40

Premier Morawiecki pisze do CEO Netfliksa prośbę o usunięcie błędów w dokumencie „Ivan Groźny z Treblinki”

Zakłamywanie historii poza granicami Polski i przedstawianie nazistowskich obozów zagłady jako polskich trwa od wielu lat. Polska walczy z tym nieustannie interweniując za każdym razem, gdy takie przekłamanie pojawi się w zagranicznych mediach. Tym razem u CEO Netfliksa interweniuje premier Polski Mateusz Morawiecki.

O swoim liście do CEO Netfliksa Reeda Hastingsa, premier Polski poinformował na swoim profilu na Facebooku, dodając do postu treść tego listu w języku polskim i niemieckim, wraz z rzeczywistą mapą Europy w 1942 roku.

Napisałem list do szefa Netflix pana Reeda Hastingsa w sprawie nieścisłości historycznych w produkcjach filmowych na tej…

Opublikowany przez Mateusz Morawiecki Niedziela, 10 listopada 2019

O co chodzi dokładnie? Otóż w udostępnionym niedawno dokumencie „Ivan Groźny z Treblinki” premier dopatrzył się nieścisłości właśnie, co do mapy Europy, którą przedstawiono w tym filmie. Widnieją na niej lokalizacje obozów koncentracyjnych, ale oznaczone tylko po części jako obozy nazistowskie, a po części bez takiego oznaczenia i to mieszczące się w obecnych granicach Polski.

W swoim liście premier Morawiecki zwraca uwagę CEO Netfliksa dokładnie na tę mapę, którą widzicie wyżej:

Niedawno opublikowany serial The Devil Next Door przedstawia mapę, która niezgodnie z prawdą umieszcza kilka niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych we współczesnych granicach Polski. Brak też jakiegokolwiek komentarza lub wyjaśnienia, że obozy te były zarządzane przez Niemcy. Mapa nie tylko jest nieprawdziwa, ale wprowadza widzów w błąd, sugerując im, że Polska była odpowiedzialna za założenie i prowadzenie tych obozów oraz za popełnione w nich zbrodnie. Mój kraj nie istniał nawet w tamtym czasie jako niepodległe państwo, a miliony Polaków zostały w tych obozach zamordowane. Z tego powodu ten element serialu jest niczym innym, jak pisaniem historii na nowo.

Można by pochwalić premiera za ten list i tę interwencję, choć z drugiej strony posypią się też pewnie słowa krytyki, choćby z tego względu, że to nie przystoi premierowi, by występować w takiej formie do szefa firmy. To nie są w żaden sposób równoważne stanowiska, już bardziej na miejscu byłaby taka interwencja ze strony ministra spraw zagranicznych Polski. Podobna fala krytyki wylała się na prezydenta Polski po wspólnym wystąpieniu z ambasadorem USA.