4

Little Nightmares to intrygujący horror, który jednak potrafi zmęczyć

Mały horror na dużym ekranie, czyli pełna strachu, niewielka zabawa która intryguje, straszy, ale też... odrobinę męczy.

Pierwszymi wrażeniami po ogrywaniu niemal ostatecznej wersji Little Nightmares dzieliłem się z wami kilka tygodni temu. Nie chciałbym się powtarzać, bo wiele z tamtejszych doznań pozostaje jak najbardziej aktualnych. Małe koszmarki są nadal dla mnie jednymi z tych, które porównałbym do produkcji Playdead — czy to Limbo, czy fantastycznego Inside. Na szczęście to nie jest żaden klon, a raczej luźna inspiracja. Problem jednak polega na tym, ze im dłużej zagłębiałem się w tę tajemniczą historię, tym bardziej byłem… zmęczony.

Są strachy i klimat. Ale zabrakło „tego czegoś”

Twórcy Little Nightmares postanowili zabawić się z nami w kotka i myszkę. Cały czas czegoś, lub kogoś, unikamy. Chowamy się, kombinujemy, rozwiązujemy krótkie zagadki. Pierwszych kilkadziesiąt minut wypada intrygująco. Ale przy kolejnej wtórnej akcji opierającej się na ucieczce, chowaniu, ucieczce i jeszcze jednym skrywaniu w cieniu — czułem się odrobinę zmęczony.

Lubię dobrze zaprojektowane przygodówki. Another World, mimo lat na karku, wciąż pozostaje jedną z tych produkcji do których nałogowo wracam. Patrząc na zabiegi Little Nightmares miałem wrażenie, że twórcy miejscami dążyli do podobnych do rozwiązań, które Eric Chahi zaproponował kilkadziesiąt lat temu. I owszem, są miejsca, kiedy te się sprawdzają. Ale niestety nie zabrakło także tych, w których elementy zręcznościowe doprowadzają do furii. I kiedy 6-7 razy powtarzałem tę samą sekwencję czułem się nieco zmęczony.

O co chodzi?

Nie wiadomo o co chodzi. Nie wiadomo czego się spodziewać. Nie wiadomo czego oczekują od nas twórcy — bo niczego nie tłumaczą. Liczą na naszą spostrzegawczość. I jest w tym jakaś metoda, bo bawię się świetnie, metodą prób i błędów szukając rozwiązań. Nadchodzi jednak czas, że zaczynam się frustrować, a kolejne potyczki są najzwyczajniej w świecie drażniące. Tym bardziej, że im dalej w las… tym więcej identycznych krajobrazów. Te same sztuczki, z których twórcy korzystali już wcześniej.

Zagadki, przygoda i przywiązanie do szczegółów

Autorzy Little Nightmares chcą abyśmy pchnęli nasze szare komórki w ruch. Jasne, żaden problem — szkoda, że wcześniej nie tłumaczą nam powodów. Dopiero gdy zginiemy okazuje się, że tego nie mogliśmy zrobić. To trochę za mało. Sama oś fabularna również pozostawia sporo do życzenia: jest statek, są koszmary, jest tajemnica — ok. Ale więcej to już w dużej mierze nasza interpretacja. Żeby jednak nie było że tylko narzekam, to słów kilka o elemencie, który  mnie urzekł w tej grze. A jest to przywiązanie do szczegółów. Każdy nasz ruch został idealnie zilustrowany muzycznie. Dźwięk i obraz tworzą tam wyjątkowo spójną całość.

Technicznie — jest dobrze, ale

Gdy pierwszy raz pisałem o Little Nightmares wspominałem o niepokojąco długich ekranach ładowania. Na szczęście ogrywana przeze mnie wersja na Xbox One nie borykała się z takimi problemami i wszystko działało jak należy. Miałem jednak problem z czym innym — trzecim wymiarem. Bo chociaż poruszamy się głównie w prawo i lewo, to czasami jednak zmuszeni jesteśmy wejść odrobinę wyżej. Albo niżej. Problem polega pojawia się w momencie, gdy stąpamy po wąskich ścieżkach, gdzie wystarczy chwila nieuwagi by spać. A wtedy musimy rozpoczynać zabawę od początku. To frustruje tym bardziej, że większość scen jest ciemna i widać w nich naprawdę niewiele.

Podsumowując

Z tą grą mam niezwykle mieszane uczucia. Z jednej strony jest to naprawdę ciekawa propozycja, która straszy nieco inaczej niż większość horrorów w formie gier wideo — i za to ogromny plus. Podobnie jak za owiany tajemnicą świat. Podobała mi się większość zagadek, tamtejszy klimat i przywiązanie do szczegółów. Jest to jednak zabawa, która nie zajmie wam dłużej niż 3-4 godzin, a i przy tak krótkim czasie czułem jej wtórność, która pod koniec zaczęła mnie po prostu męczyć. Uważam że z Little Nightmares warto się zapoznać. Wizja artystyczna i dbanie o najmniejsze detale są naprawdę godne pochwały. Coraz rzadziej widzimy tak przemyślane i spójne projekty. To gra która intryguje i czaruje. Jeżeli macie jeszcze w co grać, to radzę po prostu poczekać do pierwszej obniżki ceny. No chyba że macie wielką ochotę na dobry i podchodzący nieco inaczej do tematu horror — jeśli tak, to nie ma się nad czym zastanawiać!