454

To koniec Macbooków Pro

Macbook Pro jak sama nazwa wskazuje, miał być urządzeniem do profesjonalnych zastosowań. Tymczasem najnowsza wersja komputera z rozszerzeniem Pro, to żart z którego śmieją się nie tylko przeciwnicy marki, ale również jej zagorzali fani.

Apple zawsze było drogie, Macbook Pro zawsze były jednym z najdroższych na rynku laptopów. Uzasadnieniem tej ceny była marka Apple, ale też jakość i wygoda korzystania z komputera. Dla mnie osobiście Apple wygrywało pojedynek z innymi producentami swoim systemem operacyjnym. Jest łatwy, bardzo przyjemny w użyciu i kiedy już się go nauczymy to wręcz uzależniający.

Nie kupię jednak Macbooka Pro, bo takiego komputera Apple już nie ma w swojej ofercie. Trudno jest nazwać profesjonalnym komputerem maszynę, która nie ma czytnika karty SD, do której urządzenia na USB będę musiał podłączać przez dodatkowe złącze i do którego nie jest się w stanie bez przejściówek podłączyć telefonu tej samej firmy (to jest dopiero kuriozalne!). Nie wspomnę już nawet o tym, ile kabli i przejściówek trzeba mieć aby podłączyć Macbooka do monitora, klawiatury i myszki. I nic tutaj nie zmienią tłumaczenia Apple i obcinanie cen akcesoriów.

Co dostajemy w zamian? Fikuśny kolorowy panel dotykowy z kontekstowym menu. I to jest naprawdę fajne, gdyby nie fakt, że w żaden sposób nie wpływa to na produktywność urządzenia. Tak samo super uskok klawiszy na poziomie 0.55mm, nie jest czymś czego oczekuje się od komputera dla profesjonalistów. Ludzie do pracy potrzebują wygodnej i funkcjonalnej klawiatury. Wyścig na to, kto jest cieńszy i kto ma fajniejszy i mniejszy uskok są dobre na prezentacjach, a nie w realnym życiu.

Tak będzie wyglądała praca również z nowym Macbook Pro:

Z Macbooka Pro jedynym element Pro jest jego cena. Otóż za 12 000 PLN mogę kupić laptopa z 15 calowym wyświetlaczem, 16 GB RAM. procesorem I7 2,6 GHz, Radeonem i uwaga uwaga dyskiem o pojemności 256 GB (SSD). Nie wiem czy mam się śmieć czy płakać, jak widzę te 256 GB, kiedy dla przykładu w smartfonach takim racjonalnym minimum zaczyna być 64 GB.

Kolejną zabawną rzeczą jest 16 GB RAM jako maksimum tego, w co możemy doposażyć nasz komputer. Ok, dla przeciętnego Kowalskiego robiącego co najwyżej prezentacje i drobne edycje zdjęć na komputerze to zapewne wystarczy. Jednak użytkownikami wersji PRO są też w dużej mierze developerzy, graficy, monterzy wideo i ludzie, którzy potrzebują dużo więcej mocy i pamięci, niż przeciętny Grzesiek piszący teksty dla Antyweb.

Obawiam się, że w nowej wersji Macbook Pro etykietka Pro bardzo szybko odpadnie, bo jest naklejona na siłę i to bardzo słabym klejem. Nie wiem w imię czego Apple dokonuje ostatnio kompromisów w swoich urządzeniach, ale naprawdę bardzo trudno zauważyć mi zalety związane z brakiem portów czy ograniczeniem pamięci. Pierwszą zapowiedzią tych zmian był Macbook, komputer który niestety mam wrażenie, że zastąpił świetną serię AIR. Teraz mamy Macbooki Pro, które już do Pro nie są nawet podobne.

Owszem zapewne sprzedadzą się dobrze, ale zacznie się też utrwalać nowy wizerunek Apple. Firmy bez pomysłu, odcinającej kupony na bazie własnej legendy. iPhone 7 a teraz nowy Macbook Pro i brak nowego Macbooka Air skutecznie pchają mnie w ramiona konkurencji gdzie nadal funkcjonalność i wygoda dla klientów jest najważniejsza i nikt nie zmusza mnie do noszenia walizki z przejściówkami. I uwierzcie mi, że klienci Apple za chwilę poczują to samo kiedy siedząc w kawiarni i chcą podłączyć swojego iPhona 7 do swojego Macbook „Pro” będą montować przejściówki. O myszce do komputera już nie wspomnę bo to wymagałoby kolejnych kabelków.