4

Macie dość typowych dokumentów i podróży? Nieważne, musicie sprawdzić „Mrocznego turystę” na Netflix

mroczny turysta
Lubicie, gdy oglądany materiał was zaskakuje? Wolicie niespodzianki od przewidywalnej akcji? A może po prostu chcielibyście się czegoś dowiedzieć, od czasu do czasu - nigdy nie wiadomo, jaka wiedza może okazać się przydatna. Z różnych pobudek, ale naprawdę powinniście włączyć "Mroczengo turystę" na Netflix. Tak, ja też byłem sceptyczny.

Bo tak naprawdę co nowego może pokazać Nowozelandczyk wybierający się do Meksyku czy Kolumbii? Na pewno odwiedzi najpopularniejsze miejsca, pokaże lokalne tradycje i kulturę, może kuchnię i wyjedzie. Otóż nie – „Mroczny turysta” to nie tylko przydomek czy nazwa produkcji. Tytuł pochodzi od mrocznej turystyki („dark tourism” z angielskiego), która cieszy się coraz większą popularnością. Chwilę po poznaniu tego terminu zapewne popędzicie ku nowej karcie i wpiszecie w wyszukiwarkę tę frazę. Nie musicie, oto definicja (za money.pl):

To odwiedzanie przez turystów miejsc związanych ze śmiercią, przemocą i okrucieństwem. Jednak nie jest to tylko prosty kult śmierci, czy fascynacja okrucieństwem, gdyż do tanatoturystyki zaliczyć można również takie obiekty na turystycznej mapie naszego kraju, jak obóz koncentracyjny Auschwitz. W tym przypadku walor historyczny jest głównym magnesem przyciągającym odwiedzających. Jednak mroczna turystyka, to obok tego typu edukacyjnych i historycznych obiektów, również prawdziwie ekstremalne cele wycieczek. W świecie, w którym telewizja pokazała chyba już wszystko, rozpoczęła się swoista licytacja na coraz bardziej drastyczne „atrakcje”.

Okej, czyli mamy do czynienia z czymś raczej nietypowym – no bo czy ktokolwiek z waszych znajomych już się na taką wyprawę wybrał? Wśród moich nie zrobił tego nikt, a przynajmniej nikt się nie chwalił (zdjęciami na Facebooku czy podczas rozmowy), ale prędzej czy później ktoś to zrobi. Cholera, po obejrzeniu pierwszego odcinka „Mrocznego turysty” i ja mam ochotę poznać mroczne strony niektórych lokalizacji zamiast wylegiwać się w hotelu, na plaży czy nad basenem.

Mroczny Turysta na NetflixProwadzącym serię jest nowozelandzki twórca filmowy i dziennikarz David Farrier. Dla miłośników języka angielskiego jest to już na wstępie materiał miły w odbiorze ze względu na jego akcent. Ale to jedynie dodatek do tego, co jest daniem głównym. Odwiedzając Kolumbię moglibyście zobaczyć wiele ciekawych miejsc, ale czy zdecydowalibyście się na przejażdżkę taksówką z sobowtórem Pablo Escobara, który przez walkie-talkie będzie rzucał obelgami i groźbami w trakcie kierowania autem?

A co powiecie na spotkanie z osobistym ochroniarzem Escobara, który osobiście zabił ponad 250 ludzi? Teraz twierdzi, że po odsiadce już się nawrócił – podzielam jednak zdanie Farriera: gdyby mógł, to John Jairo Velásquez Vásquez, zwany „Popeye’em” zapewne wolałby wrócić do swojego dawnego życia. Kręci filmy udając tego, kim już być nie może oraz oprowadza turystów po willi Escobara, która służyła za jego więzienie. Następnym przystankiem Farriera jest Meksyk. Zgłębia tam tajemnicę kultu śmierci Santa Muerte, a później za jedyne 50 dolarów bierze udział w 6-godzinnym spektaklu – każdy chętny może wcielić się w role emigranta próbującego przekroczyć granicę meksykańsko-amerykańską. To dopiero nietypowa atrakcja.

Całość jest świetnie nakręcona i zmontowana. Zawiera naprawdę atrakcyjne ujęcia, a David Farrier ewidentnie czuje się jak ryba w wodzie. Trudno wymagać od tego typu produkcji czegokolwiek więcej. Nie będę wam zdradzać zawartości kolejnych odcinków, bo i tak czuję, że odebrałem wam odrobinę frajdy opowiadając o tym, co czeka was już w pierwszym epizodzie. Ale w przeciwnym razie moglibyście się nie zdecydować na seans, a to byłaby wielka szkoda.

W komentarzach na YouTube natrafiłem na podziękowania – to dobrze, że ktoś jest na tyle odważny, by coś takiego nagrać, bym jak mógł przeżyć to samo siedząc w domu na kanapie. Może nie do końca to samo, ale „Mrocznego turystę” ogląda się po prostu świetnie.