lel microsoft edge
65

Szkoda tylko IE. Edge na Chromium to kontynuacja złych decyzji Microsoftu

"Tylko IE żal", gdybym miał zaśpiewać o tym, co właśnie dzieje się w po raz kolejny niezdecydowanym Microsofcie w kontekście jego przeglądarki. Edge okazał się być produktem spalonym - właściwie na własne życzenie giganta, który sprawę zepsuł w trakcie premiery następcy Explorera. Ten na Chromium najpewniej też nie będzie rynkowym hitem - a i nasuwają się kolejne problemy.

Microsoft zdecydował, że porzuci własny silnik na rzecz Chromium. Trudno by było powiedzieć o tym, żeby Google było z tego niezadowolone – open source’owy projekt z którego korzysta także Opera jest oczkiem w głowie Mountain View i firma zdążyła już nawet pochwalić Redmond za ten krok. Byłbym naprawdę zdziwiony, gdyby okazało się inaczej i Google wyraziło swoje niezadowolenie z tego powodu. Podobnie zrobiła i Opera, która również bazuje na Chromium i… jest jej z tym dobrze. Mozilla natomiast, która nie uczestniczy w tym peletonie podnosi argumenty przemawiające np. za wolnym i świadomym wyborem użytkowników – stawia się w roli alternatywy dla obecnie królującego rozwiązania.

Ale nie to jest w tym istotne: niezależnie od tego, czy Edge będzie pracował na własnym silniku, czy też skorzysta z Chromium – nowej szansy na zaskarbienie sobie sympatii użytkowników już raczej nie uzyska. Choć trzeba przyznać – to po prostu dobrze działająca przeglądarka internetowa, która jest doskonale zoptymalizowana pod system Windows 10. Korzystanie z niej istotnie wpływa na wykorzystanie energii zgromadzonej w akumulatorze laptopa – pozytywnie. Można znaleźć użytkowników Edge’a, ale wobec wielkich planów Microsoftu sprzed lat, jest ich zdecydowanie za mało.

Dlaczego Microsoft Edge przechodzi na Chromium?

Rozwijanie własnego silnika to koszt, a koszta należy optymalizować o ile się da i jest to zasadne. Księgowi z Microsoftu uznali więc, że przejście na Chromium pozwoli zapewne oszczędzić nieco pieniędzy. Co więcej, pozwoli to ujednolicić prace nad multiplatformowym produktem – Edge na Androidzie korzysta przecież z Chromium, no inaczej się po prostu nie da. W przypadku iOS jest to WebKit, ale tutaj niewiele można zrobić.

Microsoft Edge

Z jednej strony jest to decyzja dobra – pozwoli zredukować koszty, zmniejszy nieco zaangażowanie pracowników Microsoftu w projekt. Ale nie wiąże się z niczym istotnym dla użytkowników, może poza dostępnością Edge dla systemów Windows 7 oraz Windows 8.1. Dotychczas ci nie mogli skorzystać z nowego produktu Microsoftu, ten był ekskluzywny dla „dziesiątki”.

Microsoft Edge na Chromium i rozszerzenia

Wygląda na to, że Microsoft Edge w wydaniu bazującym na Chromium zaoferuje również rozszerzenia budowane z myślą o przeglądarce Chrome. Również to mogło spowodować, że gigant zdecydował się na taki krok – dotychczas deweloperzy często pomijali tę przeglądarkę w trakcie tworzenia własnych wtyczek wzbogacających pakiet funkcji bazowego produktu. Przejście na Chromium ma zagwarantować dostęp do szerokiej gamy dodatków – również tych „złośliwych”, których w świecie Google niestety nie brakuje, ani w Chrome Web Store, ani w Google Play.

Najistotniejsze jest jednak to, że nie prowadzi to do żadnych istotnych różnic dla użytkowników. Nie spodziewajmy się, że Edge będzie wyglądał / działał zupełnie inaczej niż dotychczas. Dlaczego użytkownicy mieliby masowo przenosić się z „bezpiecznego” Chrome na spapranego na samym początku Edge’a? Przy okazji – to nie jest zły produkt, bardzo go skaleczono w momencie premiery, gdy startował z masą błędów technicznych oraz bez obiecanych rozszerzeń.

W tym wszystkim szkoda jedynie Internet Explorera

W swoich najlepszych czasach (a zatem mniej więcej od wersji 9) była to po prostu dobra przeglądarka. Szybsza nawet od Google Chrome, a przy okazji nieirytująca, potrzebująca względnie niewiele zasobów i wygodna. Microsoft zdecydował się zabić ten projekt na rzecz Edge zapowiadającego zupełnie nową jakość: niestety nic z tego nie wyszło, podobnie jak z rewolucji pchanej przez Windows 10 Mobile. A wystarczyło już w trakcie premiery porzucić pomysł na nową przeglądarkę, rozwijać Internet Explorera i ewentualnie dostosować go do Chromium. Nikt by się za to nie obraził, a Microsoft nie zanotowałby ogólnego odpływu użytkowników od jego przeglądarek. Teraz jest już niestety „po ptakach”.