73

Przyrównali Microsoft Edge do malware. Po takiej akcji: nie dziwię się

Microsoft Edge
Microsoft Edge z każdym miesiącem staje się coraz fajniejszą przeglądarką, ale tego samego nie można powiedzieć o jej "promocji" przez Microsoft.

Microsoft Edge jest jedną z tych przeglądarek internetowych, które naprawdę da się lubić. Korzystając z Windowsa — szerokim łukiem omijam Chrome’a, Firefoxa, Operę, bo i po co kombinować, skoro standardowe rozwiązanie Microsoftu jest naprawdę świetne? Każdy kto da się przekonać by przez kilka dni z niego pokorzystać, prawdopodobnie zgodzi się z tym, że powrót do poprzedniej przeglądarki (zwłaszcza jeżeli miałby to być Google Chrome) to zbytek łaski, bo tutaj wszystko działa szybko, intuicyjnie i bezproblemowo. A po kilku miesiącach dostrzeże jak fajnie przeglądarka się rozwija i… wtedy już tym bardziej nie ma co szukać alternatyw. Mimo wszystko Microsoft podchodzi do tematu promowania swojej przeglądarki na tyle agresywnie, że całkiem efektywnie odstrasza od niej użytkowników. Są oni na tyle zniesmaczeni, że porównują go do… malware.

Microsoft nachalnie promuje przeglądarkę Edge. Zbyt nachalnie

W czerwcu mój redakcyjny imiennik narzekał, że Microsoft zainstalował mu Edge Chromium i jeszcze się tym chwalił. Nie dziwię się, że był zaskoczony / zdziwiony / rozgoryczony, ale Microsoft już wielokrotnie udowadniał, że to jego piaskownica i jego zabawki, więc może robić co mu się żywnie podoba. Dzisiejsza sytuacja dotyczy jednak analogicznej sytuacji i złości czytelnika ZDnet, na komputerze małżonki którego nie tylko Edge się zaktualizował bez jej przyzwolenia, ale też — niczym złośliwy malware — podebrał sobie wszystkie dane z przeglądarki która była zainstalowana na jej komputerze i z której korzystała na co dzień. Chodzi, rzecz jasna, o googlowskiego Chrome’a. Mowa tam o historii odwiedzanych stron, a nawet zsynchronizowanych tam hasłach. Dlatego też w złości nazwał rzeczy po imieniu — a widzi je jak… złośliwy malware, który robi to, co ma ochotę. Może i ostro, ale gdyby się nad tym dłużej zastanowić, ta analogia ma sens. Od typowego złośliwego oprogramowania odróżnia go tylko to, że stoi za nim ogromna korporacja z których rozwiązań użytkownik korzysta na co dzień. Nie daje jej to jednak prawa do takich zagrywek, a jeśli tak się bawią, niech później się nie dziwią, że ludzie są wściekli i uciekają gdzie tylko się da.

To nie jest pierwszy raz, kiedy Microsoft przegina z promocją Edge’a

Nie dalej niż w zeszłym tygodniu Weronika informowała o akcji, w której Microsoft Edge włącza się, gdy domyślną wyszukiwarką na naszym komputerze jest Google. Do tego promowanie wyszukiwarki Bing w sposób, który dla wielu okazuje się nieakceptowalny. Słabe: tym bardziej, że gigant z Redmond w ostatnich latach buduje coraz fajniejsze produkty, a po latach bólu głowy wywoływanego przez nieszczęsnego Internet Explorera dorobili się naprawdę świetnej przeglądarki. Ale patrząc na te wszystkie zagrywki — jestem przekonany, że są mistrzami wkurzania użytkowników, którzy po takich akcjach będą uciekać od niej jak najdalej.

Źródło