69

Mandaty za używanie smartfona podczas chodzenia. Jestem za, ale czy to pomoże?

Temat omawiany od kilku lat i to na różne sposoby. Czasem jest śmiesznie, czasem tragicznie, czasem tragikomicznie. Bo sytuacja, w której człowiek wpada do studzienki podczas marszu z telefonem w ręku, wydaje się być zmyślonym hollywoodzkim gagiem. A jest prawdziwą historią. Nie pomagają prośby i akcje uświadamiające ludzi, że stwarzają zagrożenie (dla siebie i innych), może wypada zastosować groźby? Na przykład mandaty i areszt. Amerykanie już się do tego przymierzają.

Niejednokrotnie podejmowaliśmy tę kwestię. Jakiś czas temu Konrad pisał o dobrej akcji uświadamiającej społeczeństwo, że maszerowanie z nosem wbitym w ekran urządzenia mobilnego, to nie do końca dobry pomysł. Inicjatywa słuszna, materiał dobry, ale nie wiem, czy to coś daje. Obejrzy to kilkaset tysięcy ludzi na całym świecie, może kilka milionów, a po kilku dniach większość i tak zapomni. Wystarczy spojrzeć na ulice i chodniki, by zobaczyć, jakie są efekty. Mam komputer ustawiony przy oknie, każdego dnia widzę mnóstwo ludzi idących z telefonem w ręku.

Akcje informacyjne, nawet te najmocniejsze, nie pomagają. Doniesienia o wypadkach też nie. A co kilka dni czytam o tym, że ktoś wpadł do morza/studzienki/pod samochód czy spadł ze schodów, bo gapił się w ekran smartfonu. Niektóre media serwują to w ramach przestrogi, inne jako coś zabawnego. Pojawiają się też informacje o krokach podejmowanych przez urzędników czy służby, by zminimalizować zagrożenie. Ścieżki przeznaczone dla użytkowników smartfonów przestają dziwić. Znaki ostrzegające kierowców też. Trasy, którymi poruszają się ludzie są coraz mocniej odgradzane od dróg, by ktoś przypadkiem nie wszedł pod samochód.

Zagadnienie jest teraz rozpatrywane w New Jersey i pojawił się tam pomysł, by przechodniów piszących na telefonie karać mandatami lub nawet aresztem. Prosta zasada: jak nie marchewką, to kijem. Jak dokładnie zostanie sformułowany zakaz? Tego na razie nie wiadomo, możliwe, że ograniczy się do przechodzenia przez jezdnię, bo wtedy ryzyko wypadku jest największe. Niewykluczone, że ta zmiana w prawie nie przejdzie, ale o podobnych pomysłach pewnie jeszcze usłyszymy – jak nie w USA, to w innych regionach świata. I dobrze.

Dobrze, ponieważ za bezpieczeństwo na drodze powinni odpowiadać wszyscy – skoro kierowca może być ukarany za korzystanie z telefonu podczas jazdy, to dlaczego nie wlepić mandatu pieszemu stwarzającemu zagrożenie? Ktoś stwierdzi, że dla niego karą będzie „spotkanie z samochodem”, że to selekcja naturalna i nie ma sensu wprowadzać dodatkowych kar. Ale w takich odpowiedziach zapomina się o kierowcach, którzy potrącą człowieka – oni muszą żyć z tym, że w kogoś uderzyli, może doprowadzili do jego śmierci, nierzadko latami tłumaczą się z tego przed sądem. Możliwe, że mandaty skłonią niektórych do schowania telefonu w kieszeni czy torebce i liczba wypadków spadnie. Możliwe.

Nie twierdzę, że tak się stanie, że wprowadzenie nowych kar całkowicie odmieni sytuację. Część osób i tak nie będzie się stosować do tych przepisów. A ich przeciwnicy stwierdzą, że wypadki były i przed erą smartfonów czy w ogóle telefonów komórkowych. I będą nadal – nawet, jeśli ludzie przestaną korzystać z takich urządzeń. Aby zwiększyć bezpieczeństwo, musielibyśmy zakazać chodzenia w ogóle. Niektórzy będą przekonywać, że patrzenie w ekran wyostrza inne zmysły i tak naprawdę użytkownik uważa na to, co dzieje się wokół niego. Zaraz pojawią się wyniki badań na ten temat i wystartuje ostra dyskusja dotycząca praw i obowiązków jednostki.

A prawda jest taka, że te „radykalne” rozwiązania nie muszą być stosowane, jeśli ludzie powstrzymają się od gapienia się w ekran przez te kilka-kilkanaście minut, gdy przemieszczają się po chodniku, przekraczają jezdnię, wsiadają do komunikacji miejskiej. Naprawdę nie można w tych sytuacjach patrzeć przed siebie i rozglądać się na boki, obserwować, co dzieje się wokół? Czy na Facebooku/Snapchacie/Twitterze/Instagramie/Tinderze w tym czasie dzieją się rzeczy, które zmienią nasze życie, a za godzinę będą niedostępne? Na dobrą sprawę, mogą zmienić życie. Ale chyba nie tak, jak wymarzyłby to sobie użytkownik sprzętu…