Gry na podstawie filmów są zazwyczaj straszne. Filmy na podstawie gier – jeszcze gorsze. Na szczęście zdarzają się wyjątki od tej reguły i najnowszego Mad Maksa możemy śmiało do nich zaliczyć. Powiem więcej, to prawdopodobnie druga najlepsza postapokaliptyczna produkcja tego roku. Tak, jak branża gier oszalała ostatnio na punkcie remasterów, tak świat kinematografii dokonuje regularnego […]

Gry na podstawie filmów są zazwyczaj straszne. Filmy na podstawie gier – jeszcze gorsze. Na szczęście zdarzają się wyjątki od tej reguły i najnowszego Mad Maksa możemy śmiało do nich zaliczyć. Powiem więcej, to prawdopodobnie druga najlepsza postapokaliptyczna produkcja tego roku.

Tak, jak branża gier oszalała ostatnio na punkcie remasterów, tak świat kinematografii dokonuje regularnego wskrzeszania swoich legend. Pod koniec maja br. na kinowe ekrany trafił film Mad Max: Na drodze gniewu – reboot zapoczątkowanej w 1979 r. serii o tym samym tytule. Film był bardzo efektowny, widowiskowy i pełen akcji, a przy tym niemal kompletnie pozbawiony fabuły, którą w zasadzie dałoby się streścić w dwóch zdaniach. I to właściwie jedyne, co film ma wspólnego z grą – tutaj również fabuły jest tyle, co kot napłakał.

Na ogół gry bazujące na filmach są wierną adaptacją opowiedzianej w nich historii wzbogaconej o mniej lub więcej wątków pobocznych. Tutaj nie za bardzo było, o czym opowiadać, więc twórcy wykrzesali z siebie nieco kreatywności i napisali własny scenariusz – niestety niewiele lepszy.

Mad Max recenzja (2)

Zabawa zaczyna się z hukiem. Max ściera się z władcą tutejszych ziem – Scrotusem. Nie kończy się to dla niego pomyślnie, bo traci samochód i pewnie jakieś 3-4 lata życia. Ten drugi jednak wychodzi na tym jeszcze gorzej – z przepiłowaną na pół czaszką. Szybko jednak o tym zapominamy, skupiając się na priorytetach. A do tych zalicza się znalezienie silnika V8. W miarę upływu czasu fabuła się rozrasta o nowe wątki, ale ciągle pozostaje prosta i przewidywalna. Szkoda, bo potencjał tego świata jest ogromny.

To samo można napisać o bohaterach, którzy są bardzo płascy. Widać, że twórcy starali się wykreować postaci barwne i wyraziste. Tak też się stało. Niestety poza towarzyszącym nam niemal przez całą zabawę Chumbucketem (przypominającym trochę tolkienowskiego Golluma mechanikiem) wszystkie kreacje z Maksem na czele są oczywiste, a czasem wręcz wyświechtane, co jednak nie znaczy, że nudne. Po prostu spodziewałem się nieco więcej.

Rozgrywka

Gdy już pogodzimy się z tym, że na ambitną opowieść nie mamy co liczyć, rzucamy się w wir walki i szybko zapominamy o tym, że Max to małomówny gbur z manią na punkcie silnika. Wsiadamy w Magnum Opus, auto stworzone przez Chumbucketa i podróżujemy od punktu do punktu, szukając paliwa, wody i jedzenia oraz zaliczając przygotowane przez twórców atrakcje.

Tych jest tutaj całkiem sporo. Mapę podzielono na regiony. Każdy z nich ma pewien poziom zagrożenia ze strony sługusów Scrotusa. Obniżamy je poprzez niszczenie straszaków (takie totemy pełniące rolę strachów na ludzi), napadanie konwojów, likwidowanie snajperów oraz podbijanie obozów. Te ostatnie przechodzą na naszą stronę i regularnie dostarczają nam złom. Co i rusz uda się nam również zdobyć twierdzę, gdzie możemy ulepszyć infrastrukturę i potem np. uzupełniać paliwo lub amunicję przy każdej wizycie.

Mad Max recenzja (3)

Model jazdy jest typowo zręcznościowy – chyba nikt nie spodziewał się tutaj czegoś innego. Daje jednak bardzo dużo satysfakcji – szczególnie, gdy wraz z ulepszeniami poprawiają się osiągi naszego samochodu. Dobre wrażenie psuje fizyka. Chwilami samochód “fika” po skałach niczym piłeczka kauczukowa, a używanie w tym czasie dopalacza tylko potęguje ten efekt. Dzieje się tak jednak tylko w określonych sytuacjach – na ogół samochód zachowuje się bardzo naturalnie.

Złom jest tutejszą walutą. Kupujemy za niego ulepszenia dla naszego samochodu oraz bohatera. Część z nich odblokujemy dopiero po wykonaniu misji, obniżenie zagrożenia w danym regionie lub uzyskanie pewnego poziomu legendy. Te zdobywamy walcząc regularnie z przeciwnikami oraz realizując postawione przed nami wyzwania. Na każdym poziomie otrzymujemy jeszcze żetony do rozwijania pasywnych zdolności bohatera. Możemy je jednak wykupić tylko w określonych punktach na mapie, gdzie pojawia się tajemniczy Gliffa.

Mad Max recenzja (1)

Starcia prowadzimy w sposób dwojaki. Najwięcej satysfakcji dają potyczki w samochodzie, gdy manewrujemy między przeciwnikami, taranując ich na włączonym dopalaczu i oglądając efektowne eksplozje. Walka wręcz jednak również jest bardzo przyjemna i efektowna. Technicznie jednak sprowadza się jedynie do naciskania ataku oraz kontrataku w momentach, gdy nad przeciwnikami pojawi się symbol przycisku. Po serii udanych ciosów bohater wpada w furię i wtedy wykonuje manewry niczym zawodowy zapaśnik, zdając więcej obrażeń. Cała reszta, a więc możliwość okazyjnego podniesienia broni, wyeliminowania przeciwników nożem czy dokonania efektownej egzekucji, to już tylko dodatki.

Teoretycznie mamy tutaj broń palną, ale jej użycie sprowadza się jedynie do określonych sytuacji. Amunicja jest tutaj na wagę złota i w najlepszym przypadku mamy jej kilka sztuk. Lepiej nie marnować tego na walkę z pojedynczymi przeciwnikami tylko np. wysadzać wrogie pojazdy, strzelając w zbiorniki z paliwem.

Mad Max recenzja (2)

Na tym właściwie mógłbym skończyć recenzję, bo w Mad Maksie wiele więcej robić się nie da. Sprawia to, że po jakimś czasie rozgrywka może stać się nieco monotonna. Na szczęście ogromna liczba ulepszeń dla naszego auta (oraz alternatywnych wozów do znalezienia) skutecznie motywują do dalszego zbierania złomu. Największym atutem tej produkcji jest jednak fenomenalny klimat. Postapokaliptyczne realia wykreowano po mistrzowsku. Braki z filmu dopełniono autorskimi pomysłami, które doskonale tutaj pasują. Świat jest spójny i wciągający. Zaryzykuję wręcz, że jego kreacja wynagradza wszystkie niedociągnięcia fabularne.

Grafika i dźwięk

Grafika jest ładna, choć nie rzuca na kolana. Zdarzają się lokacje, gdzie otoczenie straszy brzydkimi, ostrymi krawędziami oraz teksturami w niskiej rozdzielczości. Innym razem modele postaci sprawiają wrażenie, jakby były projektowane na kolanie. Ogólne wrażenie jest jednak dobre i to, co w tej grze najważniejsze trzyma odpowiednio wysoki poziom. Największe wrażenie zrobiły na mnie bardzo spektakularne eksplozje zniszczonych pojazdów czy zbiorników z paliwem. Dawno nie widziałem nigdzie tak ładnie prezentujących się i “soczystych” wybuchów.

Pozytywnie zaskakuje też udźwiękowienie. Warkot silników brzmi bardzo naturalnie i przyjemnie drażni uszy. Odgłosy wystrzałów i eksplozji wywołują delikatne dreszcze na plecach – podobnie zresztą jak przeciwnicy, którzy w trakcie walki nieustannie wykrzykują w naszą stronę obelgi. Dobre wrażenie pozostawia też ścieżka dialogowa – postaci brzmią naturalnie i przekonująco.

Podsumowanie

Mad Max to solidna postapokaliptyczna produkcja, którą wyróżnia fantastyczny klimat oraz wspaniale wykreowany świat. Spodziewałem się co najwyżej średniaka z aspiracjami, a tymczasem dostajemy tytuł, który powinien być pozycją obowiązkową w domowej biblioteczce każdego fana post-apo.

Mad Max recenzja (3)W żadnym wypadku nie nazwałbym Mad Maksa jednak wybitnym – co najwyżej dobrym.Twórcy potraktowali po macoszemu warstwę fabularną i nie zadbali o odpowiednio dużą różnorodność. Problemem może być też kiepska fizyka pojazdów – ale tylko w określonych sytuacjach, przez większość czasu auta zachowują się bardzo naturalnie, a ich prowadzenie jest satysfakcjonujące. Nie są to jednak wady, które by odbierały przyjemność płynącą z gry. Ja w każdym razie bawiłem się przy Mad Maksie bardzo dobrze. Gra zasługuje na mocną siódemkę, ale oczko wyżej ocenę podbija wspaniale wykreowany świat i klimat, który wręcz wylewa się z ekranu.

V3_big_1