messenger
7

Messenger zwariował. Ludzie dostawali wiadomości m.in. od zmarłych…

Fatalna passa Facebooka trwa w najlepsze. Wpadka sprzed kilku godzin koncentruje się na... Messengerze — i dostarczaniu przez niego archiwalnych wiadomości, oznaczonych jako nieprzeczytane.

Jeżeli znowu daliście się nabrać na to, że zła passa Facebooka już dawno za nim — to nie mam dla was najlepszych wiadomości. Szczególnie, jeżeli na co dzień korzystacie z jego usług. Serwis non-stop zalicza wpadki, a ten rok to… kpina. Biorąc pod uwagę to, jaką jest potęgą i jakie tęgie głowy nad nim pracują, to wręcz niewiarygodne, że tak się sprawy mają. Ostatnio czytaliśmy o usunięciu 1,5 miliarda fałszywych kont, chwilę wcześniej zaś przyznał się, że śledzi i podsłuchuje nasze rozmowy (zobacz: Facebook przyznaje się do podsłuchiwania i śledzenia rozmów, ale przecież to dla naszego dobra). Nie wspominając już o kolejnym wycieku danych. Kolejnym na przestrzeni ostatnich tygodni — bo wszystkie wspomniane wiadomości to tylko listopad. A jak wiadomo: od początku roku działo się dużo, duuużo, więcej. Ale dzisiejsza sprawa związana jest ściśle z… Messengerem.

Messenger ni z tego, ni z owego, serwował losowe archiwalne rozmowy. Bo tak

Kilka godzin temu użytkownicy zaczęli skarżyć się na to, że archiwalne wiadomości wyskakują im w komunikatorze jako nieprzeczytane, a Messenger bombarduje ich pakietem powiadomień z nimi związanych. Na reakcję Facebooka długo nie trzeba było czekać: w rozmowie z The Verge przyznali, że wiedzą o problemie i w pocie czoła pracują nad załataniem błędu, który wprowadza użytkowników w zakłopotanie. Bo oto ni z tego, ni z owego, trafiają do nich stare wypowiedzi, które bez kontekstu niekoniecznie mają sens.

Jedne nie mają sensu, inne okazują się niezwykle bolesne — jak te od ludzi, którzy bezpowrotnie zniknęli z ich życia. Algorytmy jednak nie są na tyle łaskawe, by brać takie rzeczy pod uwagę. Przez błąd ludzie otrzymywali stare-nowe wiadomości także od tych, którzy odeszli z tego świata. Mało przyjemna niespodzianka, no i bonusowe rozdrapywanie ran, na które raczej nikt o zdrowych zmysłach się nie pisze.

Po kilku godzinach problem został naprawiony, ale jestem przekonany że ludzie dla których takie „wspominki” zbolały, na długo zapamiętają przygodę, którą bez pytania zaserwował im Facebook.

Jak to się dzieje, że to wciąż działa?

Wspominałem już kiedyś, że swojego prywatnego konta w serwisie pozbyłem się dobrych kilka lat temu — i absolutnie nie planuję powrotu. Ani do Messengera (bo znam dużo lepszych komunikatorów), ani do samej społeczności. Obserwując jednak tegoroczne wydarzenia w serwisie, nie mogę się nadziwić temu, że ludzie wciąż jeszcze masowo stamtąd nie uciekają. I zastanawiam się co jeszcze musi się stać, by do tego doszło? A może Facebook jest już na tyle wielki, że stał się niezniszczalnym, a jedynie dziurawym jak szwajcarski ser, tworem?