34

W 2050 roku małżeństwo człowieka z robotem ma być legalne. Kto bardziej upadł na głowę – ludzie, czy eksperci?

Grzegorz podrzucił mi ciekawy temat traktujący i o technologiach i o społeczeństwie. Według ekspertów zajmujących się sztuczną inteligencją, małżeństwo człowieka z robotem ma być legalne do 2050 roku. Teza śmiała. Kontrowersyjna. Może to i moja wina, ale jest również bezgranicznie głupia. Na zdrowy, chłopski rozum - trudno przecież wyobrazić sobie jak można by było obwarować zasadami małżeństwo człowieka z robotem. Bo ten akt to nie tylko podpisanie głupiego papierka, ale również pewne obowiązki.

Ślubu nie bierze się bez celu. Przede wszystkim robi się to z miłości, w niektórych przypadkach chodzi tylko o pieniądze, ale skutek zasadniczo zawsze jest ten sam. Dwoje ludzi tworzy podstawową jednostkę społeczną – zakłada rodzinę. W obrębie tej rodziny następnie pojawiają się dzieci (chyba, że już są). Dwoje ludzi uzyskuje nowe prawa, ale także i zostaje obwarowanych nowymi obowiązkami wobec siebie i wobec stworzonej rodziny. Nie chcę tutaj przemycać przy okazji konserwatywnego podejścia do tworzenia rodziny, czy też instytucji małżeństwa. W krajach, gdzie jest to legalne, chronioną prawnie rodzinę mogą tworzyć również osoby tej samej płci i nie mam z tym żadnego problemu. Nakładane są na nich dokładnie te same obowiązki wobec siebie (z wyłączeniem kwestii dzieci, chyba, że ich adopcja jest w takim związku możliwa).

Wróćmy jednak do tezy, którą postawił David Levy, autor książki traktującej o miłości człowieka do maszyny. „Coming out” z tym przewidywaniem odbył się podczas konferencji w Uniwersytecie Goldsmiths. I co ciekawe, Adrian Cheok ekspert do spraw sztucznej inteligencji oraz profesor University of London twierdzi, że pisarz wcale z tą tezą nie przestrzelił.

Ludzie się zmieniają, ich podejście do małżeństwa również

Oczywiście, że cywilizacja się zmienia. Spójrzmy, jak świat zmienił się przez 100 lat. Byliśmy świadkami rewolucji seksualnej, likwidacji „normalności” dyskryminacji czarnoskórych, uwolnienia homoseksualistów z powszechnego potępienia. W pewnych momentach okazywało się po prostu, że coś, co jeszcze kilka dekad temu było nie do pomyślenia, stawało się czymś najzupełniej normalnym. Oczywiście, niektórzy do dzisiaj przejawiają postawy odwrotne do obowiązujących trendów. Cały czas spotykamy się z przypadkami dyskryminacji rasowej, czasami mówi się o napaściach na homoseksualistów, czy też krucjatach przeciwko nazbyt rozwiązłym osobnikom. Niektóre zmiany w społeczeństwie, nadmierna dbałość o to, by nie urazić żadnych mniejszości wytworzyły również patologiczne zjawisko zwane dzisiaj „poprawnością polityczną”, która wpływa nie tylko na media oraz zasady powszechnego dyskursu, ale również na społeczeństwa.

W przypadku małżeństwa człowieka z robotem, trzeba sobie zadać podstawowe pytanie. „Po co?”. Bo oczywiście, zalegalizować można dosłownie wszystko. Małżeństwo człowieka z łyżeczką do kawy, z psem, kotem, a nawet z żyrafą. Oczywiście, na świecie będą osoby, które zarzekać się będą, że ta łyżeczka to ich wybranka serca i bardzo ją kochają. Ja nikomu do uczuć nie zaglądam – nie potępiam, dopóki nie dzieje się nikomu krzywda. Na pytanie o zasadność nazwania związku maszyny z człowiekiem „małżeństwem” odpowiedź jest jedna. Nie ma takiej potrzeby, a nawet nie można o tym myśleć.

małżeństwo

Małżeństwo to nie tylko ślub, wesele i miodowy miesiąc. To również codzienna harówka i obowiązki

Jeżeli ktokolwiek myśli, że małżeństwo to tylko podpisanie głupiego kwitka, rzucanie ryżem i grosikami podczas ceremonii, a następnie ruski szampan w urzędzie stanu cywilnego, to powinien szybko zweryfikować swoje wyobrażenia. Bo właśnie z taką wizją małżeństwa można pokusić się o takie właśnie tezy, że człowiek będzie kiedyś w stanie wziąć ślub z seks-maszyną. Przynajmniej na razie nie ma do tego absolutnie żadnych podstaw. Do wytworzenia samoświadomej sztucznej inteligencji jest nam jeszcze bardzo daleko i dopóki nie dysponujemy czymś takim, należy się wstrzymać z tego typu przewidywaniami. Wyobraźcie sobie to teraz.

Kupujesz seks-lalkę w sklepie. Wydajesz pieniądze, po czym twierdzisz, że tę maszynę „kochasz”. Uprawiasz z nią seks, spełnia wszystkie twoje zachcianki. Poza tym, że możesz ją usadzić przy stole, porozmawiać z nią o o tym, o czym pomyślał twórca AI i pobaraszkować w łóżku, nie potrafi zupełnie nic. Jest uczuciowo pusta. Maszyna nie spełni żadnego obowiązku wynikającego z zawarcia małżeństwa, nie będzie zajmować się dziećmi, nie będzie również w stanie ich rodzinie zapewnić (czy doprowadzić do zapłodnienia, czy też je urodzić).

O ile jeszcze instytucja „związku partnerskiego”, czy też małżeństwa między osobami homoseksualnego jest do przyjęcia przy okazji wprowadzenia specjalnych obwarowań, tak małżeństwo z maszyną nie ma głębszego sensu. Przynajmniej do czasu, kiedy nie mamy do czynienia z samoświadomymi maszynami, które rzeczywiście czują. Ale i ta wizja nie jest tak klarowna, jak się wydaje – może się okazać, że nigdy nie zobaczymy samoświadomej maszyny na ulicy, która będzie traktowana jak każdy zwykły obywatel naszego świata.

Dlatego też, przemyślenia na temat możliwych związków ludzi z maszynami wspomnianych wyżej pisarza oraz eksperta od AI są mocno przestrzelone. Zapomniano, że małżeństwo to nie tylko głupawa ceremonia, na którą zaprasza się ludzi, a potem pije pod to wódkę. To również tworzenie rodziny i nadanie sobie pewnych praw i obowiązków. Takich, jakich nie da się nadać maszynie, która służy do „wyglądania” i seksu. Nie tędy droga.

Źródło: QUARTZ