40

Michał Szafrański w pięć miesięcy zarobił na książce „Finansowy ninja” 880 tysięcy złotych

Dobra lektura na poniedziałek? Polecę tekst poświęcony... wydawaniu książki. I od razu napiszę, że to świetny materiał także na inne dni tygodnia i nie tylko dla ludzi, którzy noszą się z zamiarem napisania książki. Autorem treści jest Michał Szafrański, człowiek, który uczy Polaków, jak oszczędzać pieniądze. To on kilka miesięcy temu rozpoczął sprzedaż pozycji Finansowy ninja, którą sam wcześniej stworzył. A dzisiaj dzieli się tą historią i wnioskami.

Michał Szafrański i jego książka już się pojawiali na AW. Był wywiad, który znajdziecie niżej, były informacje o wynikach sprzedaży poradnika. W lipcu Paweł pisał, że autor „zarobił” na przedsprzedaży książki ćwierć miliona złotych. Pojawił się cudzysłów, ponieważ chodziło o przychody ze sprzedaży. Nawet to robiło wrażenie. Potem Grzegorz aktualizował wyniki sprzedażowe, ale w porównaniu z najświeższymi rezultatami tamte liczby bledną.

Wydaje mi się, że “Finansowy ninja” to rekord self-publishingu w Polsce. Niestety żaden inny autor o podobnej skali nie ujawnił swoich wyników sprzedażowych (jeśli się mylę, to sprostujcie proszę). U mnie pięciomiesięczny przychód wyniósł 1,653 mln zł brutto. Koszty zamknęły się w 429 tys. zł brutto, zysk przed opodatkowaniem przekroczył 1,18 milion zł, a zysk na czysto – po podatkach i darowiznach dla Pajacyka – zamknął się w kwocie 880 tys. zł.

Dobrze widzicie – Michał Szafrański zarobił blisko 900 tysiecy złotych na książce. Udało się to osiągnąć w pięć miesięcy. Oczywiście praca nad nią trwała znacznie dłużej, to proces, który trwał kilka lat, lecz efekt i tak jest piorunujący. Czy autor podaje te liczby po to, by się chwalić sukcesem? Częściowo pewnie tak, bo jest się czym chwalić, ale to nie jest prężenie klaty na pokaz – znowu mamy do czynienia z lekcją. Szafrański przygotował kompendium wiedzy na temat powstawania pozycji Finansowy ninja, a dzisiaj pojawiła się pierwsza część. Napiszę od razu, że tekst jest naprawdę długi i jeśli ktoś myśli, że przeczyta go w przerwie w pracy, to się myli. Chyba, że ma naprawdę długie przerwy…

Nie zamierzam streszczać wpisu, bo to się nie uda, nie czuję się też na siłach, by to zrobić – po prostu wypada przeczytać całość. Michał Szafrański krok po kroku tłumaczy, dlaczego zdecydował się na self-publishing, a nie na współpracę z wydawcami. Muszę przyznać, że jest to bardzo gorzka lektura – pokazuje, że rynek książki w Polsce jest chory. Autor książki jest „dojony”, a beneficjentami jego pracy są wydawnictwa oraz np. księgarnie (te duże):

Ile pieniędzy wydawca płaci sieci sprzedaży kolportującej książkę? W przypadku największych księgarni – Empik i Matras – stawki dochodzą nawet do 50–55% ceny okładkowej książki. To one są prawdziwymi beneficjentami rynku książki. Obiektywnie zostaje niewiele pieniędzy na pokrycie reszty kosztów. Ale spójrzmy jeszcze, co stanie się, jeśli wydawca sprzeda książkę bezpośrednio – przez swój sklep internetowy. Zatrzyma wtedy te 50–55% dla siebie (albo 30–40% jeśli zdecyduje się zaoferować rabat klientowi). Czy wypłaci więc więcej autorowi? Absolutnie nie.

Zapewniam, że takich „perełek” w tekście znajdziecie znacznie więcej, dowiecie się, dlaczego wielu autorów dostaje grosze za swoje książki. Niektórym pewnie nadal wydaje się, że z ceny okładkowej autor zgarnia lwią część – nic bardziej mylnego. Może liczyć na kilka procent tej sumy. Chyba, że zdecyduje się na self-publishing, jak Michał Szafrański. Lek na całe zło? Z pewnością nie w każdym przypadku – spec od oszczędzania tłumaczy, jakie są wady i zalety obu rozwiązań, pisze dużo o tym, że wydanie książki na własną rękę oznacza bardzo dużo pracy, stwarza spore zagrożenie, wymaga poniesienia kosztów, nim pojawią się pierwsze przychody. Ale finalnie może się okazać strzałem w dziesiątkę. Autor udowadnia, że wydając książkę z wydawnictwem musiałby liczyć na to, że sprzeda się ona w osiem (!) razy większym nakładzie, by mógł zarobić te 880 tysiecy złotych. Daje do myślenia.

Szafrański poinformował, że w kolejnych wpisach skupi się na:

Technologii i rozwiązaniach, których użyłem do samodzielnej sprzedaży książki w Internecie.
Procesie pisania książki, czyli wszystkim co wiąże się z tworzeniem treści.
Przygotowywaniu książki do druku oraz wyborze drukarni i wyzwaniach, które pojawiły się w trakcie.
Planie promocji książki i jego realizacji.

Wierzę, że znajdę tam sporo treści na temat, o którym wcześniej nie miałem pojęcia. Na tym właśnie polega urok owego „poradnika”: wcześniej rzadko o tym mówiono/pisano – zwłaszcza w Polsce. Michał Szafrański pokazuje nam od kuchni, jak wygląda ten biznes. Dobra lektura – jeszcze raz polecam i odsyłam do tekstu.


Niedawno uruchomiliśmy serwis z Pracą w IT! Gorąco zachęcamy do przejrzenia najnowszych ofert pracy oraz profili pracodawców