101

Microsoft banuje za flagę Konfederacji, kiedy to samo z flagą Stanów Zjednoczonych?

Muszę przyznać, że nie spodziewałem się, że pokłady ludzkiej głupoty sięgają aż tak głęboko. Kiedy jakiś czas temu pisałem o idiotycznej akcji wyłączenia serwerów GTA i Red Dead Redemption myślałem, że blacklivesmarketing poszumi jeszcze trochę, a potem wszystkim opadną hormony i wrócą do normalnego życia. Tymczasem sytuacja wcale się nie uspokaja, a pod pewnymi względami nawet zaostrza, prowadząc do kuriozalnych wydarzeń, jak obalanie nie tych co trzeba pomników, czy wprowadzaniu oderwanych od rzeczywistości zakazów. Kolejną firmą, która dołączyła do grona próbujących ogrzać się w płomieniu tych protestów, został Microsoft.

Diukowie Hazardu na cenzurowanym

Microsoft, właściciel gry Forza ogłosił wszem i wobec, że od tego momentu będzie banował wszystkich graczy, którzy umieszczą na swoim wirtualnym samochodzie flagę Konfederacji. Pomijając, że „Southern Cross” jeszcze do wczoraj było oficjalnym elementem flagi Missisipi (idę o zakład, że właśnie zwiększyli jej popularność w tym stanie), to w grach samochodowych jest szczególnie popularna wśród graczy, odtwarzających samochody znane z popularnych filmów.

W tym przypadku chodzi o kultowego Dodge Chargera o ksywie, o zgrozo, The General Lee. Poziom faszyzmu takich graczy jest podobny do tego, jaki prezentują grupy rekonstrukcyjne ubierające się w mundury Wehrmachtu, ale marketing ma przecież swoje prawa. Ciekawe swoją drogą co stanie się w takim razie z serialem z lat 70-tych i filmem, raptem sprzed 15 lat, w których ten samochód został użyty. Wylecą z wszystkich telewizji a taśmy, na których zostały zrealizowane, zostaną rozjechane walcem i użyte do budowy jakiego pomnika równości czy ogólnej szczęśliwości?

Kto następny…

Jeśli ktoś chciałby uzasadniać, że historycznie ta flaga niesie ze sobą złe konotacje, że była użyta w złej sprawie, to tak naprawdę zakazać trzeba by większości, jeśli nie wszystkich flag państwowych. Stany Zjednoczone pod swoją aktualną flagą dokonywały eksterminacji plemion indiańskich na terenie całego kraju, często rękami oficerów będących bohaterami Unii z wojny secesyjnej. Te masakry odbywały się nie pod łopoczącym Krzyżem Południa, tylko sztandarem Old Glory (tylko z mniejszą liczbą gwiazdek).

Powinno się też zabronić używania flagi, a już na pewno herbu Belgii, za to, co zrobił w Kongu król-zbrodniarz Leopold II. A Rosja? Choćby za rzeź Pragi i szereg innych pacyfikacji tylko w Polsce powinno wystarczyć, żeby ich godło było prawnie zabronione. A jak potraktować pańszczyznę? Przecież tak naprawdę też była forma zbliżona do niewolnictwa… Właściwie zabronić trzeba wszystkiego, przecież cofać się można w nieskończoność, co udowadniają Anglicy, chcąc usunąć pomnik cesarza rzymskiego Konstantyna Wielkiego, panującego że przypomnę w latach 306 – 337…

To już nie jest brak tylko jednej klepki…

Jeszcze chwilę i Microsoft zabroni używania w Forzie białych samochodów… Myślicie, że to żart? L’Oréal już usuwa ze swoich produktów określenia typu rozjaśnianie cery. To wszystko są przecież absurdy, niemające nic wspólnego z sytuacją Afroamerykanów w Stanach Zjednoczonych. Co gorsza, wszystkie te akcje będą miały efekt zupełnie odwrotny od tego, o jakim marzą inicjujący to szaleńcy.

Z poglądami rasistowskimi, faszystowskimi, komunistycznymi, można walczyć tylko i wyłącznie edukacją, a nie doszukując się w każdym stwierdzeniu, symbolu  ich przejawów. Owszem, są pomniki, których należałoby się pozbyć, jak choćby wspomnianego Leopolda II, ale nie powinno ruszać się symboli, których zdecydowana większość używających nie traktuje jako symbolu ideologicznego…

Flaga południa jest elementem kultury i historii tego regionu, jest także elementem popkultury i fakt, że jest czasem używana przez prawicowych troglodytów, tego nie zmienia. Miliony innych ludzi, używa jej jako elementu podkreślającego lokalny patriotyzm i niemającego dziś nic wspólnego z niewolnictwem. To nie jest flaga Rzeszy czy Związku Radzieckiego… Robiąc tak jak Microsoft, oddaje się kolejny symbol niewielkiemu procentowi nacjonalistów, utrudniając jednocześnie edukację w tym zakresie.