19

Marcin Przasnyski: Rząd udaje, że pomaga programistom

Autorem artykułu jest Marcin Przasnyski z StockWatch.pl. To jest jeden z wielu spotykanych w internecie wpisów z serii: u nas jest gorzej niż za granicą. Zaraz zobaczycie, jak w prosty sposób można rozpędzić maszynę innowacji, przyciągnąć największe światowe korporacje i wspierać lokalnych twórców. Oczywiście nie u nas. Nasz rząd markuje ruchy, udaje że pomaga, a […]

Autorem artykułu jest Marcin Przasnyski z StockWatch.pl.

To jest jeden z wielu spotykanych w internecie wpisów z serii: u nas jest gorzej niż za granicą. Zaraz zobaczycie, jak w prosty sposób można rozpędzić maszynę innowacji, przyciągnąć największe światowe korporacje i wspierać lokalnych twórców. Oczywiście nie u nas. Nasz rząd markuje ruchy, udaje że pomaga, a tak naprawdę odbiera przywileje ludziom budującym kapitał intelektualny.

Od stycznia graficy, muzycy, pisarze, tekściarze, fotograficy, ogólnie biorąc artyści – czyli wszyscy, którzy tworzą, także autorzy kodu programistycznego – utracą możliwość odliczenia od dochodu połowy przychodów powyżej kwoty ok. 85 tys. zł rocznie. Można mieć różne opinie na ten temat, dla jednych 7100 zł miesięcznie to dużo, inni zarabiają tyle za jeden występ. Ale faktem jest że wzrosną obciążenia podatkowe twórców. I znów, jeden powie że i tak długo utrzymały się bardzo korzystne, niskie podatki (efektywnie 9 proc. od przychodu), inny powie że większość i tak zarabia mniej, a jeszcze inny, że w ten sposób do końca zdołuje się polską kulturę i sztukę. Nie sposób rozstrzygnąć tego bez punktu odniesienia.

Zanim jednak po taki punkt sięgnę, przypomnę iż ulgowy dotychczas system opodatkowania twórców dotyczy tylko osób prywatnych. Spółki, czyli firmy – nawet jeśli wytwarzają dobra niematerialne, licencje czy inne składniki kapitału intelektualnego – opodatkowane są tak samo jak huty, kopalnie czy fabryki nakrętek. W takiej sytuacji jedynym rozsądnym rozwiązaniem, aby ulg nie tracić, jest zawieranie umów autorskich z fizycznymi twórcami. To jest prawdziwy powód stosowania umów o dzieło, potocznie zwanych śmieciowymi.

W przeciwnym razie – czyli trzymając twórców na etatach – dopłaca się bezcelowo podatek dochodowy. Tutaj można oczywiście dodać, że jakaś część podatników stosuje takie umowy fikcyjnie. Ale szara strefa nie jest wielka. Naprawdę trudno jest udowodnić na kontroli, że stróż, kierowca czy handlowiec wytworzył jakieś dzieło. Poza tym trzeba je pokazać. Tak naprawdę umowy o dzieło dotyczą w większości wypadków firm, gdzie te dzieła powstają: redakcji, pracowni projektowych, agencji reklamowych i temu podobnych.

Przez podniesienie podatków pada, a przynajmniej osłabia się ostatni bastion zachęcający twórców do uprawiania działalności twórczej, która nie jest prosta ani bezbolesna, o czym przekonał się każdy, kto próbował pisać choćby prostego bloga. Tym bardziej, nie da się tworzyć bez wcześniejszego poznawania kultury, czyli inwestowania czasu i pieniędzy w rozwijanie swego wnętrza.

Swoją drogą nie ma większej obawy, że nawet dobrze zarabiający twórca zbuduje na niskich podatkach imperium finansowe. Osobnicy ci mają raczej skłonność do wystawnej konsumpcji, a także inwestowania w drogie chemikalia pomagające im w kreowaniu kolejnych dzieł. Co najwyżej mogą przegrać nadwyżki na giełdzie, bo przecież sami nie znają się na biznesie, lecz właśnie na sztuce.

Wróćmy jednak na ziemię i zobaczmy, jak to robią inni. Czy ktoś zauważył, że po zakupie appki z AppStore, na maila przychodzi paragon wystawiony przez ITunes S.a.r.l? Jest to spółka z Luksemburga, założona tam nie dlatego, że Steve Jobs lubił szynkę ardeńską (tamtejsza potrawa narodowa). Argumentem jest system podatkowy, który zwalnia z podatku 80 proc. przychodów pochodzących z obrotu prawami autorskimi. Efektywna stawka podatkowa w takim wypadku to niewiele ponad 5 proc. Dotyczy to również domen. Zachęta jest kusząca nie mniej niż wspomniana aromatyczna szynka.

Inny przykład: zarówno Google jak i Facebook mają europejskie centrale w Irlandii, o Microsofcie nie wspominając. Zarówno za reklamę w AdWords, jak i za promowanie postów na FB dostajemy rachunek z kraju Św. Patryka. Miłość do piwa i muzyki U2? Nic podobnego – znów chodzi po prostu o podatki. Ten kraj pozwala na odliczenie do 80 proc. kosztów od podstawy opodatkowania z obrotu prawami autorskimi, pozwala też amortyzować prawa nabyte w tym celu z zewnątrz.

Efektywna stawka podatkowa może więc spaść nawet do 2,5 proc. (standardowy CIT to 12,5 proc.). Ponadto Irlandia oferuje 25-proc. ulgę podatkową na wydatki na badania i rozwój, nie tylko u siebie, lecz na terenie całej Unii. Nietrudno odpowiedzieć, co oba kraje robią w ten sposób: ściągają do siebie wiodące światowe firmy, oraz wspierają akumulowanie i tworzenie kapitału intelektualnego przez reinwestycje. I – po prostu – dają więcej zarobić twórczym ludziom, przez co rośnie nie tylko ich zadowolenie, ale także skłonność do dalszej pracy twórczej.

Gdybym był płaczką, to powinienem teraz zapłakać nad losem naszych programistów, którzy swoim wysiłkiem i pracą mimo wszystko ciągną polską myśl techniczną do przodu. Zdobywają nagrody na konkursach koderskich, wygrywają rozmaite konkursy, tworzą konkurencyjne rozwiązania, natomiast ojczyzna nie chce o nich konkurować. Jedyne na co nas stać to ruchy pozorne: podarowanie Obamie pudełka z Wiedźminem, czy zorganizowanie nasiadówki przy wodzie mineralnej w Ministerstwie Gospodarki. Ostatnio w obstawie oficjeli pojechała do Korei delegacja twórców gier, żeby tam sobie radzili.

Tymczasem firmy same mówią co je boli: nieżyciowe przepisy blokujące crowdfunding, zbyt krótkie rozliczanie podatku u źródła, niekorzystne przepisy przy sprowadzaniu licencji na własne potrzeby. Nikt nie woła o żadne ulgi, takie jak od przyszłego roku dostaną firmy brytyjskie. Nikt nie chce mniejszych podatków, o dotacjach nie mówiąc, mimo że w Kanadzie można dostać nawet 33 proc. zwrot poniesionych kosztów. Nikt nie wpada też na karkołomne pomysły rozwoju uczelni kształcących grafików czy programistów. Nasi przedsiębiorcy mówią na razie tylko tyle: przestańcie nam przeszkadzać.

Ciekawe na ile wystarczy im jeszcze cierpliwości i czy nie łatwiej zamiast czekać, będzie im skosztować luksemburskiej szynki lub irlandzkiego piwa.

Rysunek – Jerzy Wasiukiewicz.