czas, by w końcu powiedzieć jasno - Edge był jednym z takich projektów. Były i dobre recenzje, były niemałe nadzieje, obietnice "lepszego". A tymczasem - przykro jest stwierdzić, że Edge'a koncertowo zepsuto. Nie dlatego, że jest to produkt zły.

Nie wystarczy dzisiaj być dobrą przeglądarką

Zadajcie sobie pytanie, czy wszystkie aplikacje, urządzenia z których korzystacie są najlepsze. Ale tak szczerze. Człowiek z natury jest w stanie powiedzieć o swoich rzeczach, że to są jedyne słuszne produkty, które nabył nie pod wpływem impulsu, przyzwyczajeń, lecz na mocy świadomego wyboru. Czasy się zmieniają, technologie też. A skoro mamy do czynienia z ciągłym „pantereizmem”, to rzetelna ocena tego, co aktualnie jest najlepsze jest równie zmienna.

Chrome najlepszy nie jest, ale ma wszystko, czego potrzebuję. Ogrom wtyczek, multiplatformowość, szybkość oraz komfort. Tak, wiem – utarło się, że Chrome to kobyła, zasysa energię z baterii jak szalony i nie jest tym, czym miał być. Serio? Umówmy się, produkcyjny laptop, którym dysponuję wyposażono „jedynie” w procesor Core M. W Google Chrome odpalam średnio przy pracy około 20-30 kart (tak, tutaj mam niezły bałagan). Czy cokolwiek tnie? Czy laptop szybko woła o podłączenie go do gniazdka? Średnio, zależnie od aktualnego scenariusza wykorzystania komputera, średnia poza gniazdkiem to około 6-7 godzin. Czyli mimo wszystko, całkiem sporo. Mnie wystarcza aż nadto.

edge

Chrome wygrywa również przyzwyczajeniami użytkowników, którzy zdążyli już przywyknąć do tej aplikacji na większości swoich urządzeń. Wiele osób, które znam nawet na iPhone’ie korzystają z Chrome’a, bo np. potrzebują synchronizacji kart między komputerem, a telefonem. Safari na Windows nie zainstalujesz. A Chrome jak najbardziej. Gdyby Edge dołączył do repozytorium Google oraz iOS, rzuciłby rękawice swoim największym konkurentom, być może wyglądałoby to zupełnie inaczej. Ale to nie są jedyne grzechy Microsoftu, jeżeli chodzi o Edge’a.

Edge lubił się zawiesić. Teraz problemu nie ma

Tydzień po aktualizacji z Windows 8.1 do „dziesiątki” wytrzymałem z Edge’em. Przeładowujące się karty, problemy ze stabilnością wtedy szybko skłoniły mnie do rychłej migracji do Chrome’a, którego używam po dziś dzień. Teraz jest znacznie lepiej, co nie znaczy, że nie mam ochoty po raz kolejny bawić się w eksperyment, kiedy po prostu nie mam na to czasu. Moja przeglądarka działa dobrze, jestem zadowolony i nie mam powodu, by szukać alternatywy. Czas na sprawdzenie nowego rozwiązania się skończył i Microsoft zapewne o tym wie. Trudny początek Microsoft Edge niestety nie przemówił na jego korzyść, a szkoda.

Edge nie wystartował w pełnej krasie

Jeżeli Microsoft miał chrapkę na rynek przeglądarek, powinien udostępnić przeglądarkę kompletną już od samego początku. Z podstawowymi chociażby rozszerzeniami, z dobrym wsparciem deweloperów, z ciekawymi funkcjami. Produkt to nie plac budowy – szczególnie taki, który daje się konsumentom. Przynajmniej ja tak to czuję. Co z tego, że w Redstone pojawią się nowe funkcje dla Edge’a, co z tego, że nadejdą rozszerzenia o których mówi się coraz głośniej, skoro nikogo to nie zainteresuje, bo… czas minął? Pisałem o tym w akapicie wyżej – decyzja o wydaniu Edge’a bez rozszerzeniem była jednoznacznie błędna. Po raz kolejny Microsoft udowodnił, że w konkurencji z Google, Apple, Operą, czy Mozillą oferuje produkt nie w pełni wartościowy. Ludzie nie zapominają.

edge

Po trzecie – a może „ubicie” Internet Explorera nie było potrzebne?

Na głowę upadłem? Skądże. Do premiery Windows 10 korzystałem z Internet Explorera, który u mnie, od wersji 10 sprawdzał się znakomicie. To nie była oznaka masochizmu – naprawdę lubiłem tę aplikację od Microsoftu. Explorer w ostatnich odsłonach nie był tym, czym straszy się użytkowników w Sieci – ociężałą kobyłą, pełnym błędów bublem oraz nie nadążającym za trendami niechcianym dzieckiem Microsoftu. Explorer był szybki, stabilny – po prostu taki jak trzeba. Jedno się zgadza – był niechciany. Pytanie tylko, czy Microsoft podjął dobrą decyzję porzucając ten projekt i bawiąc się w Edge’a?

Grafika: 1, 2, 3