3

LOCUST: bojowy rój na miarę XXI wieku

Pisanie o nowych technologiach jest o tyle fajne, że można całymi dniami o nich czytać. A to wciąga: przez długie godziny ogląda się filmy poświęcone nowym technologiom, śledzi teksty dotyczące ostatnich odkryć i zdobyczy techniki. Czasem szczęka opada i jest się pełnym podziwu dla osiągnięć cywilizacji, w której przyszło nam żyć. Są jednak i takie […]

Pisanie o nowych technologiach jest o tyle fajne, że można całymi dniami o nich czytać. A to wciąga: przez długie godziny ogląda się filmy poświęcone nowym technologiom, śledzi teksty dotyczące ostatnich odkryć i zdobyczy techniki. Czasem szczęka opada i jest się pełnym podziwu dla osiągnięć cywilizacji, w której przyszło nam żyć. Są jednak i takie chwile, gdy pozostaje tylko przełknąć ślinę i stwierdzić w myślach, że ten postęp naprawdę przyniesie nieszczęście.

Wczoraj trafiłem w Sieci na krótki film prezentujący projekt LOCUST, czyli Low-Cost UAV Swarming Technology. W wolnym tłumaczeniu chodzi o technologię taniego roju statków bezzałogowych. Za projektem stoi biuro badawcze amerykańskiej marynarki wojennej (Office of Naval Research), raczej nie jest to sztuka dla sztuki, chęć pokazania, że coś jest możliwe – te pomysły prędzej czy później zostaną pewnie wdrożone. Zdecyduje o tym rachunek ekonomiczny, wysoka wydajność bojowa (prawdopodobnie), możliwość podniesienia bezpieczeństwa i ograniczenia strat wśród swoich żołnierzy. Patrzymy na broń przyszłości:

LOCUST może być wykorzystywany w zadaniach obronnych i ofensywnych. Wyrzutnia zawierająca drony będzie miała tę zaletę, że w krótkim czasie umieści w przestrzeni powietrznej sporą liczbę maszyn. Rzeczony rój. I można ją zamontować w różnych miejscach: na samochodzie, pokładzie statku, w samolocie. Drony są wystrzeliwane, co dalej? Otóż mogą one działać autonomicznie. Na razie system jest pewnie dość ograniczony, ale będzie udoskonalany. Chociaż człowiek ma cały czas czuwać nad rojem, to jego rola w przyszłości zostanie poważnie ograniczona – nie będziemy mówić o operatorach dronów, lecz o ich obserwatorach.

Rój zostaje wystrzelony i zaczyna realizować misję. Maszyny komunikują się ze sobą, badają teren, określają cel i działają. We wspomnianym filmie po prostu go niszczą. Po zakończonej misji pewnie wracają do punktu, z którego zostały wystrzelone, by wojsko mogło ich użyć kolejny raz. Twórcy LOCUST przekonują, że cała chmara dronów będzie tańsza od samolotu bojowego, a osiągane przez nią efekty mogą być znacznie lepsze. Pilot nie jest narażony na niebezpieczeństwo, bo po prostu nie ma go na polu bitwy, pojedynczy samolot nie skieruje ognia na różne cele, nie będzie mógł śledzić dokładnie przestrzeni, w której przebywa. Drony tego dokonają, bo podzielą się zadaniami i będą na bieżąco wymieniać się informacjami. Fascynujące i przerażające.

locust 2

Nie chciałbym od razu roztaczać mrocznych wizji, w których takie jednostki zbuntują się albo zostaną przejęte przez wroga czy terrorystów. Możliwe, że do tego nie dojdzie. Można jednak wyobrazić sobie taki scenariusz i ewentualne konsekwencje. Tysiące dronów o dużej sile rażenia i sporych możliwościach. Autonomicznych dronów. Nawet jeśli, nie dojdzie do przejęcia, to aktualne pozostaje pytanie, czy powinniśmy powierzać maszynom decyzje dotyczące tego, kogo należy unicestwić? Bardzo trudny temat, ale chyba trzeba go podjąć, bo zagadnienie przestaje funkcjonować jedynie w sferze SF.

Na koniec dodam, że słowo „locust” w języku angielskim oznacza szarańczę. Nazwa im się udała.