małe kobietki
7

To zdecydowanie nie jest film tylko „dla bab”. Wszyscy powinni zobaczyć Małe Kobietki. Recenzja

Na Małe kobietki czekałam z wielkim zainteresowaniem. Nie jestem fanką tej powieści, ale darzę wielką sympatią większość ekipy, która pracowała przy filmie.

Za reżyserię i scenariusz odpowiada Greta Gerwig (Lady Bird, Frances Ha). Zachwyca również obsada aktorska. W filmie wystąpią m.in. Saoirse Ronan (Nostalgia anioła, Intruz), Emma Watson (Harry PotterPiękna i Bestia), Florence Pugh (Midsommar. W biały dzieńKról wyjęty spod prawa), Timothee Chalamet (Tamte dni, tamte noceMój piękny syn), Meryl Streep (Diabeł ubiera się u PradyGodziny) czy Laura Dern (Wielkie kłamstewkaDzikość serca). Przy tak zdolnej ekipie trudno nie wróżyć sukcesu. Zresztą! Krytycy od początku tenże sukces wróżyli. Nie pomylili się. Małe kobietki zasypano licznymi nominacjami do prestiżowych nagród – w tym do Oscarów. Po obejrzeniu filmu trudno mi się z tym wykłócać

Małe kobietki to spokojna i ciepła opowieść





To nie jest film pełen akcji, pościgów i wybuchów. Jeżeli nudzą was spokojne historie i ludzkich relacjach, nie bierzcie się do oglądania. Zmarnujecie tylko czas i niepotrzebnie zezłościcie się na tę świetną ekipę. Wszyscy fani budowania relacji i przekazywania prawdy i rodzinnego ciepła na ekranie powinni za to gnać do kina. Z jakiegoś powodu XIX wieczną powieść, na podstawie której powstał film, ciągle dodrukowują i wciąż adaptują na nowo. Ta historia po prostu ma w sobie jakiś czar. Gerwing zdecydowała się pokazać nam siostry na dwóch płaszczyznach czasowych. Przez cały film oglądamy wydarzenia z dwóch perspektyw. Teraźniejszej i tej sprzed kilku lat. Oczywiście retrospekcje pomagają nam zrozumieć sposób myślenia poszczególnych bohaterów, pojąć relację, które oplotły się między nimi. Retrospekcje są ciepłe, nostalgiczne – również w czysto technicznym sposobie ich ukazania. Teraźniejszość jest chłodniejsza, błękitna i rzeczywista. Wraz z dziewczynami uświadamiamy sobie przemijające dzieciństwo, we własnych kościach czujemy okrutne dorastanie i ponosimy konsekwencje dorosłości.

Dawno nie widziałam tak oryginalnego kryminału. Na noże – recenzja

Fabularne przeskoki pomagają wzmocnić ciągi przyczynowo-skutkowe między odległymi w czasie wydarzeniami. Gerwing najpierw podaje nam gotowe rozwiązania na tacy, aby potem poddać wątpliwościom nasze myślenie. Świat nie jest czarno-biały. Żadna z sióstr nie jest perfekcyjna, żadna nie jest też okrutna czy podła. Najbardziej upierdliwi członkowie rodziny mogą okazać się naszym ciepłem i zbawieniem, opoka zaś momentami pęka i pokazuje swoje wady. Nie brakuje również komentarza politycznego. Główną osią jest oczywiście sytuacja kobiet w XIX wieku, która… cóż. Nie była dla nich najłatwiejsza, nie otwierała przed nimi praktycznie żadnych drzwi. Gerwing dodaje tej historii uniwersalności, pokazując, że kobiety w każdym wieku i każdym momencie historii powinny umieć o siebie zawalczyć, podążając za własnymi marzeniami. Każda z sióstr jest inna, ma inne talenty i pragnie czegoś całkiem innego. Różnice między nimi poddawane są dyskusji, która jasno pokazuje nam, że żadna z nich nie zasłużyła na bycie tłumioną. Ani przez mężczyzn, ani przez inne kobiety.

Małe kobietki są wielkie i walczą o swoje

Gerwing wykonała kawał dobrej roboty. Każda z aktorek pokazała wszystko, co ma najlepszego do zaoferowania. Doceniam je, wierze im i chce ich więcej. Szczególnie Laury Dern! Drogie Hollywoood, proszę ją wreszcie wykopać z drugiego planu na samo centrum akcji. Zasłużyła na to. Małe kobietki polecam zobaczyć wszystkim, którzy chcą trochę odpocząć. Odpocząć od zgiełku własnego świata, od tłumiących emocji. Wybierzcie się do kina z kimś bliskim lub poczekajcie na możliwość obejrzenia produkcji w domu. To jeden z tych filmów, który świetnie sprawdzi się oglądany pod kocem z kubkiem gorącego kakao. Poczujecie wszystko, co może wam poprawić wieczór. Rozbawienie, zrozumienie, a nawet kapkę nieszkodliwego znudzenia i wzruszenia.