15

Jeżeli nigdy nie graliście w Mass Effect, to najlepszy moment, żeby zacząć

Komandor Sheppard po liftingu jest gotowy (gotowa) wziąć się za bary z 2021 rokiem. Mass Effect: Legendary Edition to fantastyczny remaster i wspaniała gratka dla fanów serii, a także tych, którzy nigdy wcześniej się na nią nie skusili.

Mass Effect: Legendary Edition to zremasterowana kolekcja wszystkich trzech odsłon serii oraz ponad 40 DLC. Wszystko to dostosowano do rozdzielczości 4K, dodając masę nowych modeli graficznych, wysokiej jakości oświetlenie, shadery i inne wodotryski graficzne. Nie zabrakło też wsparcia dla HDR oraz ekranów 21:9. Na PC gry wspierają DX11 oraz kontrolery Xbox. Usprawniono też udźwiękowienie oraz zaktualizowano przerywniki filmowe.

Najwięcej tych nowości oczywiście jest dostrzegalnych w pierwszej odsłonie serii, która na przestrzeni lat mocno się zestarzała. Gra jest o wiele jaśniejsza niż pierwowzór. Modele postaci i tekstury stały się znacznie bardziej szczegółowe. Dodanie nowych filtrów, cieni i efektów świetlnych natomiast mocno wpłynęło na ogólny klimat produkcji.

W większości są to zmiany na lepsze, choć nie da się nie uronić łezki nad typową dla oryginału ciężką atmosferą, spowijającą wszystko w ogół mgłą (szczególnie daje się to odczuć na Eden Prime) i charakterystycznym ziarnem. Trudno tu dywagować na ile w ME było to podyktowane istniejącymi w 2007 roku ograniczeniami sprzętowymi, a na ile artyzmem. Remaster idzie bowiem w trochę innym kierunku – gra wydaje się bardziej klarowna, a miejscami wręcz sterylna.

Co ciekawe BioWare w remasterze nie grzebało zbyt mocno przy animacjach postaci. A te mocno trącą myszką – mam tu na myśli nie tylko mimikę twarzy, ale też poruszanie się postaci. Przykładowo męska i damska wersja Sheparda korzysta z tego samego zestawu ruchów. Decydując się na tę drugą czuć pewne niedopasowanie. Szczególnie, że twórcy przenieśli oryginalną twarz kobiecą z trzeciej części do dwóch poprzednich.

Jedynka to również mocno poprawione sterowanie pojazdem Mako, lepsze strzelanie (dużo lepsze!) i poprawki w AI. Dokonano też dużych zmian w balansie rozgrywki. Widać, że najwięcej uwagi twórcy przywiązali właśnie do tej części. Druga i trzecia odsłona w końcu nie zestarzały się aż tak bardzo.

We wszystkich trzech grach ujednolicono też HUD, dzięki czemu doświadczenie płynące z przechodzenie ich jedna po drugiej jest bardziej spójne. W ME2 i ME3 oczywiście będziemy mogli zaimportować naszą postać z poprzedniej części (zresztą jest nawet osiągnięcie do wbicia za grę jedną postacią przez cały czas).

Nowością jest też tryb fotograficzny, który pozwala spojrzeć na grę z zupełnie innej perspektywy. Sam nie jestem wielkim fanem tego typu narzędzi, ale z pewnością znajdzie ono swoich fanów. BioWare zresztą zachęca się do dzielenia ujęciami w social mediach pod tagiem #MyShepard.

Gra działa w 60 klatkach na sekundę i 4K na PS5 oraz Xboksie Series X|S. Na konsoli Microsoftu możemy uzyskać 120 kl/s przy rozdzielczości 1440p. Na PC natomiast górny limit to aż 240 fps-ów i 240 Hz.

Minusy? Jest kilka. Poza wspomnianymi już zaniedbanymi animacjami (z drugiej strony to remaster a nie remake), zabrakło możliwości częściowej zmiany języka. W ME i ME2 możemy grać tylko i wyłącznie z polskim dubbingiem. Nie ma możliwości ustawienia anglojęzycznych dialogów i polskich napisów. To spora wada – szczególnie, że w ME3 dubbingu nie ma i spolszczenie jest kinowe. Mało tego, w ME i ME2 głosy podkładają zupełnie inni aktorzy. Czarę goryczy przelewa fakt, że dwa DLC do Mass Effect 2 nie zostały przetłumaczone… wcale.

Zabrakło też trybu multiplayer w ME3, który teoretycznie może jeszcze zostać dodany. Krąży wokół ego tematu nieco plotek. Ale oczywiście nie jest to kluczowy element, który czyni z trzeciej części cyklu grę wyjątkową. Spokojnie można się bez niego obejść.

Nie pogardziłbym też mocniejszym odświeżeniem ME2 i ME3. Mam wrażenie, że cała para poszła w ulepszenie jedynki, a w dwóch kolejnych częściach tych zmian jest relatywnie mało. Trudno tutaj je porównywać ze współczesnymi produkcjami, ale ogólnie rzecz biorąc pod względem technicznym wypadają na ich tle trochę słabo.

Zaskakuje też cena – ponad 250 złotych za remaster 3 gier to relatywnie dużo. Dla porównania 2K za trzy części Mafii krzyknęło sobie 170 złotych. Nie sądzę, żeby remastery, jakiekolwiek by nie były, zasługiwały na to, żeby sprzedawać w cenie pełnowartościowych nowych gier z segmentu AAA.

Nie zmienia to jednak faktu, że cała trylogia to jedna z najlepszych opowieści sci-fi, jakie kiedykolwiek powstały i prawdziwa gratka dla każdego (nie tylko fanów). Jeżeli zatem dotąd nie mieliście okazji poznać losów Sheparda, to najlepszy możliwy moment. Czeka na Was ok. 100 godzin zabawy, a zapewniam, że dla wielu będzie to wręcz osobiste doświadczenie. Pod względem fabularnym ME nie zestarzał się bowiem wcale – ciągle grzeje jak mało co i plasuje się w czołówce gier s-f (jeśli nie w ogóle gier wideo).

Pozostaje teraz tylko pytanie, kiedy Dragon Age Legendary Edition…