13

Mam nadzieję, że obracane aparaty w smartfonach wrócą

Pamiętacie nieśmiałe próby rewolucji na rynku smartfonów? Chodzi o wywijające się na drugą stronę tylne aparaty. Dzięki temu podczas robienia selfie nie trzeba było iść na żadne kompromisy.

Na rynku mobile było wiele trendów. Część z nich się przyjęła, jak na przykład notche, a później dziurki na przedni aparat. Swoich naśladowców ma też teraz Samsung i kiedy pokazano wyspę na aparaty w Galaxy S20, nagle kolejni producenci zaczęli ten dość szpetny pomysł kopiować. Ale były też wysuwane aparaty do selfie, wielki hit, który nagle zniknął. Mi jednak przypadł do gustu inny pomysł, który pierwszy raz widziałem w Samsungu Galaxy A80.

Chodzi oczywiście o tylny aparat, który dzięki mechanizmom zamienia się w aparat do selfie. Podobny system zastosował w swoim Zenfonie Asus, tyle tylko że go dopracował dodając na przykład możliwość sterowania wychyleniem, co zwiększało możliwości fotograficzne aparatu. Ale sama idea została bez zmian – zamiast iść na ustępstwa jakościowe przy zdjęciach czy filmach selfie, telefon wykorzystywał główne aparaty, co przekładało się na fotki i nagrania.

Aktualnie testuję Samsunga Galaxy S21 Ultra 5G i muszę przyznać, że aparaty do selfie są naprawdę dobre. Ot chociażby taki dodatek w postaci trybu nocnego bardzo zmienia ich użyteczność. Tyle tylko, że to wciąż nie jest jakość tylnych obiektywów i nie ma szans na to, by cokolwiek w tym temacie się zmieniło. Szczególnie teraz kiedy stoimy przed kolejną „rewolucją” w postaci schowania aparatu do selfie pod ekranem. I ja rozumiem, że wielu użytkowników prawie nie korzysta z przedniego aparatu, ale przy tak dużej popularności serwisów społecznościowym – w tym choćby TikToka – to element smartfona, który również musi być rozwijany.

A wspominam o tym dlatego, że w sieci pojawił się ciekawy patent Samsung, który może zwiastować następcę wspomnianego wyżej Galaxy A80. Jest intrygujący i dziwny zarazem, bo to obracająca się kamera typu pop-up, czyli na dobrą sprawę połączenie dwóch obecnych już na rynku pomysłów. Smartfon miałby nie posiadać normalnego aparatu do selfie, ale kiedy użytkownik zechce zrobić sobie zdjęcie w ten sposób, jeden z tylnych obiektywów wysunie się i przestawi o 180 stopni względem pierwotnego ułożenia. Mówimy jednak o jednym z trzech aparatów i choć oczywiście najważniejszy jest główny, to trochę szkoda, że stracimy możliwość skorzystania z szerokiego kąta. Natomiast selfie głównym obiektywem da znacząco lepszą jakość niż nawet najlepszy klasyczny aparat do selfie.

Patrząc na schematy widzę dość skomplikowany mechanizm, czyli duże ryzyko problemów z jego trwałością. Potencjalnych problemów, przecież przy każdym mechanizmie wróżono błyskawiczne uszkadzanie się, a jednak systemu wysuwanych aparatów nie były wcale tak awaryjne jak spekulowaliśmy. Obawiałbym się jednak wszelkich upadków – im więcej ruchomych części tym większa szansa, że jakikolwiek kontakt z twardym podłożem może uszkodzić cały system. A telefony spadają i nie udawajmy, że tak nie jest.

Ciekawi mnie bardzo, czy to tylko jeden z wielu patentów, które nigdy nie zobaczą światła dziennego, czy faktycznie tak będzie wyglądał Galaxy A82, nad którym Samsung podobno pracuje. I czy firma w ogóle zamierza inwestować pieniądze w kolejny tego typu projekt, skoro A80 nie porwał tłumów.

Jednak nawet jeśli za jakiś czas zobaczymy takie urządzenie, to wciąż będzie ono ciekawostką. Myślałem, że może ludzie rzucą się na ten pomysł, ale nie przypominam sobie aby któryś z Zenfonów czy Galaxy A80 był hitem sprzedażowym. Więc może jednak aż tak bardzo nie zależy nam na jakości zdjęć typu selfie? Albo w zupełności wystarczą nam możliwości oferowane przez aktualne smartfony. Trzeba jednak pamiętać, że jeśli faktycznie na rynku zaczną pojawiać się telefony z aparatami pod ekranami, to wiele wskazuje na to, że cofniemy się trochę za jakością samych zdjęć. I może właśnie dlatego wciąż czekamy na tę „rewolucję”, bo w świecie technologii nie ma miejsca na takie powroty do gorszego.

źródło