Autorem tekstu jest Piotr Peszko, pasjonat uczenia się, fan e-learningu poszukujacy nowych rozwiązań dla starych problemów. Autor bloga o edukacji i pomysłodawca konferencji educamp. Danie ideom możliwości wyjścia poza mury klasztorów i wyzwolenie ich z zamykanych na kłódkę manuskryptów sprawiło, że druk wywołał niezłe zamieszanie i kilka rewolucji. Kolejna burza informacyjna przyszła razem z internetem, […]

Autorem tekstu jest Piotr Peszko, pasjonat uczenia się, fan e-learningu poszukujacy nowych rozwiązań dla starych problemów. Autor bloga o edukacji i pomysłodawca konferencji educamp.

Danie ideom możliwości wyjścia poza mury klasztorów i wyzwolenie ich z zamykanych na kłódkę manuskryptów sprawiło, że druk wywołał niezłe zamieszanie i kilka rewolucji. Kolejna burza informacyjna przyszła razem z internetem, teraz aby się czegoś dowiedzieć i nauczyć wystarczy sięgnąć do kieszeni.

Smartfony, czytniki e-booków i tablety robią rzeczy, których nie tak dawno w ogóle nie potrzebowaliśmy. Pokazują nam gdzie jesteśmy, sugerują najlepsze restauracje w okolicy, pozwalają komunikować się z przyjaciółmi, ale co ważniejsze w kontekście uczenia się dają nam szansę na ciągły dostęp do informacji, a jak dowodzą dane dotyczące ilości przesyłanych danych, kochamy korzystać z naszych telefonów w celach zupełnie innych niż dzwonienie, a będzie jeszcze gorzej.



Badania Bersin & Associates pokazują, że wykorzystanie telefonów komórkowych w celach edukacyjnych wzrosło z 9% w 2007 roku do 20% w roku 2010. Różne organizacje dostarczają swoim pracownikom wiedzę wprost do kieszeni:
– Accenture w postaci podcastów, które tworzone przez pracowników pozwoliły ponad 20.000 pracownikom na uczenie się z wykorzystaniem telefonu komórkowego
– Coca-cola wdrożyła grę społecznościową, która wykorzystując rozszerzoną rzeczywistość pokazuje jak funkcjonują młodzi ludzie.
– amerykańska armia szkoli oparatorów wyrzutni rakiet przy pomocy iPhone’a, a do tego wykorzystuje go jako urządzenie wspomagające snajperów.



Biorąc pod uwagę te i inne przykłady, których mnóstwo możemy znaleźć w sieci możemy podjąć próbę zdefiniowania mLearningu jako:
aktywności pozwalającej na bycie bardziej efektywnym poprzez odbieranie, przetwarzanie i tworzenie informacji poprzez cyfrowe urządzenia przenośne będące w ciągłym posiadaniu. mLearning jest więc nie tylko uczeniem się z książek, slajdów, podcasty i materiały video.

Dzisiejsza migracja od telefonów funkcjonalnych do smartfonów oraz zmniejszające się koszty transmisji danych sprawiają, że mobile learning jest gotowy do startu. Niestety znając realia szkoleniowe jeszcze sporo czasu upłynie zanim mobilne uczenie się będzie wykorzystywane efektywnie, a tworzone produkty nie będą jedynie konwersją tradycyjnych szkoleń. Aby poczuć prawdziwy potencjał uczenia się w drodze sporo musi się zmienić, bo aktualna sytuacja jest następująca:
1. Z powodu globalnych i lokalnych kryzysów budżety szkoleniowe mocno ucierpiały i eksperymentalne projekty takie jak mobile learning zostały odsunięte na dalszy plan, wykraczający grubo ponad rok.
2. Do tej pory na rynku istniała ogromna różnorodność urządzeń i systemów operacyjnych, a obsługa standardów pozostawiała wiele do życzenia. Aktualna dominacja androida i iOS-a sprawiły, że rynek się skonsolidował, platformy ujednoliciły co daje możliwość tworzenia dedykowanych aplikacji szkoleniowych.
3. Rozdzielczości ekranów zasadniczo się zmieniły. Po pierwsze rozdzielczości są dużo większe, a po drugie ekrany są interfesami dotykowymi, które służą do obsługi urządzeń. Jednocześnie pojawienie się ereaderów i tabletów sprawiło, że na drugi plan może odejść również papier.
4. Wykorzystanie GPS-a i aplikacji geolokalizacyjnych w połączeniu z dedykowanymi aplikacjami, a także dużo większa mobilność i dostęp do bezprzewodowego internetu sprawiły, że “mobilki” mogą w odpowiednich kontekstach zastąpić komputery stacjonarne i laptopy.
5. Ludzie są bardzo przyzwyczajeni do telefonów. Korzystanie z aplikacji za ich pomocą ma dużo niższą barierę wejścia, co sprawia, że łatwiej dotrzeć do odbiorców z treścią edukacyjną.

Na dzień dzisiejszy mLearnining dzieje się raczej z dala od klasycznych LMS-ów i standardowych rozwiązań eLearningowych, a jeśli już to przejawia się w dedykowanych aplikacjach, lub serwisach, które dostarczają odpowiednio spreparowaną treść, wspierają konkretne działania, lub udostępniają informacje z większych baz.

Wszystkie powyższe punkty sprawiają, że należy zasadniczo przemyśleć plany tworzenia szkoleń i bardzo poważnie podejść do efektywnego wykorzystania urządzeń mobilnych.

  • Środowisko e-learningowe musi wyjść z bezpiecznego gniazdka uwitego przy pomocy Flasha i pokrewnych technologii i zacząć myślec o innych technologiach.
  • Należy uświadomić sobie, że mobile learning to nie e-learning na komórkę, tylko coś zupełnie innego, do czego należy się odpowiednio przygotować, a wdrożenia będą wymagały zmian w strategiach szkoleniowych.
  • Konieczne będą przemyślane decyzje zarówno w momencie zakupu sprzętu, który otrzymają pracownicy, jak i w momencie tworzenia treści szkoleniowych, budowania baz wiedzy i wewnętrznych intranetów.

Podsumowując m-Learning jest potężnym narzędziem, które niczym prom kosmiczny na przylądku Canaveral czeka pełne paliwa na ostateczne odliczanie. Niestety jak każda wielka innowacja wymaga solidnego przygotowania, bo potencjał który ze sobą niesie jest niestety na etapie wdrożenia materiałem bardzo niestabilnym.