71

Lustrzanka nie czyni cię fotografem, a Facebook modelką…

Internet jest wszędzie, Google jest wszędzie i Facebook jest wszędzie, a wie o tym każdy z nas, mniej lub bardziej korzystając z usług oferowanych przez „internetową dwójkę”. Są jednak granice dobrego smaku, które bardzo często przekraczają nastolatki za pomocą lustrzanki, Facebooka i programów działających podobnie do Snapseed przekracza wszelkie pojęcie… głupoty. Od jakiegoś czasu śmieszy mnie to, […]

Internet jest wszędzie, Google jest wszędzie i Facebook jest wszędzie, a wie o tym każdy z nas, mniej lub bardziej korzystając z usług oferowanych przez „internetową dwójkę”. Są jednak granice dobrego smaku, które bardzo często przekraczają nastolatki za pomocą lustrzanki, Facebooka i programów działających podobnie do Snapseed przekracza wszelkie pojęcie… głupoty.

Od jakiegoś czasu śmieszy mnie to, że niektóre z moich znajomych, które kupują sobie (często za pieniądze rodziców) lustrzankę, nagle stają się fotografami, zakładając fanpage na Facebooku typu „Anna Maria Wesołowska Photography” i wrzucając tam każde zdjęcie jakie zrobią, szczególnie lubując się w selfie/samojebkach – niepotrzebne skreślić, koniecznie w lustrze! – jak gdyby smartfon z jabłuszkiem, tablet z napisem „Szlachta nie pracuje”, lodówka z Androidem czy Smart TV nie pasowały do tego zadania ze względów estetycznych.

Rozumiem – niektóre kobiety kochają swoje odbicie lustrzane tak bardzo, że chcą mieć je zawsze przy sobie czy to w postaci małego lusterka w torebce czy to w postaci smartfona i lustra w każdej napotkanej na drodze toalecie – gdy ich smartfony nie posiadają przedniego obiektywu aparatu, a mnie szczególnie ciekawi fakt, dlaczego to wszystko ląduje potem na Facebooku czy Instagramie?

KUP LUSTRZANKĘ, ZAŁÓŻ PROFIL NA FEJSIE I ZAKŁADAJ FARMĘ LAJKÓW…

Bardzo lubię robić zdjęcia moim telefonem. Wrzucam je zwykle na Instagrama i Flickra, choć jestem świadomy tego, że moje zdjęcia nie zachwycają wszystkich osób, które obserwują mnie na tych portalach społecznościowych. Zdjęcia robię dla siebie, bo lubię je robić, a pokazywanie ich innym powoduje u mnie uczucie zadowolenia, bo pokazuje kawałki siebie innym oraz przelewam na innych moją wenę i piękno, które działa na mnie zbawiennie i uspokajająco.

Znam wiele kobiet, które podobnie jak ja, kochają zwierzęta, martwą naturę i kochają robić artystyczne czy abstrakcyjne zdjęcia, nadające zwykłym miejscom trochę ciepła, które ożywiają nic specjalnego chociaż na chwilę. Jestem człowiekiem niezwykle tolerancyjnym, jednak mimo to, nie rozumiem idei setek zdjęć na Instagramie z tą samą pozą, w tym samym lustrze, w innym ubraniu i z wręcz identyczną miną – próba uwiecznienia tego, jak ładnym meblem pokojowym/kuchennym się staliśmy czy coś w tym stylu?

Oczywiście, znam parę przebiegłych znajomych, zakładające fanpage w stylu „Pokaż piersi, dam Ci ciastko”, które najpierw zachęcały tysiące fanów do bezmyślnego klikania „lubię to”, a potem sprzedawały swoje farmy za sporą sumkę (analogiczną do liczby aktywnie przeglądających profil) i stworzenia sobie kolejnej, opłacalnej farmy, za którą również będą w stanie sobie coś kupić. Niestety (a może i dobrze, że tak?) takich osób jest naprawdę niewiele, a liczba „profesjonalnych fotografów z Facebooka” jest naprawdę przerażająco długa, zamykając ich działalność tylko to tego nieszczęsnego fejsa.

Facebook psuje jakość zdjęć…

Naprawdę nie wiem dlaczego ludzie wrzucający zdjęcia na Facebooka narzekają, że ich ukochany portal społecznościowy kompresuje ich dzieła sztuki, przy czym jakość publikowanych zdjęć jest w mniejszym lub większym stopniu deformowana – wie o tym naprawdę każdy, jednak w ostatnim czasie, fakt ten stał się idealną wymówką do tłumaczenia, dlaczego wykonane przez nas zdjęcie jest bardzo słabej jakości. Ej! Zrobię zdjęcie moim super cudownym Samsungiem Galaxy Mini i napiszę „Jakość Fejsbooka ;/„ to może uwierzą, że naprawdę zrobiłam ładne zdjęcie i „Fejsbug” je zepsuł. Oprócz tego, napiszę że jestem gruba, brzydka i nikt mnie nie lubi, oznaczając na moim zdjęciu wszystkich moich wirtualnych 800 znajomych, jakich udało mi się „upolować” i co z tego, że 750 w przeciągu najbliższych 15 sekund ukryje swoją obecność na tym zdjęciu, skoro 50-tka z czystego współczucia polubi moją zakompleksioną buźkę?

Hej kochani, biorę udział w konkursie, polubcie to i to – dziękuję!

Niczego nienawidzę bardziej, jak wysyłanych gotowców, które nawet nie ukrywają tego, że są pisane do farmy znajomych, a nie jednego, szczególnego człowieka. Bierzesz udział w konkursie, w którym jakaś większa farma wrzuci twoje zdjęcie na swój wall i okrzyknie cię miss deski klozetowej? Cudownie! Ale co mnie to obchodzi? Witajcie na Facebooku, miejscu, gdzie lajki zabijają ludzi bijących zwierzęta, pomagają głodujących oraz leczą raka, przy automatycznej funkcji tworzenia i zrywania relacji międzyludzkich –  tak mogłaby się zaczynać biblia napisana przez Zuckerberga, opowiadająca o raju utraconym nastolatków i obrońców zwierząt, wywołujących u ludzi współczucie, wrzucając na tablicę dziesiątki zdjęć zabitych lub pobitych ludzi czy zwierząt.

 Po co o tym piszę?

Każdy z nas ma prawo do pomyłek, jednak ciągłe ich powtarzanie jest po prostu oznaką głupoty – powiedział kiedyś ktoś mądry, jednak jego nazwiska nie pamiętam, a szkoda. Jestem młodym człowiekiem, który dorósł dosyć wcześnie, dlatego też patrząc na zachowanie osób młodszych, moich rówieśników czy ludzi starszych ode mnie (często nawet dwukrotnie) zauważam dziwną modę na akceptowanie tego, że moralność naszego społeczeństwa schodzi na psy. Boimy się powiedzieć „NIE”, dlatego też godzimy się na większość rzeczy, które przekazują wam inni – znaczy, prawdopodobnie wy boicie się sprzeciwić, ja z tego dawno wyrosłem. Ludzie – nawet dorośli, boją się podejmować kontrowersyjnych decyzji, ponieważ obawiają się, że to, do czego przywykli – czyli wygodny fotel, propaganda wlewana do ich głowy na specjalne zamówienie z ekranu telewizora i zimne, tanie piwko z Biedronki, zniknie. Moim zdaniem, zamiast śmiać się z młodzieży w wieku gimnazjalnym czy licealnym, powinno się w jakiś sposób pokazać im, na czym tak naprawdę stoi świat, brutalnie ściągając ich na ziemię, przy jednoczesnym braku bezsensownego nakazywania im żyć tak, jak chcemy – zarażając ich jakąkolwiek pasją i pokazując, że można pracować w czymś, co kochamy – samemu tworząc sobie miejsce pracy. Mercedes Jeżeli kochasz fotografię – zainteresuj się Flickrem, deviantArtem, Picassą i wysyłaj swoje prace na konkursy, zrób coś z tym, zamiast spamować znajomych na Facebooku. Jeżeli lubisz, gdy ktoś robi Tobie zdjęcia, przejdź się do teatru, zapisz się do jakiegoś kółka i postaraj się rozwijać swoje talenty (przy jednoczesnym dodawaniu ciekawych pozycji do twojego CV) i w końcu zacznij robić to, co kochasz. Jeżeli będziesz dążyć w jednym kierunku, rozwijając się na środku polach, to w końcu, zaczniesz żyć szczęśliwie, więc nie słuchaj tłumaczenia twoich rodziców czy znajomych, których rajem jest tanie wino, sypiąca się „beemka” czy stare modele Hondy i łatwa kasa – zrób coś dla siebie i dojdź tam, gdzie nikt jeszcze nie doszedł, bądź z siebie dumny/dumna i walcz o swoje tak, jak ja walczyłem o to, aby pisać, bo naprawdę to kocham. Robię to od 2010 roku i jest to rzecz, którą potrafię robić najlepiej, dzięki czemu, udało mi się spełnić moje największe marzenie i dostać się do redakcji AntyWeb (chociaż odrzucano mnie trzy, albo cztery razy), dzięki czemu, za miesiąc (wreszcie) przenoszę się na swoje, mając zaledwie 20 lat i całkiem fajnie układające się życie, którego nikt mi nie sponsorował. Do wszystkiego musiałem dojść sam, bo okolica nigdy nie była na tyle przyjazna, abym mógł coś od niej dostać, a dom… w domu od zawsze było krucho, dlatego lepiej o ten temat się nie rozpisywać. Boisz się? To dobrze, a teraz pokonaj swoje największe fobie i stań się człowiekiem sukcesu, bez ględzenia o tym, że pierwszy milion trzeba ukraść – skoro mi udało się dojść od zera do szczyty swoich marzeń i ambicji oraz spełnić w przeciągu pół roku paręnaście swoich największych marzeń, to tobie też się to uda – po prostu zacznij w siebie wierzyć i nie patrz na innych – żyjemy w chorym społeczeństwie, które jak pies ogrodnika, samo nie wykorzysta okazji, ale przy tym nie da nikomu poczuć się wygranym, dołując cię ze wszystkich stron. Wiara w siebie, praca nad sobą oraz przyjmowanie na klatkę piersiową wszelkiej krytyki – tak rodzą się legendy i takim też bądź, nie przestając być sobą, bo pieniądze szczęścia nie dają, a ludzie odchodzą. Powodzenia! Wierzę w wasz sukces. Spokojnej nocy.