38

Oto trzy najfajniejsze zmiany w macOS Catalina: na te funkcje czekałem od pierwszych zapowiedzi!

Nowa wersja systemu to dla użytkowników komputerów Apple nie jest jakieś specjalnie duże święto. Podobnie jak iOS — tutaj również każdego roku mogą liczyć na aktualizację. I prawda jest taka, że właściwie nigdy nie przewraca ona ich życia do góry nogami — to raczej powolna, ale efektywna, ewolucja znanych pomysłów. Co się zmieniło w tym roku? Oto trzy, moim zdaniem, najciekawsze nowości!

Jako że komputer jest moim codziennym narzędziem pracy, nie mogę sobie pozwolić na szaleństwa z próbnymi wersjami oprogramowania. Niedziałająca elektronika jest jedną z najbardziej frustrujących mnie rzeczy na świecie — dlatego zawsze cierpliwie czekam przynajmnie do wersji GM. Tak było i tym razem. Pełna lista zapowiedzianych na czerwcowym WWDC nowości wygląda imponująco, jednak wyjątkowo wyczekiwałem trzech zmian w systemie i… zupełnie się nie zawiodłem!

To koniec z iTunes. Nowe aplikacje do muzyki, filmów i podcastów

Nigdy nie pałałem specjalną sympatią do iTunes — myślę że trochę w tym winy jeszcze pozostałości po pierwszym kontakcie, który miał miejsce kilkanaście lat temu na Windowsie. Ale za każdym razem uruchamiając aplikację zastanawiałem się, dlaczego w jednej aplikacji mogę znaleźć muzykę, zakupione (czy też wypożyczone) filmy i seriale, podcasty, no i synchronizację iPhone’a oraz iPada. Nareszcie gigant z Cupertino rozbił te funkcje — i multimedia trafiły do trzech nowych aplikacji: Muzyka, Podcasty oraz TV. Wszystkie ustawienia dotyczące odtwarzania itd. — zostały przeniesione z iTunes, więc po aktualizacji systemu nie musicie obawiać się dodatkowego bałaganu i problemów. Z tych trzech programów najczęściej korzystać będę, oczywiście, z Muzyki. Moje pierwsze odczucia z nią związane są takie, że aplikacja jest lżejsza i wygodniejsza, a drobne zmiany w interfejsie oceniam jak najbardziej na plus!

Zamiana iPada w dodatkowy ekran dla Maca: funkcja Sidecar

To nie jest tak, że możliwość zamiany tabletu w dodatkowy ekran jest kompletną nowością — dodatkowe aplikacje jak fenomenalny Duet Display pozwalały na to już od lat. Mimo wszystko po tym jak Apple zapowiedziało że zabiera się za nią oficjalnie i obejdzie się bez dodatkowego oprogramowania — naprawdę się ucieszyłem. Przede wszystkim dlatego, że prościej już się nie da. Od teraz pracuję zatem na dwóch dodatkowych ekranach, wśród których jeden jest iPadem. Lista wspieranych w fajny sposób aplikacji nie wygląda może jeszcze specjalnie imponująco, ale prawdopodobnie regularnie będzie się poszerzać. Wierzę że wielu twórców skorzysta z opcji implementacji dodatkowych gestów czy, po prostu, obecności panelu dotykowego. Największym minusem Sidecar jest koniecznosć bycia zalogowanym do tego samego konta iCloud zarówno na komputerze jak i iPadzie.

Nowy sposób synchronizacji iPhone’a i iPada: teraz już bezpośrednio z Findera

To zmiana której wyglądałem latami. Nareszcie nie trzeba sięgać po żadne dodatkowe oprogramowanie (papa, iTunes!) by zsynchronizować smartfon i tablet. By zrobić kopię zapasową, dorzucić piosenki, wczytać nowe ustawienia dla aplikacji, ekspresowo skopiować zdjęcia itd. Wszystko to dzieje się bezpośrednio w lewej szpalcie Findera, w zakładce miejsca. Jeżeli przywykliście do wykonywania wszystkich tych czynności prez WiFi, to fajnie — wszystko działa i w tej formie, zgodnie z tradycja tylko pierwszy raz trzeba podłączyć urządzenie za pośrednictwem kabla. Później zaś do naszej dyspozycji dostajemy cały zestaw zakładek, ale wszystkie z nich są właściwie przeniesione 1:1 z iTunesa. Tym razem jednak wszystkie one są na wyciągnięcie ręki i… po prostu działają!