16

Nie kupiłbym telefonu bez złączy, ale jego istnienie to korzyść dla Meizu, dla nas i dla całego rynku smartfonów

meizu zero
Meizu Zero rezygnuje ze złączy, slotu na kartę SIM, czy nawet otworu na głośnik. Szaleństwo? No pewnie! Czy chciałbym taki telefon? No pewnie! Że nie. Niemniej, kibicuję mu z całego serca.

No i proszę! Wydawało mi się, że 2019 rok upłynie w świecie smartfonów pod znakiem dziur w ekranach, a tu jeszcze w styczniu znalazła się niepokorna firma, która oferuje coś zupełnie przeciwnego. Po co dziury w ekranach, spytacie? Meizu pyta, po co w ogóle jakiekolwiek otwory i wypustki w telefonie.

Mogliście już o nim słyszeć – Meizu Zero rezygnuje z jakichkolwiek załamań na monolicie obudowy. Głośnik został wbudowany w wyświetlacz, podobnie zresztą jak czytnik linii papilarnych, zabrakło portu USB C, bo zamiast niego mamy korzystać tylko z szybkiego ładowania indukcyjnego, a wystające przyciski zostały zastąpione pojemnościowymi na boku obudowy. Zapomnijcie też o karcie SIM – Zero wspiera wyłącznie standard eSIM. Dlaczego? Najlepsza odpowiedź to chyba “a dlaczego nie”.

Nie ulega wątpliwości, że w przypadku Meizu ten model to głównie pokaz technologicznej siły i umiejętności projektantów sprzętu – sposób na zwrócenie na siebie uwagi. Myślę, że gdybym sam kupił sobie Zero, jego unikatowe funkcje częściej by mnie denerwowały, niż zachwycały. Jestem przekonany, że nie stanie się sprzedażowym hitem. Ale jego powstanie to sytuacja win-win dla Meizu, użytkowników i całego rynku smartfonów. No, to w sumie win-win-win.

Meizu zagrało sprytnie, Apple przejmie pałeczkę

Mistrzem we wmawianiu użytkownikom czego potrzebują zamiast odpowiadania na ich żądania było od zawsze Apple. Dlatego sądziłem, że to właśnie ta firma wprowadzi jako pierwsza telefon bez żadnych złączy. Szczególnie, że forsują “bezkablowe” podejście do elektroniki już od dawna.Wiecie, ludzie są przywiązani do iOS, więc takiego iPhone’a Zero tak by kupili – nawet jeśli na początku byliby do niego nastawieni sceptycznie. Gigant z Cupertino troszkę się jednak zmienił. Teraz na pionierstwie mu już nie zależy, bo nawet jeśli wprowadzi coś lata po konkurencji, i tak wypromuje tę rzecz na niespotykaną wcześniej skalę.

Nadal jestem przekonany, że iPhone’y w końcu pozbędą się wszystkich dziurek, ale tymczasem sytuację wykorzystało Meizu. Zero stawia Chińczyków na piedestale innowacyjności. Ludzie, którzy pod każdym materiałem wspominającym rozpromowanie wcięcia w ekranie przez Apple muszą pochwalić się swoją niesamowitą wiedzą i napisać “jak to, pszeciesz pierszy był Essential Phone”, w przypadku smartfonów bez złączy będą odnosili się do Meizu.

Z jednej strony to stara sztuczka. W przypadku Meizu, najwięcej szumu od zawsze robiły ich eksperymenty, takie jak telefon z drugim ekranem na pleckach czy smartfon Ubuntu, ale o nich łatwo było zapomnieć, bo nigdy nie przyjmowały się szerzej. Zero jest inny – najprawdopodobniej pokazuje kierunek rozwoju całej branży.

Tak dziwny pomysł przysłuży się rynkowi

No właśnie, ale jakie są w takim razie korzyści dla rynku i użytkowników? Jesteście zachwyceni brakiem możliwości podłączenia do telefonu jakichkolwiek przewodowych słuchawek? A może skazaniem się wyłącznie na indukcyjne ładowanie? Pewnie średnio. Spójrzcie na to jednak z innej strony – Meizu Zero to skrajny przypadek. Kolejnym mogą stać się iPhone’y. Nikt nie każe Wam korzystać z takich urządzeń i wątpię, by szybko stały się standardem, ale jeszcze kilkoro takich szaleńców i zapewnimy sobie szybki rozwój naprawdę użytecznych technologii.

eSIM od dawna nie potrafi się do końca przyjąć, a przecież jest znacznie wygodniejszym i nowocześniejszym rozwiązaniem od tradycyjnych kart. Moja, po kilku latach przekładania z urządzenia do urządzenia, wygląda jakby co tydzień zjadał ją pies. A ja musiałbym ją później odzyskiwać na różne obrzydliwe sposoby.

Szaleńcy wypromują nowe standardy

Po co tracić miejsce na głośniki, które zwiększają gabaryty telefonu i które łatwo zakryć dłonią, skoro ich rolę mógłby przejąć rezonujący ekran? Do czego nam prawdziwe, fizyczne przyciski, pod którymi zbiera się brud, skoro zaawansowane wibracje potrafią już świetnie je udawać? Narzekamy na kompresję dźwięku w słuchawkach bluetooth (swoją drogą trzeba mieć niezły słuch, by wychwycić takie rzeczy podczas słuchania muzyki na telefonie w podróży), no to może przydałby się kolejny ruch, który popchnąłby branżę do ulepszenia tego standardu. A wyrzucenie portu Lightning z iPhone’ów właściwie stworzyłoby rynek fajnych, bezprzewodowych akcesoriów.

Właśnie! To samo z ładowaniem indukcyjnym. Ładowarki tego typu niemal nigdy nie są dołączane do pudełka z telefonem – jedyny wyjątek, z którym sam się spotkałem, to Xiaomi Mi Mix 3. Dzięki Meizu Zero, iPhone’owi bez złączy i innym podobnym modelom, konkurencja również zacznie intensywniej promować bezprzewodowe uzupełnianie energii. Nie zabierając przy tym USB C.W kawiarniach, na lotniskach czy w biurach pojawi się znacznie więcej mat ładujących. Oczywiście ładowanie stanie się też szybsze, co widać już po Meizu Zero – inżynierowie firmy długo pracowali nad efektywnym systemem indukcyjnego uzupełniania energii.  Same plusy!

Nawet dziwne pomysły są lepsze od stagnacji

Czasami te bezmyślne, jak wydawałoby się, wyścigi o sam fakt bycia w czymś pierwszym, wychodzą nam wszystkim na dobre. Podobnie jak postawa „my też tak potrafimy!”. Nawet pomysły, które dla wielu osób są na pierwszy rzut oka bezsensowne, są dużo lepsze od stagnacji. Dlatego biję brawo Meizu i kibicuję ich pomysłowi na futurystyczny minimalizm. Tak “skrajnego” sprzętu sam bym na pewno nie wybrał, ale to dzięki niemu smartfony będą w przyszłości wygodniejsze w obsłudze i po prostu lepsze.

PS. Wiadomość z ostatniej chwili – koncepcyjny smartfon Vivo Apex 2019 również zrezygnował z portu USB C. Robi się ciekawie.