80

Linie papilarne zamiast kodu PIN? Tak mógłbym robić zakupy, zdecydowanie!

Czytniki linii papilarnych przeżywają właśnie swoją drugą młodość. To w dużej mierze zasługa Apple’a, który znalazł dla nich zastosowanie w swoich smartfonach, a niedawno również tabletach. Obecnie nie są one zatem już jedynie domeną biznesowych notebooków (lub aspirujących do tego miana). Biometryczne uwierzytelnianie użytkownika wchodzi pod strzech – w tym do kart płatniczych Mastercard. O […]

Czytniki linii papilarnych przeżywają właśnie swoją drugą młodość. To w dużej mierze zasługa Apple’a, który znalazł dla nich zastosowanie w swoich smartfonach, a niedawno również tabletach. Obecnie nie są one zatem już jedynie domeną biznesowych notebooków (lub aspirujących do tego miana). Biometryczne uwierzytelnianie użytkownika wchodzi pod strzech – w tym do kart płatniczych Mastercard.

O ile można było polemizować co do zasadności użycia czytników linii papilarnych w smartfonach i tabletach, to zastosowanie ich w kartach płatniczych nabiera nowego znaczenia. Szczególnie dziś, gdy większość transakcji wykonujemy jedynie poprzez przyłożenie ich do czytnika. Dotąd mógł to zrobić właściwie każdy – wystarczy, że posiadał naszą kartę. Teraz będzie mu potrzebny jeszcze kciuk (ja nic nie sugeruję!).

Jest to rezultat partnerstwa firm Mastercard i Zwipe. Powstała w ten sposób karta płatnicza posiada w miejscu, w którym zazwyczaj znajduje się chip, miniaturowy czytnik linii papilarnych. Przyłożenie tutaj naszego palca jest niezbędne w celu zrealizowania płatności – czy to klasycznej czy też zbliżeniowej. Oczywiście w obu przypadkach wiąże się to z brakiem jakichkolwiek limitów oraz dodatkowych zabezpieczeń, jak kod PIN.

Bez obaw, nie oznacza to, że będziecie musieli podłączać Wasze karty płatnicze do ładowarki przed wyjściem z domu. Za dostarczenie energii odpowiada terminal, który w momencie płatności komunikuje się z kartą i weryfikuje linie papilarne. To teoretycznie stwarza problem np. w restauracji, gdzie często to kelner przeciąga naszą kartę po czytniku. Z drugiej strony, jest to dobra okazja, żeby zmienić ten durny zwyczaj. Nigdy nie byłem jego zwolennikiem, a po tym, jak obejrzałem kilka programów opisujących metody fałszowania kart, tylko się w moim przekonaniu utwierdziłem.

Technologia ta była już testowana w Norwegii i ma wejść do użytku na całym świecie w 2015 roku. Czy się przyjmie? Jestem bardzo ciekawy i pełen nadziei. Dotąd banki eksperymentowały z kartami w różny sposób. Mieliśmy kartoniki z wyświetlaczami LCD pokazującymi stan konta – bezsens. Były też i klawiatury – jeszcze większy bezsens, moim zdaniem. Zastosowanie czytnika linii papilarnych wydaje się najbardziej rozsądnym pomysłem, z dotychczas wdrażanych. Nie jest to oczywiście idealny mechanizm zabezpieczający. Nie dlatego, że ktoś nam może uciąć kciuk, a raczej z powodu możliwości podrobienia linii papilarnych – czego przykład dano tuż po premierze iPhone’a 5S, szybko łamiąc jego zabezpieczenia. Wierzę jednak, że może to być ten tak bardzo potrzebny złoty środek między wygodą a bezpieczeństwem podczas płatności bezgotówkowych.