Google

Masz prawo do bycia zapomnianym - również przez wyszukiwarkę Google

14

Google nie ma szczęścia do Europy. Tutejsze prawo dość znacząco odstaje od tego, z czym firma ma do czynienia w swoich rodzimych stronach. Rezultaty tego są widoczne jak na dłoni. Choćby dziś, kiedy wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE amerykański koncern został obarczony obowiązkiem umożliwienia u...

Google nie ma szczęścia do Europy. Tutejsze prawo dość znacząco odstaje od tego, z czym firma ma do czynienia w swoich rodzimych stronach. Rezultaty tego są widoczne jak na dłoni. Choćby dziś, kiedy wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE amerykański koncern został obarczony obowiązkiem umożliwienia użytkownikom usuwania z wyszukiwarki linków prowadzących do ich osobistych danych.

Nie chcę, żeby zabrzmiało to niczym agitacja wyborcza, ale europejskie prawo wydaje się dość skutecznie chronić prywatność oraz bezpieczeństwo użytkowników w konfrontacji z wielkimi koncernami. Co by nie mówić o tęgich głowach w Strasburgu czy Brukseli, często angażują się w te kwestie z pożytkiem dla nas, internautów. Niestety przeplata się to z dziwactwami w stylu ACTA i mu podobnymi...

Doskonałym tego przykładem jest dzisiejszy wyrok Trybunału Sprawiedliwości. Sędziowie orzekli, że każdy ma prawo do bycia zapomnianym w internecie, a Google nie może tego utrudniać. Tym samym, każdy powinien mieć możliwość zażądania od Google usunięcia linków, które prowadzą do stron z jego danymi osobowymi.

Cała sprawa ma początek w Hiszpanii. Jeden z tutejszych internautów domagał się usunięcia z Google linków prowadzących do strony internetowej gazety, gdzie umieszczono ogłoszenie o licytacji jego nieruchomości ze względu na długi (nie płacił składek na ubezpieczenie). Sprawa miała miejsce w 1998 roku i Hiszpan już dawno wszystkie długi uregulował. Jednak po wpisaniu jego nazwiska w Google link do strony ciągle się pojawiał. Tamtejszy urząd odpowiadający za ochronę danych osobowych uznał, że niemożliwe jest usunięcie ogłoszenia ze względu, gdyż jest ono ogłoszeniem urzędowym. Hiszpan jednak jednocześnie ubiegał się zlikwidowanie śladów publikacji w wynikach wyszukiwarki i akurat ten wniosek urząd jak najbardziej przepuścił. Zresztą nie on jeden. Agencja Reuters podaje, że łącznie tego typu spraw może być nawet 180.

Europejski Trybunał orzekł, że Google ma obowiązek usuwania linków do stron z danymi osobowymi na żądanie użytkowników. I nie ma tutaj znaczenia, czy strona jeszcze funkcjonuje czy też nie. Wpływu na to nie ma również kwestia zgodności z prawem danego komunikatu. Koncern musi się dostosować i kropka. Jest to o tyle ciekawe, gdyż .

Podstawowym argumentem Trybunału było to, że indeksowane przez wyszukiwarkę treści są niejako wyrwane z kontekstu. Google może zatem dostarczyć komunikat o tym, że nasz dom został wystawiony na aukcję, ale już nie musi tuż obok publikować informacji, że wszystko spłaciliśmy, albo cała sprawa była jednym wielkim nieporozumieniem.

Przedstawiciele Google oczywiście radością nie tryskają. Firma zawsze twierdziła, że nie ponosi odpowiedzialności za publikowane w internecie treści, a jedynie je indeksuje. Niemniej od pewnego czasu regularnie usuwa wyniki, które prowadzą do stron łamiących prawa autorskie. Teraz będzie również musiała udostępnić narzędzia pozwalające na składanie stosownych wniosków mieszkańcom Europy.

Piotr Zalewski z Google Polska odnosi się do całej sprawy następująco:

Z perspektywy wyszukiwarek i wydawców internetowych wyrok rozczarowuje. Jesteśmy bardzo zaskoczeni, że tak znacznie różni się od opinii Rzecznika Generalnego, a w tym od ostrzeżeń i konsekwencji, które wcześniej wskazał. Potrzebujemy teraz czasu na jego przeanalizowanie.

Jakie to może mieć znaczenie w perspektywie długoterminowej? Google stanie się cenzorem w sieci, ale bynajmniej nie z własnej woli. Tak naprawdę koncern nie będzie miał kontroli nad tym aspektem (zakładając, że konsekwentnie zrealizuje postanowienia Trybunału). Ma to swoje dobre strony. Dzięki instrumentom pozwalającym na usuwanie osobowych danych z wyszukiwarki możemy ukrócić proceder cyberprzemocy. Internet stał się dziś potężną bronią. Zniszczenie jednostki za jego pomocą wcale nie jest szczególnie trudne. Dotąd, nie licząc organów ścigania, użytkownik był pozbawiony narzędzi, które mogły go wesprzeć w walce z oprawcami.

Przy czym jednak może to też prowadzić do nadużyć. Podstawowe pytanie brzmi bowiem, na jakiej podstawie i kto będzie decydował o tym, które treści kwalifikują się do usunięcia z wyszukiwarki, a które nie? Google? W ten sposób właściwie każdy będzie mógł ukrywać w sieci niewygodne informacje na swój temat. A jeśli zabiorą się za to osoby publiczne? Celebryci, politycy i inni? Trybunał Sprawiedliwości podjął bardzo ważną decyzję i musi się liczyć teraz z tego konsekwencjami. W przeciwnym wypadku powstanie bubel prawny, który doprowadzi do tego, że każdy będzie mógł sobie cenzurować internet jak mu się żywnie podoba. To absurdalne. Analogia "przycinania na miarę" wyników wyszukiwania w Chinach nasuwa się tutaj sama, czyż nie?

Paradoksalnie docieramy do momentu, w którym walka o prawa obywatelskie, prywatność i dobro jednostek doprowadza do łamania tychże. Bo czym innym jak nie ograniczaniem dostępu do informacji będzie owo rozwiązanie?

Swoją drogą to zabawne. Google w USA w rankingu koncernów wydających najwięcej na lobbing zajmuje drugie miejsce (łącznie inwestuje tutaj 18 mld rocznie). Tymczasem w Europie ciągle miewa problemy. Nie odnoszę się tutaj już konkretnie do tej sytuacji. Biorąc pod uwagę, że decyzję podjął Trybunał Sprawiedliwości, moglibyśmy mówić tutaj raczej o korupcji, a nie lobbingu. W bardziej ogólnej perspektywie widać jednak, że UE potrafi napsuć krwi włodarzom amerykańskiej firmy.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu