15

Takich seriali Netflix mógłby kręcić więcej. Locke & Key – recenzja

Wobec "Locke & Key" nie miałem wcale wygórowanych oczekiwań, ale liczyłem na to, że podobnie jak przy "Umbrella Academy" będę się dobrze bawił. Okazuje się, że tego rodzaju seriale - oparte na komiksie i z młodzieżą w rolach głównych - naprawdę Netfliksowi wychodzą.

„Umbrella Academy” była objawieniem zeszłego sezonu. Netflix postanowił sięgnąć po raczej mało znany komiks, na podstawie którego nakręcono naprawdę dobry serial. Już niedługo mamy doczekać się kontynuacji i podejrzewam, że na dwóch sezonach się nie skończy. Czy taki sam los spotka „Locke & Key”? Nie miałbym nic przeciwko, a jeśli podobnie jak ja lubicie, nieco lżejsze seriale sci-fi z humorem i odrobiną grozy, to oglądając ten serial będziecie się bawić równie dobrze, co ja.

Serial o młodzieży nie tylko dla młodzieży

Głównymi bohaterami serialu jest trójka rodzeństwa, którzy po stracie ojca przeprowadzają się do niewielkiego miasteczka. Tam czeka na nich dom, o którego istnieniu wiedzieli, ale pod żadnym pozorem ich ojciec nie chciał, by tu zamieszkali. Ich matka decyduje się na taki krok, by dać szansę rodzinie na świeży początek, ale od chwili pojawienia się w mieście jest już jasne, że rodzina jest tu znana i wcale nie ma zagwarantowanej czystej karty. Młodzi próbują znaleźć miejsce dla siebie i wpasować się w trybiki lokalnego społeczeństwa.

Najstarszy Tyler chce być równie cool, co jego rówieśnicy, natomiast młodsza Kinsey szuka kogokolwiek, kto ją zrozumie. Najmłodszy Bode jeszcze nie chodzi do szkoły przez co spędza w domu najwięcej czasu. Okazuje się, że to właśnie on będzie łącznikiem między trudnymi do wytłumaczenia i niezwykle pokręconymi wydarzeniami, a jego rodziną. Słyszy głosy i znajduje klucze.

Te drugie już na samym początku przygody pokazują swoją moc – mogą być bardzo niebezpieczne, bo otwierają drzwi do miejsc, których nie chcielibyśmy odwiedzać. Ale ich możliwości można też wykorzystać we właściwy sposób. Wszystko to odkrywamy wraz z naszą młodą trójką. Naturalnie nie brakuje osób, które chcą poznać ich sekrety i zdobyć jak najwięcej kluczy. Niektórzy bohaterowie wiedzą znacznie więcej, niż dają po sobie poznać w pierwszych odcinkach.



Całość zachowana jest delikatnie w konwencji serialu dla młodzieży, ale to wcale nie oznacza, że mamy do czynienia z czymś przesadnie infantylnym. Na plus na pewno zaliczę humor i kreację większości bohaterów. W obsadzie znaleźli się widywani już wcześniej na ekranie Connor Jessup, Jackson Robert Scott, Darby Stanchfield czy Aaron Ashmore. Historia rozpisana jest dość zgrabnie, nie ma znacznych przestojów, choć oczywiście całość rozłożona na 10 odcinków musi zawierać wątki poboczne, które będą uzupełniać oś głównych wydarzeń.

„Locke & Key” sprawi sporo niezobowiązującej frajdy

Są takie seriale, które pojawiają się trochę znikąd, a po premierze okazują się jednymi z najlepiej oglądanych, zaś widzowie nie mogą doczekać się nowej serii. Wydaje mi się, że „Locke & Key” może podzielić ten los – przed debiutem zainteresowanie serią nie było gigantyczne (liczba oczekujących na Filmwebie przekracza ledwo 1000 osób), a fanów komiksu można w Polsce zapewne policzyć na palcach jednej ręki. Pod względem globalnym taka uniwersalna i miła w oglądaniu historia może się jednak doskonale przyjąć, tym bardziej, że pomiędzy tymi wszystkimi dramatami, kryminałami i dokumentami, warto czasem poświęcić czas na coś, co sprawi nam trochę niezobowiązującej frajdy.