35

macOS 5, 10 i 20 lat temu. Jak zmieniał się system Apple?

Jesteśmy po kolejnym Keynote z WWDC, czyli najważniejszej konferencji organizowanej przez Apple. Koncern z Cupertino tradycyjnie zaprezentował nam kolejne wersje swoich systemów operacyjnych, w tym najważniejszego dla mnie, macOS. Zgodnie z przewidywaniami, po tak dużych zmianach, jakie przyniósł w zeszłym roku Big Sur, nowy Monterey nie wprowadza zbyt wielu nowości. To typowy produkt mający szlifować niedociągnięcia i korygować błędne decyzje poprzednika. Apple ten schemat przerabiało już wielokrotnie.

T: -20 lat – macOS 9 i początki X

Jeśli cofniemy się z macOS o 20 lat, wylądujemy w 2001 r. Na większości komputerów z jabłkiem na obudowie królować będzie ciągle macOS 9 (właściwie to według ówczesnej nomenklatury Mac OS 9). Ten ostatni z klasycznych systemów Macintosha, poza ogólnym układem, wizualnie mocno różnił się od dzisiejszego macOS.

Pod wieloma względami był, podobnie jak Monterey, zestawem naprawczym dla wprowadzającego spore zmiany Mac OS 8. Podobnie jak w poprzedniku za wygląd odpowiadała, odziedziczona po katastrofie Coplanda, skórka Platinum, ale jednocześnie wprowadził kilka zmian, przygotowujących macOS na nadchodzącą internetową erę.

To w Mac OS 9 po raz pierwszy pojawiły się konta użytkowników, Keychain, automatyczne aktualizacje, wypalanie płyt z poziomu systemu czy iTools, pradziadek dzisiejszych chmurowych usług Apple. Oprócz tego dopracowano w nim tak ważne narzędzia systemowe, jak wyszukiwarka Sherlock. Co zabawne, był to system martwy już na starcie. Wszyscy czekaliśmy już wtedy na przyniesionego do Apple przez Jobsa i NeXT unixowego macOS X.

20 lat temu tenże był jeszcze w fazie bety i już na wstępie wywołał sporą aferę. Zaprezentowana jeszcze w 2000 r. Public Beta zlikwidowała menu z ikonką jabłka w lewym górnym rogu, co dla wieloletnich użytkowników było nie do przyjęcia. Poza tą wpadką, z której szybko się wycofano, Beta była ekscytująca.

Przede wszystkim poznaliśmy całkowicie odmienny interfejs Aqua, pełen przezroczystości i delikatnego trójwymiaru. Szybko zaakceptowaliśmy koncepcję Docka i sporą część charakterystycznych elementów UI/UX, które towarzyszą nam do dziś. A przepraszam, dyskusje wywołało też umiejscowienie kosza na śmieci. W macOS 9 znajdował się na biurku i część użytkowników chciała go tam mieć nadal.

Pełnoprawny Mac OS X 10.0 o kodowej nazwie Cheetah pojawił się na rynku na początku w 2001 r. Ogromne oczekiwania spotkały się z dość sporymi brakami funkcjonalności tego systemu i powolnością. To spowodowało, delikatnie mówiąc jego nie najlepsze przyjęcie. W pewnym sensie macOS X zaliczył poważny falstart, a większość użytkowników traktowała go jako zabawkę, a pracowała na Mac OS 9.

To zmusiło Apple do szybkiego wprowadzenia na rynek kolejnej wersji, 10.1 Puma. Ten system zadebiutował zaledwie 6 miesięcy po poprzedniku i był darmową aktualizacją dla wszystkich posiadaczy 10.0. To modelowy przykład systemu, który musi naprawić niedociągnięcia rewolucyjnego, ale niedopracowanego poprzednika. Najwięcej zmian dokonano w związku z tym pod maską, a słowem klucz była „szybkość”. Na tym etapie częścią systemu stały się też programy iTunes oraz iMovie.

Wśród większości użytkowników Maków, za pierwszą w pełni gotową do samodzielnej pracy wersję uznaje się najczęściej 10.4 Tiger. Po drodze do niego mieliśmy jednak jeszcze dwie duże aktualizacje, które rozbudowywały możliwości systemu i starały się poprawić wcześniejsze niedociągnięcia.

10.2 Jaguar, przyniósł nam Address Booka, iChata, przemodelowanego Maila i Sherlocka. Wtedy wprowadzono też prototyp dzisiejszej Chmury rodzinnej, można było kupować multilicencje systemu dla członków rodziny. Pod względem jakości Jaguar wciąż pozostawiał sporo do życzenia.

Najbardziej widocznymi zmianami w 10.3 Panther były nowo napisany Finder z pełną integracją dla internetowego iDiska oraz autorska przeglądarka Safari. Ta ostatnia zakończyła okres królowania Internet Explorera na Macu.

Pojawiła się też możliwość jednoczesnego logowania na swoje konta przez kilku użytkowników i menu szybkiego przełączania. Także w 10.3 zadebiutował mechanizm zarządzania wieloma oknami, czyli Expose. Także wtedy narodziły się takie narzędzia jak Font Book oraz FileVault.

T: -15 lat – dorastanie macOS X

10.4 Tiger był wyjątkowy z przynajmniej kilku powodów. Po pierwsze, był systemem, który wprowadził Macintoshe w świat x86. Kolejną wielką nowością było pozbycie się Sherlocka i wprowadzenie na jego miejsce systemu wyszukiwania oparty o metadane Spotlight.

Wprowadzono też wtedy nieodżałowanego przeze mnie Dashboarda z Widgetami. Power userzy otrzymali do dyspozycji Automatora, a pod maską systemu zaczęły „pracować” Core Image i Core Video. Do tego Tiger był systemem, który po pierwszych poprawkach działał naprawdę bezproblemowo.

Z kolei Mac OS 10.5 to system zapamiętany między innymi z tego, że ostatecznie zabił Mac OS 9. Ten „żył” wewnątrz dotychczasowych wersji macOS X jako specjalny podsystem. Po przejściu na procesory Intela ciągnięcie tego projektu, możliwego do uruchomienia tylko na Macach z PowerPC, przestało mieć sens. Tiger był zresztą ostatnią wersją macOS na te procesory.

Leopard to jeden z tych systemów, w których od ilości zmian i nowych dodatków mogła rozboleć głowa. Najważniejszą z nich była drobna, ale dziś jedna z najbardziej podstawowych funkcji Findera, czyli Quick Look. Czy ktoś z Was wyobraża sobie pracę na Maku bez szybkiego podglądu wywoływanego przy pomocy spacji? Ja nie.

Apple wprowadziło wtedy też m.in. systemowe backupy TimeMachine, wirtualne desktopy pod nazwą Spaces. Zmiany wizualne dotknęły prawie każdego miejsca systemu, z najbardziej charakterystycznym wprowadzeniem Docka 3D na czele. Nadany przez Leoparda „feel & look” systemu utrzymał się aż do Mac OS 10.10.

Jednocześnie duża ilość zmian spowodowała, że system miał swoje problemy i nie został zbyt dobrze zapamiętany przez większość użytkowników. Co innego jego następca, wprowadzony w 2009 r. Snow Leopard, czyli OS X 10.6 to kolejna „wersja naprawcza”, w której największy nacisk położono na poprawę błędów poprzednika.

Przy okazji pozbyto się coraz bardziej problematycznej wersji przeznaczonej dla Maców z PowerPC, pozostawiając tylko Rosettę, umożliwiającą odpalanie aplikacji PowerPC na systemach z Intelem. System przeszedł jednocześnie na 64-bitową architekturę, pod maską wprowadzono technologie Grand Central Dispatch, umożliwiającą efektywniejsze wykorzystanie wielordzeniowych procesorów, zaimplementowano też OpenCL.

Ważną nowością, chociaż wprowadzoną dopiero przy jednej z pomniejszych aktualizacji, było stworzenie wzorowanego na sklepie z iOS, Mac App Store. Pojawiła się też, początkowo bardzo chłodno przyjęta, nowa wersja QuickTime, oznaczona jak system, X.

Do dziś Mac OS X Snow Leopard przez wielu użytkowników uważany jest za najlepszą i najbardziej stabilną wersję systemu Apple w historii. Jego następca był z kolei podobnie kontrowersyjny jak wcześniej Leopard. Był to kolejny system, w którym Apple próbowało przeprowadzić rewolucję w sposobie użytkowania komputera, tym razem próbując upodobnić część „procedur” do tych znanych z iOS.

Ogromne kontrowersje wzbudzało wtedy zastąpienie „Save as…” przez opcję Auto Save / Revert, doprowadzające co bardziej konserwatywnych użytkowników do szewskiej pasji. Wprowadzenie obsługi gestami spowodowało też spore zmiany w Expose, które zmieniło się w Mission Control. Początkowo jego przyjęcie również nie było zbyt ciepłe. Pojawiły się też aplikacje pełnoekranowe, ze wspomnianym Mission Control ściśle zintegrowane.

Z systemu usunięto Rosettę, ostatecznie żegnając erę PowerPC. Żeby nie konkurować wewnętrznie z Apple TV, zabito multimedialną nakładkę Front Row. Duże zmiany wizualne dotknęły m. in. Address Booka czy Maila, które upodobniono do iPadowych odpowiedników. Pojawił się Launchapad, oferujący „tabletowy” widok aplikacji. Bardzo dobrze przyjęto AirDrop, usługę pozwalającą na bezpośrednią wymianę plików pomiędzy użytkownikami znajdującymi się w pobliżu.

Z całą pewnością była to jedna z najbardziej iPadowych edycji macOS w historii. Niestety, znowu ilość zmian spowodowała problemy ze stabilnością, a przede wszystkim spójnością systemu. Nowy „program naprawczy” nazwano Mountain Lion. Kolejny system faktycznie zdołał „ustabilizować” sytuację i to pomimo tego, że także zdołał wprowadzić kilka dość poważnych zmian w UI/UX.

To w OS X 10.8 pojawiło się Centrum Powiadomień, Game Center, AirPlay, Wiadomości i Powiadomienia. Kolejna zmiana koncepcji w usługach chmurowych Apple zaowocowała konieczności zintegrowania Findera z iCloud. W temacie bezpieczeństwa najważniejszą nowością było wprowadzenie Gatekeepera.

Ostatnim systemem tego okresu był macOS 10.9 Mavericks. Był to również całkiem udany system, skupiony przede wszystkim na dopieszczeniu zmian z dwu ostatnich edycji. Największą nowością było… zerwanie z kocim nazewnictwem i wprowadzenie aplikacji iBooks oraz applowskich Map. To ostatnie jak wiecie skończyło się sporą kompromitacją i awanturą na szczytach w Cupertino. Przy okazji premiery tego systemu ogłoszono, że tak on, jak i każda kolejna aktualizacja macOS będą darmowe.

T: -10 lat – na płasko

Mac OS X 10.10 Yosemite to kolejna duża rewolucja wizualna interfejsu macOS. Jej celem było dostosowanie wyglądu macOS do płaskiego designu iOS, wprowadzonego wraz z jego 7 edycją. Koniec skeuomorfizmu w Apple mocno podzielił użytkowników. Osobiście byłem jak najbardziej za, może z wyjątkiem palety kolorystycznej, która powodowała, że system czasem sprawiał bardziej cukierkowe wrażenie niż oryginalna, żelkowa Aqua.

W Yosemite wprowadzono technologie mające umożliwić płynne przechodzenie od pracy na urządzeniach z iOS na macOS i vice versa, czyli Continuity i Handoff. Pojawiła się też zintegrowana obsługa iCloud Drive. Dużą zmianą dla użytkowników było zastąpienie iPhoto i Aperture, prymitywnym początkowo, programem Zdjęcia. Szczególnie boleśnie odczuli to użytkownicy tego drugiego programu.

Tu warto zauważyć, że był to dla branży Pro dość ciężki okres, podrywający ich zaufanie do Apple. Fatalnie rozegrana premiera Final Cut Pro X parę lat wcześniej, zabicie Aperture i dziwaczna polityka dotycząca Mac Pro wyrzuciła komputery z jabłkiem z bardzo wielu firm. Sam system wzbudził mieszane uczucia, trapiło go sporo problemów technicznych, jak choćby te z dyskami SSD firm trzecich.

Kolejny system, w zamierzeniu mający naprawić błędy poprzednika kompletnie się nie udał. El Capitan trapiło chyba jeszcze więcej problemów, firma co chwila wydawała mniejsze lub większe poprawki. Problematyczne było też usunięcie z Narzędzi Dyskowych obsługi dysków RAID, nie dość, że nie dało się tworzyć nowych, to po aktualizacji część przestawała działać. Sam z tego powodu nabawiłem się pierwszych siwych włosów ;)

Duża część problemów tego systemu mogła wynikać ze zmian wynikających z wprowadzonia SIP (System Integrity Protection), mającego zwiększać bezpieczeństwo całego systemu. Nie tłumaczy to jednak skali niedoróbek, która dotknęła El Captaina. Jeśli chodzi o interfejs, największą nowością było wprowadzenie widoku dzielonego dla aplikacji w trybie pełnoekranowym.

T: -5 lat – w drodze do ARM

Kolejną lubianą wersją macOS była za to 10.12 Sierra, na której spora część użytkowników przeczekała sprawiającą sporo problemów w aplikacjach firm trzecich High Sierrę. Oba te systemy w zakresie UI/UX nie wprowadziły praktycznie żadnych nowości, w macOS 10.12 najgłośniejszą zmianą było wprowadzenie Siri, zakładek w Finderze i uniwersalnego schowka.

High Sierra wizualnie to już kompletna nuda, ale… pod maską zrobiono tam niezłą demolkę, co było przyczyną jej problemów. Po pierwsze, wprowadzono nowy rodzaj systemu plików. Pamiętającego czasy klasycznych systemów HFS+ zastąpił znany z urządzeń z iOS APFS.

Po drugie, pojawiło się graficzne API Metal 2, które miało zastąpić OpenGL/OpenCL. Sporo zmian dotyczyło też zasad podpisywania rozszerzeń systemowych. To wszystko „rozhuśtało” ten system na tyle, że zawodowcy trzymali się od niego z daleka.

Dopiero Mojave, dla odmiany jeden z najlepszych macOS-ów w historii, poprawił sytuację. Największą zmianą wizualną jaką wprowadzono było oczywiście zaimplementowanie trybu ciemnego oraz dynamicznych zdjęć na desktopie. Niektórzy odnotowali jeszcze wprowadzenie biurkowych Stosów, aczkolwiek ja się do nich nie mogę przekonać. Najważniejsze było jednak znów wyprostowanie tego, co kulało w High Sierra i to się w pełni udało, system jest jak to się mówi „rock solid”.

Okres spokoju użytkowników nie trwał jednak długo, macOS 10.15 Catalina dorobił się bowiem u użytkowników określenia „Crapalina” i prześmiewczych porównań do Windowsa Visty. Zmiany w architekturze bezpieczeństwa powodowały wysyp irytujących komunikatów, a pozbawienie wsparcia 32-bitowych aplikacji spowodowały znów bardzo wiele problemów u profesjonalistów, którym np. potrafiły przestać działać plug-inami w aplikacjach.

Wraz z pojawieniem się tego systemu uśmiercono przerośniętego do granic możliwości iTunesa, rozbijając go na tematyczne aplikacje Muzyka, TV, Książki i Podcasty. Wyrzucono też nierozwijane i w efekcie od lat bezużyteczne Widgety wraz z Dashboardem. W systemie pojawiła się technologia Catalyst, czyli mocno kulawa obsługa aplikacji z iOS. Ciekawym dodatkiem jest Sidecar, pozwalający na używanie iPada jako tabletu graficznego dla Maca.

Big Sur i Monterey

macOS 11 Big Sur to kolejny system wprowadzający w systemie rewolucję wizualną. Na taką skalę zrobiły to wcześniej tylko 10.5 Lion i 10.10 Yosemite. Wygląd nowych systemów budzi moje spore wątpliwości. W porównaniu do Mojave, na którym na co dzień pracuję, znacznie gorzej wykorzystuje się przestrzeń ekranową.

Przykładowo, mini-aplikacje umieszczane na górnej belce zostały mocno rozstrzelone, przez co nie dość, że wygląda to mniej estetycznie, to mieści się ich tam teraz znacznie mniej. Dla wielu z Was m się to się wydawać pierdołą, ale zaawansowani użytkownicy często bardzo intensywnie wykorzystają tę funkcjonalność macOS.

Sam wygląd sprawia też trochę wrażenie, które miałem przy Yosemite, jest zbyt… cukierkowy i dziecinny. Mojave wygląda znacznie bardziej rasowo. Nie jestem też fanem wzorowanego na iOS centrum ustawień, które jest mniej wygodne i funkcjonalne niż wspomniane mini-aplikacje z belki. Ze skąpej prezentacji Monterey wynika niestety, że ten zbyt wielu szlifów w zakresie UI nie przyniesie.

Jednoznacznie pozytywnie można ocenić za to zmiany, które zaszły w Big Sur pod maską, gładkie przejście na Apple Silicon jest tego najlepszym dowodem. Warto też jednak zauważyć, że proces doprowadzenia macOS do takiego stanu trwał od kilku lat i prawdopodobnie wtopy z High Sierrą czy Cataliną były jego efektem.

Cykl wydawniczy to zło

Kończąc ten historyczny przegląd macOS X, pragnę zwrócić waszą uwagę na to, jak szkodliwy jest sztywny cykl wydawniczy dla oprogramowania. Jeśli przeczytaliście ten artykuł uważnie, zapewne rzuciło Wam się w oczy, że w większości przypadków systemy charakteryzujące się sporymi zmianami okazują się mocno problematyczne i dopiero ich następcy stają się ulubieńcem użytkowników.

Czy nie lepiej byłoby w takim razie wydawać je, gdy będą bardziej dopracowane i lepiej przetestowane, a nie według umownej daty w kalendarzu? O ile można zrozumieć, że na samym początku drogi macOS X Apple było zakładnikiem tego, że musiało w miarę szybko dostarczyć użytkownikowi system co najmniej tak funkcjonalny, jak wcześniej macOS 9, to po osiągnięciu komputerowej dojrzałości naprawdę nie ma potrzeby uprawiania takiej sztucznej gonitwy.

Zdjęcia: wikipedia, 512px, własne